Serca zamrą, spocone ręce będą szukać zajęcia, adrenalina buzując we krwi wypłynie rumieńcem na twarze, niecierpliwie czekać będą wieczoru i pierwszych sondażowych wyników… I jeśli okażą się zdecydowanie pozytywne okrzyk ulgi i szczęścia zakończy całe tygodnie napięcia.
Ale jeśli okaże się, że nie jest dobrze?
Że te tygodnie poprzedzające ciszę wyborczą, z całą tą huśtawką nastrojów i nadziei, z tym demonstrowaniem pewności zwycięstwa, tym przekonywaniem przekonanych i odsądzaniem od czci i wiary przeciwników, chwytaniem się spraw, tematów, którymi można uderzyć boleśnie w rząd, wzniecaniem pożarów i dmuchaniem z całych sił w coraz słabsze zarzewia niezadowolenia, wyolbrzymianiem jednostkowego ludzkiego nieszczęścia, machaniem sztandarami kłamstwa i demagogii – to wszystko na nic?
I pozostanie tylko wściekłość, piekące rozczarowanie i jeszcze większa, ale już całkowicie bezproduktywna nienawiść, z której już żadnej nadziei nie da się wykrzesać.
Pamiętajcie, będę tu.


Komentarze
Pokaż komentarze (152)