Nie da się stworzyć bardziej dobijającego wizerunku, bardziej niszczącego cały dorobek życiowy polityka, niż czyni to profesor Jadwiga Staniszkis z wizerunkiem Jarosława Kaczyńskiego w swoim ostatnim wywiadzie udzielonym Jackowi Nizinkiewiczowi.
Z ogromną życzliwością, tak szczerze, po babsku, prezentuje nam obraz człowieka słabego, chwiejnego emocjonalnie, ulegającego emocjom pozbawiającym go możliwości racjonalnego myślenia, ratującego się lekami, niestabilnego, nieznającego ani życia ani ludzi, oderwanego od rzeczywistości, aseksualnego.
Staniszkis w wyraźny sposób chce wzbudzić sympatię do Kaczyńskiego, robiąc z niego „biednego misia”, którym zaopiekować się chcą kobiety.
Staniszkis prawdopodobnie wyraża zupełnie niechcący swój własny, przepełniony infantylizmem, stosunek do Kaczyńskiego,
I ja jej wierzę, że tak właśnie widzi Kaczyńskiego - i co więcej – taki właśnie Kaczyński jest.
Przynajmniej w jakiejś swojej części – tej depresyjnej. Nie euforycznej – bo ta jest zaprzeczeniem wizerunku kreślonego przez Staniszkis. Jest agresywna, brutalna, bezwzględna i przepełniona żądzą władzy, ku której dążenie oparte jest na komunistycznej mentalności i wzorcach czerpanych z metody stalinowskiego wykańczania wszelkiej konkurencji – i zewnętrznej i z własnego obozu.
Staniszkis przyznaje otwarcie, że takiego Kaczyńskiego kompletnie nie rozumie.
Tymczasem siła oddziaływania Kaczyńskiego na swój specyficzny „żelazny”elektorat ludzi słabych, jak nie pod względem wykształcenia to charakterów, jak nie życiorysów to pozycji towarzyskiej czy zawodowej – bierze się właśnie z tego drugiego wizerunku. To brutalny atak na „wrogów”, prymitywny na tyle, że staje się dla równie prymitywnych potrzeb emocjonalnych odbiorców zrozumiały i akceptowalny, bo identyczny z ich stosunkiem do otoczenia – stanowi o powodzeniu retoryki Kaczyńskiego. I nie jest ważna analiza treści ataku – wystarczy, że został wskazany kolejny wróg.
Pani profesor jest kompletnie nieświadoma, że obnaża Kaczyńskiego, jako człowieka, który w ogóle do polityki się nie nadaje, nie mówiąc o tym, że nie wolno takich niepanujących nad własną psychiką ludzi dopuszczać do jakiejkolwiek odpowiedzialności za byt zbiorowy Polaków. Ani popierać - co do Jadwigi Staniszkis w ogole nie dociera.
Paradoksalnie – to właśnie Anna Fotyga, której Staniszkis zarzuca infantylizm i sentymentalizowanie – znacznie bardziej od pani profesor rozumie potrzebę prezentowania Kaczyńskiego poprzez wizerunek atakującego, zdecydowanego i twardego polityka.
Zabawne jest to, że obie panie manipulują rzeczywistością i kierują się w swoich odmiennie prezentowanych kłamstwach identyczną motywacją. One walczą o Kaczyńskiego. Ale także o siebie. O swoją obecność i pozycję w świecie polityki.
Poprzez to, co twierdzą, zarówno pani Staniszkis, jak i pani Fotyga, przebija rozgoryczenie i świadomość klęski. Co więcej, widoczne jest poczucie zawodu, że bohater ich bajek, na którego postawiły, na którym zbudowały swoje nadzieje – nie tylko nie spełnia ich oczekiwań, ale wymyka się każdej z nich. Nie pozwala żadnej uwiarygodnić tego jednego, jedynego, kreowanego przez nie wizerunku.
Obie panie rozpaczliwie próbują ratować Kaczyńskiego przed ostatecznym upadkiem – jednak wygląda to tak, że zupełnie nieświadomie, licytują się, która złoży ładniejszy wieniec na jego politycznym grobie.



Komentarze
Pokaż komentarze (56)