Jeśli czegoś żywiołowo nie cierpię, nie znoszę – to fałszu.
Jedna fałszywa nuta może zepsuć najpiękniejszy koncert.
Dziś, fałszywe tony elegii na śmierć smoleńską pobrzmiewają kakofonią wynurzeń, ckliwych sentymentalizmów, wypracowań ku czci, a nawet politycznych pogróżek i szantaży.
Widzę, jak się kradnie rodzinom ofiar katastrofy pod Smoleńskiem ich osobiste prawo do przeżywania własnych wzruszeń.
Jak się zbija kapitał polityczny a nawet zawodowy, jak na tej śmierci nieprzynależnej nikomu poza najbliższymi, buduje się własny, fałszywy wizerunek.
Nie wierzę - nie wierzę tym wszystkim chętnym do wywnętrzania się z rocznicowej okazji – by ich enuncjacje były dowodem rzeczywistych uczuć, czymkolwiek więcej, niż ich własnym przekonaniem, że tak trzeba, tak należy, tak wypada… Przekonaniem wynikającym z pobudek najczęściej politycznych, ale także ambicjonalnych, lub mających źródło w swoiście pojmowanej poprawności politycznej.
Nie przeżywam rocznicy katastrofy smoleńskiej.
Żałoba minęła wraz z rozpoczęciem paskudnej, politycznej gry tą śmiercią, tym rozgrywaniem bluźnierczym krzyża, reżyserowanymi wrzaskami i histerią, minęła wraz z tym szantażem: pomnik tu, pod Pałacem Prezydenckim, albo będziemy WAS gnębić naszym brutalnym stawianiem żądań.
Nawet dzisiaj człowiek, którego prawa do żałoby nikt nie kwestionuje – on sam je deprecjonuje mówiąc:
”Prywatnej żałoby nigdy nie skończę. Ale jest też kwestia żałoby publicznej. Gdy w Warszawie stanie pomnik ofiar katastrofy, prezydenta i jego małżonki, będzie ją można zakończyć „
To jest szantaż. Paskudny i jątrzący.
To próba dyktatu człowieka, którego prywatna żałoba nic mnie nie obchodzi. Tak, jak nie wymagam od nikogo udziału w mojej prywatnej żałobie po moich zmarłych, moich bliskich.
Każdy z nas ma swoje rany w pamięci i w sercu. I puste miejsca przy stole. I dojmujące poczucie czyjejś nieobecności.
I nie uwierzę, że dla kogokolwiek są one mniej ważne, niż publiczny wymiar żałoby po obcych ludziach.
Jestem wysoce zgorszona niemoralnością słów Jarosława Kaczyńskiego – z których wynika, że jeśli nie stanie pomnik w Warszawie, pomnik nie tyle wszystkich ofiar, ile jego brata i jego bratowej – to on będzie się nadal mścić na tych, którzy jemu, jemu osobiście, takiej satysfakcji nie zapewnili.
Jestem pod wrażeniem odrzucenia słów pasterskich biskupów, tradycji polskiej, obyczaju katolickiego – przez człowieka, który śmierć najbliższych zaprzągł do służby swojej polityce i swoim osobistym politycznym korzyściom.
Nie ma żałoby w tych dniach kolejnej politycznej tromtadracji.
Nie ma żałoby publicznej - są uroczystości – niczym nieróżniące się w swoim przebiegu od jakichkolwiek innych uroczystości, czemukolwiek innemu poświęconych.
Jest fałsz.
Jest jedynie polityka.



Komentarze
Pokaż komentarze (103)