Samoobrona jest politycznym trupem już od kilku miesięcy. Dawnego, skompromitowanego przez sexaferę i tzw. aferę gruntową, trybuna ludowego Andrzeja Leppera, zastąpił nowy trybun Jarosław Kaczyński. Bardziej sprawny i nie oblepiony od stóp do głów błotem. Przy pomocy mediów o. Rydzyka stał się on głosem i jednocześnie nadzieją ludzi wykluczonych, którzy nie skorzystali na przejściu z gospodarki centralnie planowanej do gospodarki rynkowej.
Druga z przystawek, Liga Polskich Rodzin, wciąż walczy o polityczny byt. Roman Giertych oskubany ze swojego dawnego elektoratu przez Jarosława Kaczyńskiego zdecydował się na karkołomną konstrukcję z udziałem Unii Polityki Pieniężnej i już zupełnie racjonalną z Prawicą Rzeczypospolitej. Logika każe wykluczyć osiągnięcie przez ten układ 5 proc. progu wyborczego.
Drugą zagadką tych wyborów, po tym kto je wygra, jest to jaki wynik osiągnie PSL. Partia w czasie ostatnich dwóch lat praktycznie nieobecna w mediach, nie biorąca również udziału we wszelkich awanturach, więc teoretycznie skazana na przegraną.
Jednak to tylko jedna strona medalu. Druga jest znacznie lepsza dla Pawlaka. Pomimo tej nieobecności stronnictwo Pawlaka uzyskało bardzo dobry wynik w wyborach samorządowych. To nie może być przypadek i dlatego PSL, które w opinii wielu walczy o sejmowy byt, może być czarnym koniem.
Ten czarny koń, to nie byłaby dobra wiadomość dla PiS-u, który po kompromitacji Samoobrony jest na wsi jedyną alternatywą dla PSL. Oznaczałoby to, że elektorat Samoobrony przeszedł do PSL, a nie został przejęty przez PiS.
Koncepcja pod nazwą "Lewica i Demokraci" to koncepcja wewnętrznie sprzeczna, podobnie jak koncepcja LPR+UPR+PR. Cztery ugrupowanie tworzące LiD mają różne programy i cele, a jedynym łącznikiem są wybory. To szansa, ale i poważne zagrożenie dla tego tworu. Jeżeli LiD nie przekroczy 15 proc., a można mieć poważne obawy, że tak się stanie, to odejdzie w zapomnienie, a proces partiotwórcze na lewicy rozpoczną się od nowa.
Dziś, po akcji wyborczej CBA jest już jasne, że POPiS-u nie będzie. To nie zaskakuje, bo od dwóch lat go nie miało być. Taka koalicja jest na rękę tylko jednej stronie. Tej zwycięskiej, która rozdaje karty. Druga strona zawsze skończy jako "przystawka". Z tą tylko różnicą, że nie zniknie ze sceny politycznej, ale zostanie ograniczona do partii 10-15 proc.
Pytanie czy nie będzie częściowego POPiS-u stworzonego przez zwycięzcę wyborów i część posłów wyciągniętej z drugiej partii (PO może wyciągnąć jeszcze Demokratów z LiD). To realna szansa, ale tylko w momencie gdy będzie brakowało 10-20 „szabel" do większości. Wyciągnąć więcej się nie da. Tak na marginesie, to ten proces wzajemnego „wyciągania", to doskonała szansa do powrotu Rokity i Marcinkiewicza do polityki.
„Wyciąganie" i komisje śledcze, to bliźniaczy sposób PO i PiS na rozbicie konkurencji. Proces, który się zakończy albo zmarginalizowaniem (do 10 proc.) i wypchnięciem PO na lewą flankę, albo zmarginalizowaniem i wypchnięciem PiS mocno na prawo, na pozycje dotychczas zajmowane przez Giertycha. Innego wyjścia nie ma. Silna Platforma (nawet bez Tuska) nie jest potrzebna PiS-owi, tak jak duży PiS (nawet bez Kaczyńskiego) nie jest na rękę PO. Proces „wyciągania" zakończy ostateczne kształtowanie się sceny politycznej w Polsce. Później przez wiele lat nic się nie zmieni.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)