Decydując się na tytuł dzisiejszej notki brałam pod uwagę dwa, narzucające kierunek moim rozważaniom. Pierwszy: „Rodzina na swoim” I drugi” Świętość rodziny” Jak Państwo widzą wybrałam wariant trzeci - jako, że rzecz dotyczy zjawiska, w którym zarówno świętość, jak i pojęcie „na swoim” w odniesieniu do pojęcia „rodzina”, występują wspólnie, łącznie i niepodzielnie.
Zjawiskiem owym jest oczywiście PiS.
Zatem do rzeczy, a będzie dość drastycznie – jednak waga sprawy usprawiedliwia jednoznaczność moich rozważań.
Aż trzy panie o jednym nazwisku znajdą się na listach wyborczych PiS. Dowodzi to zadziwiającej symbiozy między teściową dwóch żon jednego syna, z których jednej tylko przysługuje miano „wdowy”- ale wszystkie trzy stają się ilustracją pisowskiego wcielania w życie wartości rodzinnych. Wartości, w których zgodność życia z zasadami katolickimi zdaje się nie mieć żadnego znaczenia, dając prymat polityki nad etyką wynikającą z religii.
W tym konkretnym przypadku świętość wyznacza osoba zmarłego a pozycję rodziny „na swoim” jego przynależność partyjna.
Kościół zdaje się nie zauważać drobiazgów świeckiego życia, takich jak rozwód i powtórny związek – jakby uświęcając swoistą poligamiczność. Druga żona, trzeci mąż – to bez znaczenia. Sakramentalny związek czy zdeptany sakrament – także bez znaczenia.
Nie pierwszy to raz widzę osoby rozwiedzione i w powtórnych związkach czytające w kościołach lekcje, lub w uścisku o.Rydzyka, lub powołujące się na symbole religijne, pouczające o moralności katolickiej, uczestniczące w obrzędach religijnych czy nawet przystępujące do Komunii świętej.
Obserwuję te przypadki w środowisku pisowskim – nie dla satysfakcji z przyłapywania ludzi na popełnianiu grzechu – ale dlatego, że ta nagminna pogarda dla zasad etyki katolickiej i dezynwoltura księży aktywnych w polityce, wiodą ku powszechnemu zgorszeniu i akceptacji pogardy dla zasad moralnych – a nie ma większej szkody czynionej narodowi.
Skutki tej pogardy, traktowanie samych siebie, jako stojących ponad prawem – to uświęcanie pojęcia „na swoim”.
Oto przykład rodziny Dubienieckiech, którą już wielokrotnie opisywałam, jako łamiącą przykazania boże. Byłoby to prywatną sprawą Marty Kaczyńskiej-Dubienieckiej, gdyby nie jej osobiste wejście w sferę życia publicznego i próby uczynienia z rodziny Lecha Kaczyńskiego swoistej świętości oraz narzucania milionom Polaków poprzez łzawe, tabloidowe historyjki demoralizujących wzorców postępowania.
I to nie tylko w zakresie spraw prywatnych, aż po przechwalanie się w wywiadach faktem zdrady małżeńskiej, rozwodu i związku z synem SBka oraz akceptacji takiego stanu rzeczy przez Lecha Kaczyńskiego – ale także poprzez wykorzystywanie funkcji państwowych dla celów prywaty. Wykorzystywanie aż po łamanie prawa i ewidentny nepotyzm.
Polska, jako łup. Funkcje państwowe, jako realizacja własnych interesów o zdecydowanie szemranym charakterze. Interes rodzinny kręcący się na mocy układów i dojść. Korzyści finansowe niewspółmierne do talentu i pracowitości, korzystanie z publicznego grosza i nienależnych przywilejów nepotów – to wszystko nabiera wyrazistości nie tylko poprzez publikacje w brukowcach – ale już w konkretnych zawiadomieniach kierowanych do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstw. Przestępstw związanych z rodziną Lecha Kaczyńskiego.
Świętość rodziny na swoim, świętość pojmowana jako prawa właścicielskie wobec Polski, z wyraźną akceptacją prawa do nienależnych zysków „pomazańców” wraz z progeniturą – zjawisko któremu przyklaskiwali i wciąż przyklaskują zwolennicy braci Kaczyńskich - ma swoje korzenie nie w tradycji szacunku dla rodów królewskich, ale w półwiecznej tradycji wazeliniarstwa wobec kacyków komunistycznych i ich poczucia pozostającej poza kontrolą społeczną władzy oraz bezkarności.
Dobrze, że odbrązowianie polskiej historii obejmować zaczyna nie tylko naszą historię dawną – ale także jak najbardziej współczesną.
Dobrze, że państwo polskie, jako gwarant wolności obywatelskich podejmuje kontrolę tych, którzy z owych wolności obywatelskich korzystali nadmiernie i lekceważąc polskie prawo stawiali się ponad nim.
Gdybyż jeszcze Kościół Katolicki w Polsce zechciał zastanowić się nad postępowaniem pasterzy, którzy kierując się złą wolą bądź nieświadomością wiodą swoje owieczki na zatracenie, akceptując zło i pokazując, że naiwnością, wręcz głupotą, czymś niepragmatycznym, niepatriotycznym jest życie w zgodzie z bożymi przykazaniami.
Kościół, jako czynnik demoralizujący społeczeństwo – to novum, groźne nie tylko dla samego Kościoła – ale dla nas, dla Polaków, którzy przecież przez tyle wieków czerpaliśmy z Kościoła swoją wytrwałość i siłę.
Na zakończenie polecam jako ilustrację ten tekst:
Zawiadomienie do prokuratury ws. ułaskawienia przez L. Kaczyńskiego
Sprawa ułaskawienia Adam S., wspólnika Marcina Dubienieckiego - męża Marty Kaczyńskiej - została skierowana do prokuratury. Jak informuje "Polityka" Kancelaria Prezydenta zakończyła badanie sprawy ułaskawienia Adama S. przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i zawiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (76)