U Łukasza Warzechy wytykającego trafnie partyjniacką jednostronność pewnej fundacji organizującej to co w Polsce nazywa się debatą publiczną, wpisał się błyskotliwie bloger Tomassini, którego tu zacytuję:
Jak miło jest podyskutować o faszystowskim zagrożeniu ze strony faceta porażonego śmiercią najbliższych, któremu pluje się w twarz putinowskimi ustaleniami, a nie, np. o tym dlaczego 20 lat po 1989 roku nadal sami określamy się krajem będącym "w transformacji"
Otóż te panele dziennikarskie będą musiały być uzupełniane przez nowe postaci i ławice. Z prostego powodu: zbyt wielu ludziom niedobrze się robi widząc ciągle nieświeży zestaw jesiotrów politycznych, których nie ma sensu tu wymieniać, bo oni są wszędzie - potrafią śpiewać, stepować, połykać ogień, grać na gitarze, żonglować jajami, uczyć jak zjeść kijankę lub szczupaka, jak zrobić taka sztuczkę, aby kobietom wyrosły wąsy łonowe pod nosem a mężczyznom piersi na plecach - słowem talenciaki. A skoro ludziom niedobrze się robi...to co? No to gdzie szukamy talenciaków na swoja miarę?(-------) Huberty z dworca. Mandaryny ze ślepego zaułka, dziewczynki, alfonsiaki, Mariany z humanistycznym wykształceniem. To Mariany z Gazety Wyborczej i Huberty z dworca, menele xx-lecia, jesiotry z programów tv, zniszczą ten system. Menelizacja mediów jest zjawiskiem, które jest nieodwracalne.
Gratuluję polotu i dowcipu.
Do tego dodaję od siebie.
Co ciekawe, menelizacja jest dwupostaciowa: menele triumfalnie paradują po mediach jak ten ostatni ulubieniec mainstreamu, jakiś kucharz podobno, co skrzyknął młodych wykształconych żeby skakali "przeciw krzyżowi". Z drugiej strony postępuje menelizacja tzw. autorytetów - całe to zbydlęcenie wrzeszczących staruszków dających nieustanne koncerty w "zaprzyjaźnionych mediach".
Następnym krokiem musi być menelizacja dyskusji o mediach. Tymczasem jest to głównie "jesiotryzacja" i eksperckie występy politycznych posługaczy, ale tylko patrzeć, jak specjaliści od grantów zaczną zapraszać zgodnie z takim czy innym parytetem narzucanym przez Wysokie Niepodważalne Regulaminy Grantów jakieś opiniotwórcze cycki i piąchy.
I tak będą się panie i panowie na panelach w stolicy bawili, o Azerbejdżanie rozprawiali, cenzurą pisowską straszyli nieprawdaż panie Janke, a tymczasem polska prasa lokalna, która w ciągu dekady po roku 1990 stopniowo zgasła ze zmęczenia i zamęczenia ludzi ją tworzących, nikogo już nie interesuje.
No, prawie nikogo.
Bo gdy z Warszawy trąby jerychońskie grzmiały ostrzegając przed grożącą cenzurą PISowską nieprawdaż panie Janke - tymczasem na konwencji PIS w Szczecinie padła propozycja utworzenia fundacji popierającej lokalne media, aby zapewnić im niezależność od miejscowych nacisków.
- Za słaba jest kontrola opinii publicznej. Bardzo często na poziomie powiatów a tym bardziej na poziomie gminy po prostu jej nie ma. Ona jest w Szczecinie i daj Boże przyszły prezydent będzie ją czuł każdego dnia na głowie - mówił Kaczyński.
A co Warszawka na to?
Bilingi sprzed 5 lat na tapetę, rzekome podsłuchy rzekomych dziennikarzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)