Biedny ten BYŁY premier Kaczyński.
Potakująco słucha, jak JEMU śpiewają „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie” - potwierdzając tym samym, że był premierem kraju zniewolonego. Co więcej, mając taką wiedzę, nie uświadamiał Polaków o ich zniewoleniu .
KIM w takim razie byli JEGO mocodawcy?
W CZYIM imieniu sprawował rządy?
KOMU w tym zniewolonym kraju podlegał jego brat – Prezydent RP?
Dla KOGO były te zakładane za rządów Kaczyńskich podsłuchy, inwigilacje, ręczne sterowanie prokuraturą, lewe śledztwa i fałszywe prowokacje służb podległych Kaczyńskiemu? I czy podległe JEMU?
Komu służyły ustawy uchwalane przez większość sejmową trzech wzajemnie trzymających się za gardła koalicjantów brudnej koalicji: LPR, PiS i Samoobrony? Ta ostatnia zdaniem tego samego BYŁEGO premiera powstała na życzenie służb – pytanie CZYICH służb? I KTO zmusił BYŁEGO premiera do wchodzenia w koalicję z Lepperem AŻ DWA RAZY w ciągu zaledwie dwóch lat?
I KTO zmusił do zatwierdzenia tej koalicji jego brata- prezydenta?
Czy siedziba Prezydenta RP – to w rzeczywistości była siedziba namiestnika mocodawców rządzących zniewoloną Polską? A Prezydent był jedynie figurantem nieznanych bliżej, zniewalających nas sił?
I dlaczego PONOWNIE BYŁY premier chce rządzić zniewolonym krajem? Dlaczego tak rwie się do władzy? Wszystko mu jedno, czy jako premier, czy jako prezydent – byle rządzić?
By ojczyzną wyrwać z niewoli? A jak się nie uda? Jak będzie, tak, jak poprzednio?
No i tak można pytania mnożyć.
Ale po co?
Premier, na szczęście jest już ostatecznie BYŁY.
Nie lepiej się pośmiać?
I może zastanowić nad tą żałosną ostentacją rodziny Kaczyńskich-Dubienieckich, która odcięła się dzisiaj od WIĘKSZOŚCI rodzin ofiar katastrofy pod Smoleńskiem? Są lepsi! A jak!
Trudno tylko się śmiać z wiernej Kaczyńskiemu oszalałej ciżby zgromadzonej pod Pałacem Prezydenckim, która na wieść o problemach z samolotem, którym do kraju miała wrócić część rodzin ofiar smoleńskich wraz z pozostałą specjalnie wraz z nimi w Witebsku Pierwszą Damą Anną Komorowską - wyła,, zapluwając się nienawiścią, swoje „death wish”, życząc Annie Komorowskiej, by nie wróciła nigdy. Przy okazji obrażając i opluwając każdego, kto się nie spodobał.
To w języku pisowców i tylko w nim, nazywa się „modlitewnym czuwaniem”.
I nic tego nie usprawiedliwia.
Zaprawdę, odrażający to koniec mitu.
I wstyd ogromny dla wszystkich zwolenników TAKIEJ Polski.
Czy ktoś jeszcze z ludzi poważnie myślących o sobie ma złudzenia, że takie coś może kiedykolwiek rządzić Polską? Coś, co samo się nazywa „prawdziwymi Polakami” – pozbawiając tym samym ponad ¾ narodu prawa do swojej Ojczyzny?
-
Tytuł jest parafrazą tytułu: „Krakowskie przedmieście pełne deserów” - Adolfa Rudnickiego.



Komentarze
Pokaż komentarze (67)