Przetasowania sondażowe rozpalają nadzieje jednych i gaszą innych.
W ogóle z tymi nadziejami to jest śmiesznie. Szczególnie z nadziejami zwolenników i funkcjonariuszy PiS.
Dwoją się i troją, by w sytuacjach, gdy sondaże pokazują stan niekorzystny dla PiS – a przecież bez względu na wahnięcia słupków, tak jest zawsze – podtrzymywać morale, wypisując i opowiadając brednie, które pozwolą przetrwać jakoś do następnych sondaży, w których PiS wzrośnie kilka procent najczęściej w granicach błędu statystycznego. Wtedy rozpętuje się euforia: o końcu PO, o strachu w szeregach zwolenników i członków PO, o rozliczeniach PO, o stawianiu premiera Tuska przed Trybunałem Stanu ( zapominając, że tylko łaskawości Donalda Tuska zawdzięczają, że Jaroslaw Kaczyński jeszcze przed nim postawiony nie został) a nawet posyłaniu takich zwyczajnych blogerów, jak ja, przed sąd, za piekące pisowców słowa prawdy o PiS.
I znów, gdy słupki polecą w dół, zapada zniechęcenie i wrogie wobec świata oczekiwanie na kolejny zastrzyk nadziei.
„Analizy”, bo przecież nie analizy pisowskich propagandystów i publicystów to doskonały przykład dla socjologów kształtowania się nastrojów w hermetycznych grupach zindoktrynowanych, odciętych od rzeczywistości, ludzi niezbyt lotnych intelektualnie, ale o wybujałym mniemaniu o sobie, co zresztą też im wpojono, bo racjonalnych przesłanek po temu nie ma żadnych.
Zdarzenia, które mają miejsce na polskiej scenie politycznej, zgodnie z pisowską propagandą odczytywane mają być, i są, pozytywnie.
Rozpad PiS i powstanie PJN po przegranych wyborach prezydenckich, mimo cichego wsparcia Kaczyńskiego przez SLD Napieralskiego, miał osłabić w konsekwencji PO zabierając jej elektorat. Tymczasem nie tylko nie zabrał, ale zasilił PO ludźmi PJN (wcześniej ludźmi PiS) przynosząc sztabowi PO sporo wiedzy o tym, co się działo i dzieje we wnętrzu PiS. Praktycznie poza jednym rysownikiem nikt z wcześniejszych entuzjastów PO, obecnie entuzjastą PJN nie jest. Polityka PJN nastawiona na atakowanie rządu, w sposób prymitywny powtarza błędy PiS a Marek Migalski w roli Joachima Brudzińskiego wypada równie agresywnie i niepoważnie.
Jeśli więc znajdą się jacyś ludzie gotowi głosować na PJN – to poza rodzinami, znajomymi i krewnymi pejotenowskich króliczkow – nowych chętnych do wsparcia partyjki Pawła Kowala raczej nie będzie. A owi krewni i znajomi plus rodziny – to przecież dawny elektorat PiS – nie PO.
Przewidując zatem, że PJN przygotowany jest do roli ewentualnego przejęcia PiS po klęsce wyborczej 9 października – pozostawmy go chwilowo swojemu losowi, bo roli w wyborach nie odegra żadnej, poza urwaniem Kaczyńskiemu jednego, dwóch procent głosów.
Jeszcze większe pisowskie nadzieje rozpalił Janusz Palikot i jego strategia wychodzenia z PO, tworzenia własnego ugrupowania, budowania w ciszy i poza mediami struktur, kreowania programu radykalnie lewicującego i nawalanki propagandowej wymierzonej nie tylko przeciwko PiS, ale przede wszystkim przeciwko SLD oraz PO i Tuskowi.
Palikot rozwalił lewą stronę sceny politycznej w Polsce, czyniąc z Napieralskiego komiczną marionetkę, bohatera kawiorowej lewicy, reprezentującej wyłącznie własny interes drobnej postkomunistycznej burżuazji. Zmuszając go zarazem do kokietowania zarówno PiS, jak i PO – co zdecydowanie odebrało mu poparcie radykalnego, lewicującego młodego pokolenia Polaków.
A tym samym Janusz Palikot zrealizował…. założenia Donalda Tuska o pozbawianiu siły SLD.
Równocześnie kreując atrakcyjny model aktywności politycznej ludzi młodych, otworzył też drzwi dla zwolenników mniej radykalnych postaw, ale szukających szansy na swoje zaistnienie, a którym PO nie podoba się.
Jeśli pojmować antyrządowość, jako przejaw postawy radykalnej – to nikt inny wcześniej, bardziej niż PiS taką radykalną propagandą o roszczeniowym, postkomunistycznym charakterze, nie epatował wyborców. Ale Palikot w odróżnieniu od PiS oparł swój Ruch na wolnym dostępie do funkcji partyjnych, do miejsc na listach wyborczych, dla ludzi promowanych demokratycznie we własnych środowiskach, unikając tego, co jest nieszczęściem PiS – starych repów partyjnych i wysłużonych weteranek pisowskich na pierwszych miejscach list wyborczych. Zamiast pisowskiego pozoru otwierania się na młodych – Palikot po prostu stworzył młodym ich partię.
Tak więc nie zabrał głosów PO – zabrał je SLD i PiS.
A swoją napastliwością wobec Tuska – poruszył emocje elektoratu średniego i starszego pokolenia, budząc współczucie i sympatię dla premiera tak brutalnie atakowanego i dla partii, dzięki której Polska bezpiecznie przeszła przez najgorszy okres kryzysu finansowego.
Janusz Palikot nie powtórzył więc błędu PJN ( PiS bis), nie stal się PO bis – co zaowocowało wzrostem popularności i realnymi szansami albo na wejście do sejmu, albo przynajmniej na finansowanie partii z budżetu państwa ( wymagane 3 % głosów) i spokojnym przygotowaniu się do następnych wyborów.
Tak, czy siak, podsumowując sytuację dwadzieścia dni przed wyborami – nagłośnienie medialne, zdecydowanie największe dla PiS, nie stwarza PiS pozycji uprzywilejowanej. Przeciwnie. PiS poprzez oszukańczą, mówiącą ludziom kłamstwa propagandę, ogranicza coraz bardziej swój elektorat – do tego już wcześniej przekonanego.
Z dwóch prawie milionów młodych ludzi, którzy pójdą w tym roku glosować po raz pierwszy – niewielki procent poprze PiS, partię której obciachowość wciąż jest widoczna gołym okiem a Jarosław Kaczyński człowiekiem niewiarygodnym, którego stan emocjonalny uzależniony od zażywnych „prochów” jest przedmiotem publicznie zadawanych pytań.
Sztaby wyborcze, liderzy partyjni mają teraz ostatni moment na pobudzenie emocji Polaków. Elektorat zdroworozsądkowy i elektorat żelazny – mają już ustalone swoje preferencje. Pozostał tylko elektorat głosujący pod wpływem oburzenia, sympatii, gwałtownej woli wsparcia lub dania odporu.
I tak naprawdę, bez względu na wynik wyborów, których wynik nie zmieni zasadniczo polskiej sceny politycznej, ale nieco ją przewietrzy – to sama rozgrywka tych ostatnich dwudziestu dni, te asy wyciągane z rękawów, niespodzianki, zaskoczenia, haki – stanowić będą dla nas, dla elektoratu już zdecydowanego, co do swoich preferencji – sporą rozrywkę.
No bo popatrzcie:
6% poparcia deklarowanego dla Janusza Palikota w dzisiejszym sondażu Millward Brown SMG/KRC dla RMF FM - otwiera perspektywę koalicji PiS – SLD – Ruch Palikota.~
Premier Kaczyński - wicepremier Napieralski - wicepremier Palikot!
I co wy na to?
Bo ja się już śmieję!


Komentarze
Pokaż komentarze (95)