Realpolitik.PL Realpolitik.PL
141
BLOG

Niska frekwencja w eurowyborach… i bardzo dobrze!

Realpolitik.PL Realpolitik.PL Polityka Obserwuj notkę 2

 Do napisania tego felietonu zainspirowały mnie komentarze Polaków, którzy narzekają na niską frekwencję w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Pojawiają się głosy typu  „Tylko co czwarty uprawniony do głosowania poszedł do urny! Wybory nie powinny być ważne!”, albo „przecież wystarczy tylko pójść do obwodowej komisji, która z reguły jest blisko miejsca zamieszkania i postawić krzyżyk przy wybranym nazwisku!”, „ludzie powinni traktować to jako obowiązek obywatelski”.

 

Uważam, że każde z tych stwierdzeń  jest nietrafne.  Odpowiem na nie po kolei.

Tylko 23,82% osób uprawnionych do głosowania wrzuciło w niedziele kartę do urny – a ja się pytam i co z tego? Reszcie ktoś zabronił, naciskał, żeby nie brali udziału w głosowaniu? Chociażby ze spotu PO z Władysławem Bartoszewskim wiemy, że było wręcz na odwrót. Dlaczego gani się osoby, które nie głosowały? Czemu uważa się ich za idiotów, którzy podejmując decyzję, że nie idą głosować, nagle zmienią zdanie, bo zachęci ich „autorytet” w telewizji? Zostanie w ten dzień w domu to też jest pewne wyrażenie woli, dżentelmeńska umowa z tą częścią społeczeństwa, która głosować poszła i oznacza mniej więcej  – „żadna partia nie odpowiada moim poglądom, w sumie bez różnicy jest dla mnie kto wygra, bo moim zdaniem i tak nic się nie zmieni” (to drugie stwierdzenie najpewniej jest kluczowe jeśli chodzi o o wiele niższą frekwencję w wyborach do PE niż polskiego parlamentu – może część ludzi po prostu uważa – a co oni tam mogą?), albo „nie obchodzi mnie polityka, niech wybierają Ci, którzy się na tym znają”.

I tutaj dochodzimy do bardzo ważnej, drugiej opinii, reprezentowanej przez wiele osób narzekających na frekwencję. Otóż uważam, że sęk w tym, iż aby dokonać ŚWIADOMEGO wyboru politycznego nie wystarczy po prostu pójść i zagłosować. Czy naprawdę o to nam chodzi, aby o tym, kto będzie nas reprezentował w strukturach władzy, decydowały osoby, które z nazwami komitetów wyborczych i nazwiskami kandydatów będą zapoznawać się dopiero przy urnie wyborczej? Czy chcemy głosowania typu (jest to znany mi autentyczny przypadek)  „otwieram kartę do głosowania na losowej stronie i zaznaczam pierwszą kobietę na liście”? Gdyby sporo takich osób poszło do urn, mogłyby ustalić wynik wyborów i mógłby on być inny niż w wypadku,  gdy decydowałyby preferencje osób, które wybierały rozważnie.Wydaje mi się, że nie o to tutaj chodzi.

Czytaj dalszą część artykułu: http://realpolitik.pl/niska-frekwencja-w-eurowyborach-i-bardzo-dobrze/ 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka