recma recma
3714
BLOG

Odpowiedź R. Ziemkiewicza na krytykę P. Gursztyna

recma recma Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 104

 

Rafał Ziemkiewicz odpowiedział na wiszący do dziś na głównej stronie Salonu24 tekst Piotra Gursztyna "JPS - podręczny spis błędów R.Ziemkiewicza".
Ustosunkował się w nim do błędów jakie rzekomo wykrył pan Gursztyn. Nie będę krył, że podobnie jak Ziemkiewicz negatywnie oceniam styl, ale i merytoryczną zawartość krytyki. O czym napisałem w krótkim komentarzu do teksu -

 "Do tej pory cieszył się Pan u mnie złą sławą. Wzięła się z Pańskiego sposobu dyskusji opartego na pomówieniach. Z łatwością bowiem potrafi Pan przypisywać niskie intencje niektórym historykom bądź publicystom. Dlatego z ciekawością przejrzałem ten tekst i muszę Pana rozczarować. Nie udało się Panu niestety uniknąć wytykania błędów ocennych. W recenzji jest ich zdecydowana większość.

Za dowód nędznej analizy, niech posłuży "Łuk kurski", który Ziemkiewicz nazwał "wybrzuszeniem". Niech mi Pan powie dlaczego łuku nie można nazwać wybrzuszeniem??? Bo jakaś rezerwacja nazwy jest?"  TU

Nie poświęciłem temu "dziełu" więcej miejsca wiedząc, że doczekam się odpowiedzi zaatakowanego. No i odpowiedź jest i polecam ją szczerze.
Całość umieszczona jest na stronie "Do Rzeczy", dlatego szanując interes biznesowy tygodnika, wkleję tylko kilka dłuższych co smakowitszych cytatów na rozbudzenie apetytu. 
...........................................................................................................................

"Przepraszam czytelników, że ustosunkuję się tu do spisu rzekomych „błędów” w mojej książce, ogłoszonego parę dni temu przez Piotra Gursztyna. Z opóźnieniem, bo miałem parę naprawdę ważniejszych rzeczy do napisania i do przemyślenia, ale także dlatego, że zaczepki PG czytałem z prawdziwą przykrością i z takim samym uczuciem na nie reaguję." 

 

"Ta przykrość nie wynika bynajmniej z poczucia jakiejkolwiek porażki, przyłapania na nierzetelności – nic podobnego nie ma tu miejsca. Przykro mi patrzeć, jak redakcyjny kolega robi z siebie mało poważnego, zacietrzewionego krzykacza. Przede wszystkim zaś przykro mi być wciąganym przez niego w wojnę Kargula z Pawlakiem. Pamiętacie państwo tę scenę w powszechnie znanej komedii – jeden tłucze z wściekłością garnki, drugi drze koszule, a dopiero po czasie rozumieją, że każdy narobił szkód sam sobie. Cóż, zajadłość ataków PG stawia mnie w sytuacji bez dobrego wyjścia. Jeśli zbędę go milczeniem, faktoid o rzekomym „zaoraniu” mej książki będzie stale przywoływany i młócony przez hejterów, jak rzekomy „research ziemkiewiczowski” (przypomnę, że autorem tej drwiny, bardzo bliskiej gursztynieniu, był dziennikarz „Wyborczej”, który zrządzeniem opatrzności nazajutrz po jej puszczeniu w obieg pomylił Jacka Sasina z PiS z innym Jackiem Sasinem, synem generała SB). Jeśli z kolei wykażę pustą zajazgliwość ataku PG, przekonam czytelników, że w moim rodzonym „Do Rzeczy” publikuje się autora, delikatnie mówiąc, nie w każdej sprawie zasługującego na zaufanie." 

 

"Słowo „błąd” oznacza jakąś omyłkę ewidentną, sprawdzalną. W kontekście publicystyki historycznej – pomylenie nazwisk, dat, miejsc. Błędem jest na przykład to, co popełnił w swym spisie prywatnych mądrości PG, pisząc o Bolesławie Piaseckim jako o liderze ONR w roku 1936. Błędem jest także twierdzenie, jakoby płk Koc był w tym roku „fetowany” na obozie ONR, bo ONR, oficjalnie rozwiązany przez władze w lipcu 1934, już wtedy nie tylko de iure, ale i de facto nie istniał. Bolesław Piasecki zaś pożegnał się z tą organizacją wiosną 1935, kiedy to stanął na czele rozłamowej grupy zwanej potocznie „bepistami”, a oficjalnie Falangą – i to o nią zapewne PG chodziło. 

Błędem jest też na przykład twierdzenie, że generał Olszyna Wilczyński „nie mógł oddać Wilna bez walki”, bo nie dowodził jego obroną – gdyż to on właśnie, a nie nikt inny, wydał rozkaz oddania miasta Sowietom bez walki pułkownikowi dypl. Jarosławowi Okulicz – Kozarynowi, nota bene zmieniając w ten sposób pod wpływem dyrektywy Rydza swe wcześniejsze rozkazy. A fakt, który PG przywołuje jako dowód, że Wilno jednak bronione było, nijak się do tego ma, bo obrona ta miała charakter spontaniczny, zresztą z tego właśnie powodu była dość chaotyczna." 


"Dalej – Niemcy w Belgii rozstrzeliwali cywilów, piszę, „szczególnie z warstw wyższych”. Zdaniem PG nie z warstw wyższych, tylko jak im kto wpadł w ręce. Z prac historycznych (choćby Barbary Tuchman) wynika jednak, że zbrodnie odbywały się wedle pewnej rutyny, oddziały niemieckie miały instrukcję by po zajęciu terenu czy miejscowości brać na zakładników (czyli tych do rozstrzelania) najznaczniejszych obywateli, burmistrza, rajców miejskich, bogatszych przedsiębiorców i właścicieli ziemskich etc. Co zresztą logiczne, bo groza rozstrzelania zakładników, która miała powstrzymać mieszkańców od stawiania oporu, rosła, gdy byli to zakładnicy powszechnie znani i szanowani, a nie jacyś przypadkowi obwiesie. " 

Rozprawienie się z Piotrem Gursztynem intelektualnie nie było większym problemem. Ludzie piszący pod wpływem emocji są łatwym celem. Jakie ma bowiem znaczenie dla sensu książki fakt czy ukształtowanie położenia wojsk nazwiemy łukiem czy wybrzuszeniem? No przecież żadne! Dlatego więcej, merytorycznie, poświęcił miejsca Ziemkieiwcz drugiemu swojemu interlokutorowi i po części też krytykowi, panu profesorowi Stanisławowi Żerce. Ten przynajmniej zauważa faktyczne błędy, choć - paradoksalnie - jeśli są słuszne, raczej umacniające tezę naczelną książki.

"Podchodzę z pokorą do profesorskiej wiedzy pana Żerko, z którego pracy (m.in. „Niemiecka polityka zagraniczna w przededniu II Wojny Światowej” – w „Kryzys roku 1939”, Warszawa 2009) też korzystałem przy pisaniu – ale w jego internetowych zarzutach widzę podobną  dysproporcję pomiędzy formułowaniem zarzutów o kardynalne jakoby błędy a podawanymi cokolwiek od niechcenia egzemplifikacjami – choć oczywiście na o niebo wyższym niż u PG poziomie. Jakież to cztery błędy znajdują się u mnie na feralnej stronie 184? Pierwszy to oczywiście owo nieszczęsne ultimatum wobec Litwy, faktycznie z 1938, a nie 1939 roku. Dalej, napisałem, że znane słowa o Polakach jako „najdzielniejszych z dzielnych prowadzonych przez najpodlejszych z podłych” wypowiedział Winston Churchill po naszym wejściu na Zaolzie. Zdaniem profesora nie wypowiedział a napisał, i dopiero po wojnie, w pamiętnikach. Przysiągłbym, że informację, że powiedział znalazłem w książce innego profesora, ale JPS pisałem na wsi, cała biblioteka zaangażowana w ten proces tam została, i nie mam teraz czasu dla jednego tłita po nią jeździć. Tak czy owak, słowa te dotyczyły sprawy Zaolzia, może istotnie znalazły się w pamiętniku, a nie padły na bieżąco (na rozum jedno drugiego nie wyklucza) – czy to naprawdę takie ważne? Wytyka mi też profesor, że piszę „Polska okazała się jedynym państwem w Europie, poza Włochami, związanymi z Niemcami paktem nazwanym »stalowym«, które zarówno agresję, jak i powstanie niezależnej Słowacji uznały”, a przecież pakt ten podpisano dopiero w maju 1939. No fakt – ściśle biorąc wtedy jeszcze związane paktem nie były, tylko luźniejszym sojuszem. Podobnie ściśle biorąc nie jest trafne zdanie, że Niemcy proklamowały państwo Słowackie na obszarze „poza przekazaną Węgrom w Monachium Rusią Zakarpacką”, bo należało wyjaśnić Czytelnikowi, że prawa Węgier do południowej części Rusi Zakarpackiej uznano formalnie nie w Monachium, gdzie Węgrów nie było, ale miesiąc później w tzw. Pierwszym Arbitrażu Wiedeńskim (arbitrami byli Niemcy i Włosi) a pozostałą część spornego terytorium wzięli sobie Węgrzy już sami, korzystając z ostatecznego rozbioru Czechosłowacji w marcu 1938, wypędzając stamtąd nacjonalistów z Siczy Zakarpackiej pod wodzą krwawo zapisanego w polskiej pamięci Romana Suchewycza. "


Po resztę zapraszam na stronę "Do Rzeczy"

recma
O mnie recma

Słynne cytaty Donald Tusk "Zarówno termin, sposób i treść ówczesnej konferencji i zaprezentowanie raportu MAK-u był oczywiście próbą sformułowania rosyjskiej tezy, jeśli chodzi o zamach." Radek Sikorski "Władze rosyjskie po zamachu były autentycznie wstrząśnięte, przypominam, że miało miejsce ileś decyzji, które były motywowane…" Grzegorz Schetyna "Robienie atmosfery wokół tego zamachu, uważam, że jest haniebne" Jacek Żakowski "Po zamachu wydawało się, że będzie mieli, mówiąc językiem obamowskim, reset w stosunkach polsko-rosyjskich." Tomasz Turowski "[...]bo mimo zaangażowania wszystkich środków, jakie mogliśmy włączyć, wciąż było nas zbyt mało - pracowała zaraz po zamachu, tworząc między innymi centrum kryzysowe w administracji smoleńskiej."

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura