Przyzwyczailiśmy się do pokazywanych co rusz w mediach unijnych absurdów – czy to zakazu dystrybucji papierosów mentolowych czy używania cynamonu. Obecnie media nagłośniają sprawę konserwatora zabytków, który nie mogąc znaleźć pracy zgłosił się do UE o dofinansowanie firmy, która będzie budować zamki z piasku. Ku jego zaskoczeniu(!) wniosek uzyskał akceptację, zaś sam budowniczy 40 tys. złotych.
Absurdy te można by mnożyć, załamując ręce nad ludzką głupotą, jednak z troski o własne nerwy bezpieczniej jest traktować je z uśmiechem politowania i przywoływać każdorazowo w dyskusjach nt. bilansu strat i zysków wynikających z przynależności Polski do UE. Postawa ta, godna starożytnych greckich stoików, w praktyce okazuje się równie niepraktyczna co ta pierwsza – absurd przebije w końcu absurd, kolejna limes ludzkiej głupoty zostaje przekroczona.
Ta smutna refleksja nie wynika jak chcieliby euroentuzjaści, z wrodzonej bądź nabytej zwierzęcej nienawiści do UE, lecz jest wynikiem obserwowania wciąż postępującej degeneracji tworu, który z zasady miał służyć Europie i jej rozwojowi. Unia, dziecko europejskiej chadecji rozwijała się prężnie, dopóki jej integracja była przeprowadzana w zgodzie z rozsądkiem, nie zaś z ideologiczną chęcią budowy federacyjnego superpaństwa w kontrze do USA.
Czytaj dalej: realpolitik.pl/unijny-zamek-z-piasku/


Komentarze
Pokaż komentarze