Utarło się w ostatnich miesiącach pytać Jarosława Kaczyńskiego i cały szereg działaczy PiS o ewentualną koalicję parlamentarną z SLD po jesiennych wyborach. Pytanie to, zadawane z zatroskaniem wymalowanym na twarzy indagującego, padło niezliczoną ilość razy, Jarosław Kaczyński za każdym razem wyklucza taką ewentualność, co pytający zazwyczaj kwitują uśmieszkiem i sugestią iż skoro prezes PiS zaprzecza – tym bardziej taka koalicja jest prawdopodobna. Jest to wnioskowanie oczywiste i na wskroś genialne. Skoro bowiem zaprzeczenie oznacza akceptację, prezes Prawa i Sprawiedliwości mógłby zadowolić swych rozmówców jedynie potwierdzeniem takiej ewentuialności, co przyniosłoby ulgę nieukojonym w niepewności żurnalistom i mogliby w końcu westchnąć: „a jednak!”
Tymczasem pytanie o koalicję z Sojuszem Lewicy Demokratycznej jest zasadne lecz skierowane do niewłaściwej osoby i niewłaściwej formacji. Analiza bieżących sondaży preferencji wyborczych i ewolucja linii politycznej podmiotów debaty publicznej narzucają wręcz takie pytanie. Jeśli bowiem przyjmiemy za punkt wyjścia obecne tendencje, wg. których Platforma Obywatelska ulega powolnej erozji i, mimo wciąż znaczącej przewagi nad główną partią opozycyjną, z pewnością nie będzie w stanie uzyskać samodzielnej większości parlamentarnej. Naturalnym więc jest układ z dotychczasowym koalicjantem – Polskim Stronnictwem Ludowym. Jeżeli jednak PO+PSL nie uzyskają 230 mandatów w jesiennej elekcji, co jest jak najbardziej prawdopodobne, wszystko zależeć będzie od tego czy do sejmu dostanie się PJN i czy Platforma wraz z PSLem i PJNem będzie w stanie stworzyć rząd cieszący się poparciem większości posłów. I PJNu może bowiem Platformie nie wystarczyć do stworzenia rządu a wtedy kolejnym wariantem jest koalicja Platformy z Sojuszem Lewicy Demokratycznej.
Koalicja taka, patrząc przez pryzmat dzisiejszych wyników sondaży opinii, miałaby większość parlamentarną bez potrzeby podpierania się przystawkami w postaci PSLu i PJNu. Sądzę jednak, że Platforma traktuje ten wariant jako ostateczność, co nie jest trudne do zgadnięcia. Lepsze dwie małe przystawki niż jeden silny gracz, który z pewnością okazałby się droższy i politycznie bardziej niebezpieczny niż bezwolna drobnica parlametarna. Idąc tym tropem z dużym prawdopodobieństwem można założyć iż PO o miejscach dla PSLu i PJNu w przyszłym układzie rządzącym zdecyduje jeszcze przed wyborami, jeśli już nie zdecydowała. Wskazuje na to ewolucja retoryki PJNu na agresywnie antypisowską. Joanna Kluzik-Rostkowska śladem celebryckich przepraszaczy, przeprosiła już za Jarosława Kaczyńskiego i wezwała go do opuszczenia życia publicznego. Być może ta zmiana linii jest jedynie kalkulacją na wyrazistość i obecność w przekazie ale może też być ceną za przyszłe synekury, którą PJN w kampanii wyborczej musi zapłacić z góry.
Jeżeli wiec nie wystarczy Platformie PSL i PJN a będą one miały umówione miejsce w przyszłym układzie rządzącym, pozostaje wielka koalicja wszystkich przeciw PiSowi. Wydaje mi się ona bardziej prawdopodobna niż układ Platformy z samym Sojuszem, nawet gdyby bez przystawek gwarantował stabilną większość. Wielka koalicja medialnie służyłaby rozmyciu niemiłego wrażenia aliansu z postkomunistami i pozwoliła argumentować, że trzeba było zjednoczyć się przeciw niebecpieczeństwu recydywy PiSu.W takiej sytuacji w koalicji z SLD, na szczeblu parlamentarnym i rządowym, znalazłaby się Platforma Obywatelska, Polskie Stronnictwo Ludowe i Polska Jest Najważniejsza.
Zwracam się więc z pytaniem o taką koalicję, nie do przedstawicieli PJNu. Jestem bowiem przekonany, że PJN jest wiele bardziej oportunistyczny niż PSL i że przyjąłby każdą ofertę, choćby i od SLD z Leszkiem Millerem jako szefem klubu parlamentarnego.
Pytanie to kieruję głównie do Igora Janke jako szefa Salonu24, który nieustannie, nachalnie, w sposób czasami groteskowy a czasami niesmaczny nadyma PJN jak tylko może stręczy nam do granic obrzydzenia Kowala, Migalskiego i Libidzkiego. Zwracam się do kolegów pana red.Jankego z dziennika Rzeczpospolita, którzy z równie wielką gorliwością wspiera PJN wywiadami, analizami, felietonami utrzymanymi w tonie niezrozumiałej życzliwości:
Dlaczego nie pytacie waszych oczek w głowie z PJNu o ewentualną koalicję z SLD? Dlaczego w swej dziennikarskiej uczciwości nieustannie sugerujecie taki zamiar Jarosławowi Kaczyńskiemu a nigdy nie zająkneliście się nawet, podczas niezliczonych rozmów z Kowalem, Kluzik-Rostkowską, Jakubiak, Migalskim czy przypadkiem oni nie biorą takiej ewentualności pod uwagę?
Czy może chcecie nam powiedzieć, że Michał Kamiński lub Paweł Poncyliusz, w przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego, są na tyle szlachetnymi osobami, iż pytanie o SLD byłoby zgoła nietatkowne?!
A może po prostu ciężko byłoby dalej tak ostentacyjnie futrować wymarzony PJN z pozycji delikatnej prawicowej cnoty? Gdyby idealista Kamiński wypalił, iż dla niego koalicja z SLD to nie problem, bo przecież dla niego nie istnieją żadne problemy uwarunkowane etyką, ciężko byłoby rozprawiać o prawości i być jednocześnie szczebelek wyżej w hierarchii wartości od ciemnego pisowskiego motłochu.
Coraz mocniej brzmią wpisy prawicowych jastrzębi blogosfery, iż powodem zakochania się Igora Janke i „prawicowych” dziennikarzy z Rzepy w PJNie jest głęboka niechęć do Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Dodać można tylko, że jest to prawdopodobnie powód jedyny.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)