182 obserwujących
639 notek
1020k odsłon
653 odsłony

ZIELONY PRZYLĄDEK NAD WISŁĄ

Wykop Skomentuj5

 

No i dobrze, że nie trafiły się nam Mistrzostwa Świata, trafiliśmy na Europejczyków, na Greków i Czechów, przeżyjemy i obciach będzie mniejszy. A gdyby naszej Wysepce Zielonej stanął na drodze Przylądek Zielony, czy jakaś Sierra? Strach pomyśleć.
„Razem tworzymy przyszłość” – tak brzmi hasło wspólnych, polsko-ukraińskich mistrzostw Euro 2012. Po pięciu latach budowania przyszłości, jakiś komentarz? Żaden, tylko słychać chichot historii. Olbrzymie oczekiwania, otwieranie Ukrainie drogi na zachód i całkowita klapa. Przecież dzięki niej mamy Euro, więc zapytajmy, jak hasło Euro 2012 ma się do rzeczywistości, jak ma się do niej wspólnota drogi? Nijak. Pod każdym względem nijak. To, że cokolwiek tworzymy „razem”, wspólnie z Ukrainą, to żart.
Zostawmy zmarnowane stosunki z naszym wschodnim sąsiadem na boku, odnotujmy tylko, że po prostu przespano pięć lat. Ale czy w Polsce tworzono przyszłość, czy przez kilka ostatnich lat się ją budowało? Zapewne tak, gdyż wydano 81 miliardów złotych. Może liczba 81 tysięcy milionów złotych lepiej przemawia do wyobraźni? Widzimy ją wokół siebie?
Wieczorem jechałem z Warszawy gierkówką. Najpierw z niewielkimi przerwami ponad sto kilometrów slalomu. Lewy pas, wybój, stoimy, zmiana i pas prawy, kupa piasku po lewej, w półmroku majaczy koparka po prawej, od półtora roku prawie nic się nie zmieniło. Wtem dziura w drodze, świeżutka. Jedna z wielu. Kilkunastodniowa zima pokonała drogowców. Przed Piotrkowem Trybunalskim stanie w dwudziestokilometrowym korku, po prostu światła. Do Wrocławia sześć bitych godzin jazdy.
Drogi w piłkę nie grają. Grają stadiony. Ale, czy ministrowie Nowak z Grabarczykiem, rządzący bite pięć lat potrafią palcem na mapie poprowadzić jakąkolwiek skończoną linię/drogę z miasta A do miasta B i powiedzieć, że na dniach przetną wstęgę? Nie sądzę. A jeżeli tak, to wstążka przecięta zostanie warunkowo. Autostrada, czy droga szybkiego ruchu może będzie „przejezdna” (dokonano takiego sprytnego zabiegu, ukuto termin budowlany, „przejezdność”), ale po Euro się ją zamknie.
Za dwa miesiące mistrzostwa, ale czy cokolwiek ukończono, oprócz stadionów? Wszystko w budowie, na ostatnią chwilę, gdyż … jakoś to będzie? Drogi nie grają, tory kolejowe nie, dworce oczywiście także nie. Grają piłkarze, gra nasza reprezentacja.
Rząd się sprężył, PZPN też i w ciągu pięciu lat w rankingu FIFA awansowaliśmy z szesnastego na siedemdziesiąte piąte miejsce na świecie. Taki jest nasz kapitał przed mistrzostwami. Kpię sobie, że niby awansowaliśmy, gdyż łatwo policzyć, że nastąpił nieprawdopodobny wręcz obsuw o pięćdziesiąt miejsc. Może na świecie urządza się więcej imprez tej rangi, wszyscy piłkarze trenują jak woły i po prostu wzrósł poziom?
Ale z drugiej strony, przecież to były rządowe priorytety, od pięciu lat rządzą nami piłkarze, Donald Tusk nie ukrywał, że co środa czy czwartek harata w gałę, premier z ministrami, doradcy i prezesi, weekendy miał wolne, buty zawieszał na kołku, ale nowy rok otwierał meczykiem na śniegu, były relacje i fotki, no i zbudował setki orlików, i … w najnowszym notowaniu rankingowym jesteśmy tuż pod koniec pierwszej setki. Przecież to jest jego osobista klęska. Jego piłkarska Zielona Wyspa spadła o pięćdziesiąt pozycji.
I teraz proszę czytelniku o uwagę. Czy pamiętasz, czy ktokolwiek wie, a jeżeli wie, to czy sobie uświadamia, że w czasie rządów tego strasznego PiS-u, premiera bez prawa jazdy i konta w banku, we wrześniu 2007 roku Polacy byli na szesnastej pozycji na świecie, że to właśnie wówczas byliśmy piłkarską potęgą?
A dzisiaj, o dwa oczka wyprzedza nas Sierra Leone. Kojarzy ktoś takie państwo? Można próbować zrozumieć, naturalne predyspozycje, odpowiednia taktyka, myśl trenerska afrykańskich fachowców. Ale, z łatwością wyłuskuję z tabeli kolejny piłkarski rodzynek, Republika Zielonego Przylądka, maleństwo rozłożone na kilkudziesięciu wysepkach, liczące mniej mieszkańców niż Wrocław czy Poznań, zajmuje sześćdziesiąte drugie miejsce na świecie.
Jesteśmy na finiszu Euro 2012 i w ciągu ostatniego miesiąca tenże Zielony Przylądek, którego całkowite PKB wynosi około 1,75 mld. dolarów, czyli mniej więcej tyle, z pewną przesadą, ile kosztują trzy wypasione stadiony, powędrował o siedem miejsc do góry, a Polska w tym samym czasie spadła o pozycji pięć?
Nie mają nawet kawałka autostrady, żadnej drogi ekspresowej, ani jednej lokomotywy, a największe miasto liczy sobie sto tysięcy mieszkańców, (ale trzecie w kolejności zaledwie piętnaście tysięcy, a piąte osiem), i spoglądają na naszą reprezentację, aż z tak wysoka? Na mecze dochodzą, nie dojeżdżają, gdyż mają blisko, a jednym stadionem „Estadio da Varzea” dzielą się – uwaga – ich trzy najlepsze drużyny piłkarskie, a także czwarta, również pierwszoligowa. Jakaż oszczędność wszystkiego. 
To tak, jakby z Legii zrobiono trzy drużyny, z tym, że Praia, stolica Zielonego Przylądka jest prawie dwadzieścia razy mniejsza od Warszawy. Nie wiem czy mają trzecią ligę, być może tak i na mecze przypływają łódkami, ale w harataniu w gałę biją nas na łeb na szyję.
Przecież reprezentacji wciąż nie mamy, wciąż ją tworzymy, i każdy remis będzie zwycięstwem, ale w takim razie, co będzie naszym sukcesem? Może atmosfera na stadionach? Mamy najlepszych na świecie kibiców, w najdalszych zakątkach wiedza to powszechna, ale przed/poza stadionami, Polska wciąż w budowie, płachtami zasłonięto mosty z odłażącą płatami farbą.
Popatrzmy dalej, jak wydano 81 miliardów. We Wrocławiu grają Czesi, ale odwróceni jesteśmy do nich tyłem. Krajowa ósemka do Nachodu, szlak prowadzący na Dolny Śląsk z Czech, a dalej wprost z Wiednia i Bratysławy, i jedzie się taką samą nawierzchnią, jak pięć lat wcześniej, tylko znacznie dłużej. Nie przybyło dosłownie nic, oprócz natężenia ruchu. Żaden pas ruchu, dodatkowy rozjazd, tylko kosmetyczne poprawki. Jest wprost imponujący objazd Wrocławia, fakt, ale to zasługa władz miasta, i jego prezydenta.
A na drodze z Czech wyprzedzanie stało się i niemożliwe, i po prostu absurdalne, a więc stukilometrowy quasi korek w dzień powszedni przesuwa się krajową ósemką z prędkością 60 km/godz., a przecież – przypominam - kudowską bramą mają przyjechać kibice z południa. A jeżeli na wąziutkiej drodze wydarzy się wypadek, szybko proszę odpukać, a przecież zdarzają się każdego dnia? To zostanie zablokowana na wiele połówek meczu.
W Polsce na ulicy nie czuje się, że impreza jest tuż, tuż, a w mediach nie ma nic z atmosfery piłkarskiego święta. Tylko gmerają przy kibicach, poprawiają Polaków.
Skrzywiony redaktor publicznej dwójki feminizuje widzów, uczy ich prawidłowego stosunku do odmienności, w stacji prywatnej redaktorka z kwaśną miną, jakby bolały ją jednocześnie ze trzy zęby, uwrażliwia widzów na zło czynione przez księży, a redaktor Blumsztajn, ponownie dojrzewa, wylądował na ulicy i ogłasza, że bzykać, bzyka, ale rodzić nie zamierza. (Wyjaśniam czytelnikom, a czytelniczki proszę o obiegnięcie jednej linijki tekstu wzrokiem, że redaktor GieWu paradował po ulicy z ogłoszeniem, a może ofertą, wypisanym flamastrami na tekturze, „Pierdolę, nie rodzę”).
Nie uważam, że im gorzej tym lepiej, na żadnym polu, ze względu na kibiców i sprawy wyższej wagi, i oby mistrzostwa stały się promocją Polski, oby się udały, ale jak? Z czym do Europy? Z dziurawymi drogami? Płachtami na elewacjach kolejowych dworców? Z atrapami? I propagandą sukcesu w TV?
No i dobrze, że nie trafiły się nam Mistrzostwa Świata, trafiliśmy na Europejczyków, na Greków i Czechów, przeżyjemy i obciach będzie mniejszy. A gdyby naszej Wysepce Zielonej stanął na drodze Przylądek Zielony, czy jakaś Sierra?  Strach pomyśleć.
Po pięciu latach „tworzenia przyszłości” przez rząd PO, na sport rzucili ministra Muchę, błyskawicznie i słodko obnażyła swe kompetencje.  I nawet, jeżeli okażemy się jednodniowym czarnym koniem i wygramy jakiś mecz, będzie to nasze całe szczęście.
 
Tekst ukazał się w Warszawskiej Gazecie
Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale