Ostatnimi czasy opinia publiczna bombardowana jest informacjami o izraelskiej interwencji w Strefie Gazy i jej krwawym żniwem. Ten swoisty pokaz neo-barbarzyństwa z jednej strony przeraża, ale zmusza także do głębszej refleksji na temat — dlaczego właściwie mamy do czynienia z tak poważną eskalacją przemocy w tamtym regionie?
Z pewnością każdy z nas słyszał o niekończącym się konflikcie arabsko-izraelskim, który rozpoczął się de facto w chwili przewartościowania koncepcji odbudowy Państwa Izraela na terenach Erec Jisrael. Od czasu kolejnych alij, aż do powstania Izraela rosło napięcie pomiędzy zwaśnionymi stronami, które od czasu do czasu eskalowało w otwarte starcia dwóch społeczności semickich. Jednak dopiero po ustanowieniu państwowości żydowskiej w Palestynie, walka ta nabrała charakteru regionalnego, gdyż do walki z nowo powstałym państwem włączyła się rzesza państw arabskich.
Patrząc na status dzisiejszych walk w Ziemi Świętej, nie jest to już wojna arabsko-izraelska, a starcie izraelsko-palestyńskie. Wynika to głównie z tego, iż w wyniku wojny Jom Kippur, Egipt, który de facto ową wojnę przegrał, w wyniku negocjacji pokojowych odzyskał półwysep Synaj i uznał istnienie Państwa Izraela. Po wyłączeniu z wojny tegoż państwa żadne dalsze agresje innych arabskich krajów nie miały po prostu sensu (w każdej z toczonych między koalicją państw arabskich, a Izraelem wojnach, to właśnie Egipt odgrywał przewodnią rolę).
Ale wracając do meritum, na dobrą sprawę los Strefy Gazy jest dziś przesądzony. Rządzona przez Hamas, odseparowana od reszty terytoriów domniemanego państwa palestyńskiego, w tak bardzo niesprzyjających warunkach geopolitycznych po prostu nie może przetrwać, gdyż byłaby wieczną kością niezgody między Palestyną, a Izraelem. Strefa Gazy jest do dziś dzień miejscem egzystencji wielu tysięcy uchodźców palestyńskich, których wędrówkę dobrze opisuje Ryszard Kapuściński w książce „Chrystus z karabinem na ramieniu”: W 47 zostali wypędzeni z Samarii do Gazy, w 56 z Gazy na Zachodni Brzeg Jordanu, w 67 z Zachodniego Brzegu na Brzeg Wschodni.Idąc dalej, po Czarnym Wrześniu zmuszeni zostali opuścić Brzeg Wschodni i udać się do Libanu, a następnie stamtąd powrócili na ziemie powstałej w 1994 roku Autonomii.
Czytaj dalej: realpolitik.pl/smierc-gazy-koniec-impasu-na-bliskim-wschodzie/
Zainteresował Cię artykuł? Polub profil Realpolitik.PL na Facebooku, aby dowiadywać się na bieżąco o dodawanych przez nas treściach : )


Komentarze
Pokaż komentarze (5)