Pisowscy klakierzy medialni, owi „niezależni” dziennikarze, którzy dotąd świadczyli gremialnie usługi propagandowe wobec PiS – mają, jak to się mówi, zgryz.
Dotychczasowe przekonanie, że bycie po stronie PiS przynosi doskonale profity i da się na tym byciu wojującym „opozycjonistą” bardzo dobrze zarabiać – nagle przestało być przydatne. Oczywiście można wymigiwać się jakiś jeszcze czas, waląc wyłącznie w rząd, lub zajmując się tematami pobocznymi – ale długo tak się nie pociągnie.
Trzeba się opowiedzieć nie tyle za Ziobro lub za Kaczyńskim, ile po prostu ZA Kaczyńskim lun PRZECIW Kaczyńskiemu.
I tu ból, strach, nerwówka…
No bo jeśli Kaczyński wywali Ziobro – to należałoby nadal wspierać wyraźnie Kaczyńskiego. Ale… jeśli prędzej czy później Ziobro wygra spór o PiS lub nawet założy własną partię, która zepchnie Kaczyńskiego z jego zakonem PC już tylko do ich pieniędzy, ale bez władzy – to strach pomyśleć, jak Ziobro może się w przyszłości zemścić.
A pamiętliwy i bezwzględny jest.
Gra o wszystko.
Odrzucił propozycję „kompromisu” zaproponowaną przez Kaczyńskiego, polegającą na ukorzeniu się Ziobry i „ziobrystów” przed pisowskim kacykiem.
To znaczy, że haki jakie ma Ziobro na Kaczyńskiego są jeśli nie większe od tych, jakie ma Kaczyński na Ziobro, to przynajmniej równorzędne.
No i mamy wysyp dziennikarsko-blogerskiego bleblania o niczym, byle nie o PiS.
Z rozbawieniem czekam, jak tuzy naszego dziennikarstwa pisowskiego, będą za kilka dni zajmować stanowisko, przekonując, że oni przecież zawsze TAK właśnie myśleli. Tak, jak zwycięzca tej bitwy o przyszłe kandydowanie w wyborach prezydenckich.
Tymczasem czytam sobie enuncjacje niektórych pisowskich blogerów, potrząsających szabelką nigdy niezdobytej sławy i żegnających własne marzenia o przejściu do świata dziennikarskiego, pisowskiego mainstreamu.


Komentarze
Pokaż komentarze (308)