Blogerka Styx obszernie cytuje gazetowy wywiad bohaterki dnia, jakiego udzieliła jeszcze w trakcie kampanii wyborczej swojego wybranka.
Jak wiemy w maju 2010 zapadła w kręgach rządzących decyzja, że należy przeciwstawić się Jarkowi "siłom i godnościom" wszystkich staruszków z komitetu wyborczego Bronka, bo w oczach topniała różnica sondażowa.
Zmieniony Jarosław to fakt. I jak długo nie zdemaskujemy tego, tak długo trend spadkowy PO będzie się pogłębiał - padła w skrócie konkluzja. A za nim pierwszy, już widoczny, front kampanii: błyskawiczne kontrowanie każdego ruchu sztabu PiS, który przedstawiałby Kaczyńskiego inaczej, niż ludzie pamiętają go sprzed katastrofy. (Wojciechowska)
Niewiele innymi słowami posługuje się pani Henryka Krzywonos we wspomnianym wywiadzie realizującym tę Bronkową potrzebę, a na poparcie swojej nienawiści do JarKa przypomina straszne sceny ze strajku pielęgniarek, podczas któego ówczesny premier witał się z nimi całując je cynicznie w ręce.
Bo jednocześnie przecież za plecami zamachiwał się perfidnie na ich życie.
Czym się zamachiwał? A no wszyscy wiemy jak było - zamachiwał się "zagłuszając szkodliwym dla zdrowia promieniowaniem elektromagnetycznym telefony protestujących pielęgniarek."
Jak widać ściema puszczona w obieg przez ministra Ćwiąkalskiego ciągle działa.
Nie dotarły istotne fakty, zaczynając od końca - umorzenie tamtej dętej sprawy, zmyślonej od początku do końca. Bo nawet fakt "zagłuszania pielęgniarek" nie był prawdziwy - w wywiadzie z lutego 2008 pielęgniarki wygadały się, że aby zatelefonować musiały podchodzić do okna i siadać na parapecie, bo nie mogły przecież wyjść z gabinetu Premiera i zadzwonić spoza budynku - będącego pod ustawową ochroną antypodsłuchową.
Pani Henryka już nie pamięta, bo o pielęgniarkach jakoś mniej się już w 2008 r. mówiło - o dziesiątkach pielęgniarek prowadzących strajk głodowy ponad 10 dni, kiedy Tusk był na urlopie w luksusowym kurorcie.
W lutym 2008 pielęgniarki chciały słuchać debaty w Sejmie, to je zrewidowano i odebrano komórki przy milczeniu mediów. Marszałek Sejmu o niczym nie wiedział, a były tam w pełni legalnie jako goście Sejmu.
Ale właśnie wtedy postawiono na nogi ABW o rzekome zagłuszanie 4 pielęgniarek w kancelarii premiera 8 miesięcy wcześniej - przypomnieli sobie straszne przestępstwo. Całej Polsce cierpła skóra z powodu ściemy i do tej pory niektóre starsze panie nie mogą tego Jarkowi wybaczyć.
I muszą go obrzucać kłamstwami podczas czegoś, co miało być wielkim świętem.
Minister w rządzie Tuska, profesor prawa, celebrował bezsensowne śledztwo przez 8 miesięcy, wydawszy przedtem instrukcję "Kaczyński może za to pójść do więzienia" - bo promieniowanie mogło narazić je na utratę zdrowia - i Ćwiąkalskiemu nikt nie zarzucał, że przesądza o winie.
Ale to był autorytet prawniczy. Nic dziwnego że jeszcze teraz usługująca jako autorytet moralny pani Krzywonos dobrze pamięta, że to Jarosław Kaczyński wszystkiemu winien.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)