Na prezentowanym ostatnio Polakom obrazku PiS prawdziwe są jedynie emocje zwolenników Kaczyńskiego, ślepych, jak zawsze na rzeczywistość.
I one są ważne. Nawet bardzo. Bo dopóki można na tych emocjach grać, Kaczyński jest przydatny. Jest potrzebny, jak wcześniej byli potrzebni obaj bracia i ich dostęp do instrumentów władzy.
Poza tym prawdę przykrywa świeża farba i nic się z naszą wiedzą nie zgadza.
Przede wszystkim rozpaczliwe odwoływanie się J. Kaczyńskiego do Kościoła. Tego Kaczyńskiego, który nie rozumie nawet najbardziej podstawowej istoty Kościoła, jaką jest krzyż i nazywa go substytutem pomnika (swojego brata oczywiście)
Ta szokująca i zdumiewająca ignorancja religijna potwierdza jedynie, że z katolicyzmem Kaczyński ma niewiele wspólnego i jest on dla niego takim samym elementem gry politycznej, jak wystawienie kandydatury człowieka, który kazał sobie wpisać narodowość żydowską w dokumentach i zdeklarowanego antyklerykała, a co więcej zagorzałego przeciwnika nieudanych rządów braci Kaczyńskich – Czesława Bieleckiego na prezydenta Warszawy.
Zastanawiam się od jakiegoś czasu czym jest Kaczyński dla grupy trzymającej władzę w PiS, wcześniej w PC? I chyba trzymającej samych Kaczyńskich na krótkiej smyczy?
I o co w tym całym przedsięwzięciu politycznym chodzi?
Tak, wiem – o pieniądze. Bardzo duże pieniądze. SBckie pieniądze.
Ale nie tylko...
Zdumiewające przenikanie SBków zarówno do rodziny Kaczyńskich, jak i do Kościoła, widoczne, jak na dłoni szantaże teczkowe, wsparcie dla PiS i Kaczyńskiego niektórych hierarchów skutkujące nadzwyczajnymi, bulwersującymi Polskę decyzjami – to zwracało uwagę już wcześniej.
Wyłażące obecnie na jaw afery finansowe wokół Kaczyńskich, wiążą się w sposób oczywisty z majątkiem uzyskanym w drodze uwłaszczenia, lewymi umowami, odszkodowaniami dla zwalnianych prominentów pisowskich, zabezpieczaniem fuch dożywotnich dla dziwnych ludzi pokroju Kryżego, figurantami firmującymi rozproszone i przepoczwarzone dzisiaj spółki Kaczyńskiego, rolą ludzi drugiego szeregu partyjnego, eliminujących z decyzyjności Kaczyńskiego, zwłaszcza w sprawach wyborów, gwałtowne kurczenie się struktur partyjnych i personalna polityka wewnątrz PiS – każą poważnie zastanowić się na rolą Kaczyńskich w polskiej polityce od czasów, pojawienia się słynnego „Bolka”
Kto go stworzył i kim był? I czy Bolek był JEDEN?
Kim są w PiS ludzie, którzy zepchnęli samego Kaczyńskiego do jednej jedynej sprawy – dla partii najmniej przecież ważnej politycznie, ograniczonej jedynie do emocji – czyli do sprawy katastrofy smoleńskiej? O wszystkim innym decydując ponad Kaczyńskim. Oczywiście starając się przedstawiać obraz pełnej władzy prezesa w PiS, której jednak wszystkie analizy zaprzeczają.
Konflikty wewnątrz PiS, ujawniane szczegóły i plotki dotyczące Kaczyńskiego i jego ludzi, wskazują, że mamy do czynienia z czymś więcej niż zwykłą i naturalną wojenką frakcyjną.
Jedno jest dla mnie w tej całej sprawie pewne: Kluzik-Rostkowska stała się persona non grata, bo pakując Martę Dubieniecką w politykę, a ocieplając jego wizerunek bratanicą chciała przecież dobrze dla swojego prezesa, zwróciła całkiem niechcący uwagę, na SBcką formację w rodzinie Kaczyńskich i jej przekręty i dziwne powiązania. A że trzeba jakoś niełaskę uzasadnić – pojawili się w retoryce propagandowej PiS „liberałowie” i ich przewiny w kampanii wyborczej Kaczyńskiego.
Nie dajmy się zwieść pozorom.
Zdrapując świeżą farbę na obrazku PiS, spróbujmy przyjrzeć się szczegółom, które zostały zamalowane.
I o tym będzie kilka moich kolejnych tekstów.



Komentarze
Pokaż komentarze (48)