Dziennikarz PAP o nieujawnionym nazwisku, który chciał zadać premierowi Tuskowi, podczas jego wizyty w Izraelu pytanie dotyczące reprywatyzacji mienia żydowskiego – powinien zostać postawiony przed sądem za próbę godzenia w polską rację stanu.
Także Tomasz Machała, krytykujący postępowanie szefa PAP Jerzego Paciorkowskiego, który zabronił swojemu pracownikowi zadawać pytania w drażliwej kwestii stosunków polsko-izraelskich – powinien wytłumaczyć się ze swojego działania przeciwko polskiej racji stanu.
"Rozmowa dotyczyła m.in. problemów reprywatyzacji w kontekście odszkodowań za mienie pożydowskie. Po tej rozmowie i konsultacjach w Agencji poprosiłem korespondenta PAP o niepodejmowanie tego tematu podczas konferencji prasowej w Izraelu, wychodząc z przekonania, że właściwym miejscem do rozpoczęcia dyskusji na ten temat jest przede wszystkim Warszawa, zwłaszcza że temat ten nie pojawił się w oficjalnych wystąpieniach podczas wizyty w Izraelu. Nie był także przedmiotem zainteresowania dziennikarzy izraelskich, którzy pytań o reprywatyzację nie zadawali" - tłumaczy w oświadczeniu Paciorkowski.”
Wolnośc słowa nie jest ponad wszystkim. Wolność słowa kończy się tam, gdzie jest narażony na szwank nasz wspólny interes państwa i obywateli. Przypadek Wiki- Leaks dowodzi, że nie powinno być bezkarności dla niefrasobliwych zwolenników wolności słowa a tym bardziej dla celowo podejmujących działania wymierzone w interes narodowy, jak miało to miejsce w przypadku tego korespondenta PAP.
Czas najwyższy po okresie tendencyjnygo i pełnego zlej woli szkodzenia Polsce przez „niezależnych” pisowskich „dziennikarzy" – polskie dziennikarstwo postawić na nogi.
Dziennikarz nie jest świętą krową i winien mieć na względzie dobro i państwa i Polaków. Najwyższy czas zacząć egzekwować od dziennikarzy odpowiedzialność za słowo.Także od polityków, dotąd pozwalających sobie na bezkarne kłamstwa i oszczerstwa. Coś w tym ostatnim przypadku zaczyna się jednak zmieniać.
Kurski u Piaseckiego, Kempa w wywiadzie Mazurka i Błaszczak u Olejnik – sami się skompromitowali doszczętnie – pokazując swoją bezradność, gdy trzeba odpowiadać na niewygodne pytania. Pokazali też strach przed prawdą, pozostającą w rażącej sprzeczności z głoszoną przez PiS i Kaczyńskiego propagandą – strach paraliżujący i zamieniający ich triumfalny uśmiech z początku audycji w głupawą i pozbawioną pewności siebie minę, gdy musieliby narazić się Kaczyńskiemu, a kłamać i rzucać oszczerstwa im nie pozwolono.
Zastanówmy się zatem, jaki cel przyświecał korespondentowi PAP i jego obrońcy Machale – poza skompromitowaniem premiera Donalda Tuska, polskiego rządu i narażeniem Polski na olbrzymie straty?
Jeśli nie działanie w interesie Izraela, jeśli nie zdrada Polski i naszego wspólnego interesu – to znaczy, że są po prostu beznadziejnie głupi a pogoń za sensacją przysłania im naturalne dla Polaków, patriotyczne poczucie odpowiedzialności za swój kraj.



Komentarze
Pokaż komentarze (180)