Mam wrażenie, że abp. Głódź to ostatnia nadzieja białych. Pewnie jako jeden z niewielu bonzów kościelnych ma czyste konto w archiwum SB i nie musi się kłaniać mentom z policji politycznej.
Konia ze stajni się nie wyprowadza. Te dzieła sztuki tam są i tam pozostaną, bo one tam były od zawsze. Roma locuta, causa finita - tak abp Sławoj Leszek Głódź odniósł się do żądań Muzeum Narodowego, które chce zwrotu pożyczonych Bazylice Mariackiej dzieł.
Obrazoburcze, prawda? Krnąbrny klecha ukradł eksponaty i jeszcze ma czelność mówić, że nie odda. Przeczytajmy więc co jest napisane "małym druczkiem":
Zabytki pochodzą z historycznego wyposażenia bazyliki, znajdują się jednak pod prawną i merytoryczną opieką Muzeum Narodowego w Warszawie. Stały się one własnością Skarbu Państwa, zgodnie z dekretem o mieniu porzuconym i poniemieckim z 1946 r.
Czyli, mówiąc językiem poludzkim, stały w kościele kielichy pół millenium, Madonna wisiała 600 lat, ale przyszło ze wschodu komunistyczne bydło, zbeszcześciło świątynię i wyniosło co cenniejsze. Kościół upomniał się o swoje a żeby zmylić przeciwnika - "pożyczył", na wieczne oddawanie.
Pani dyrektor pewnie urażona wielce jest, upomina sie o "SWOJE". Niech sobie kolekcjonuje guziki od mundurów czerwonoarmistów, jeśli takowe przy nich istniały (guziki). Garotłuk przejęty rolą.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)