7 obserwujących
256 notek
121k odsłon
  359   5

Abramsy przyjadą wcześniej ... by bronić Centrum Żydowskiego?

Dobrze, że mamy wolne media.. Artykuł w Gazecie Krakowskiej „Spirala dezinformacji, czyli czarna lista Barbary Nowak” przynosi wiele cennych informacji w tym gorącym temacie.

Okazuje się że lista, będąca przedmiotem wielu doniosłych oświadczeń, protestów i apeli, zwyczajnie … nie istnieje. Tym bardziej nie istnieje kuratoryjna „czarna lista” organizacji „szkodliwych i niepożądanych”, którym zabrania się wstępu do szkół. W oparciu o udostępnione przez Panią Kurator materiały (raporty Instytutu Ordo Iuris oraz Stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci) Posłowie prowadzący kontrolę w Małopolskim Kuratorium wykreowali (z pomocą niektórych mediów) „fake newsa” przypisując Pani Kurator utworzenie inkryminowanej listy.

Ograniczę się do swojego „ogródka” – trzy ważne oświęcimskie instytucje (w tym dwie, w których dbałość o fakty powinna być chlebem codziennym) Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau, Centrum Żydowskie w Oświęcimiu oraz Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży wydały krytyczne oświadczenia, niektóre pełne oburzenia (Centrum), inne bardziej stonowane (PMA-B - list do Wojewody), a wszystkie podniosłe i pełne górnolotnych słów.

Poniżej ich pierwsze zdania (kolejno: Centrum Żydowskie, MDSM i Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau):
 
„W ostatnich dniach całą Polskę obiegła informacja o przekazanej przez Barbarę Nowak, …, liście „szkodliwych, niepożądanych” organizacji”

„Z niedowierzaniem i oburzeniem odebraliśmy informację, że Centrum Żydowskie w Oświęcimiu … oraz wiele innych NGS-ów … zostało umieszczonych na czarnej liście”.

„W mediach ukazała się w ostatnich dniach lista organizacji, które wedle małopolskiej kurator oświaty, powinny zostać wykluczone z zajęć dodatkowych w szkołach”.

Żaden z Autorów nie powołał się na choćby jedno konkretne dające się zweryfikować źródło. Nie mówimy o internetowych trollach czy indywidualnych pasjonatach internetowego dziennikarstwa. Mówimy o Dyrektorach trzech poważnych instytucji dysponujących znaczącym autorytetem i prestiżem.  Ich pracownicy byli w stanie zgromadzić „u źródła” odpowiednie informacje, które pozwoliłyby podjąć decyzję odnośnie ewentualnej reakcji. Z jakichś przyczyn postanowiono oprzeć się na „obiegowych informacjach medialnych”.

Sprawa wydaje się być niezwykle poważna. Rodzi się pytanie o przyczyny tego stanu rzeczy, tej niezwykłej łatwości z jaką poważne instytucje przyswoiły niesprawdzoną informację, wyolbrzymiły ją i przekształciły w pewną wizję, do której następnie odniosły się z całą powagą i stanowczością.

Tym bardziej poważna, że nie mówimy o przysłowiowych „fabrykach śrubek”, tylko o instytucjach strzegących pamięci o niemieckim ludobójstwie na Polakach, Żydach i przedstawicielach wielu innych narodów. Instytucjach, dla których – jak już wspomniałem – troska o prawdę i szacunek dla niej powinny być wyznacznikiem każdego działania. Instytucjach, które na co dzień deklarują troskę o szacunek dla drugiego człowieka. Instytucjach, które niejednokrotnie same przypominają jak wielkie znaczenie dla relacji międzyludzkich ma słowo – bywa, że przypisuje się mu znaczącą (z przesadą, nawet pierwszorzędną) rolę w doprowadzeniu do wielu tragedii minionego stulecia. Jak to się stało, że w tak wyczulonych na wagę słowa środowiskach zabrakło odrobiny refleksji?

Moja odpowiedź jest może brutalna, ale jej prawdziwość zweryfikuje czas. Jeśli Autorzy oświadczeń, nie zdobędą się na przeprosiny (a najmniej wyrazy ubolewania) dowiodą tym samym, że rzeczywistym motywem ich działania, powodem dla którego tak łatwo za prawdę uznali „obiegowe medialne informacje”, nie była troska o wymienione w oświadczeniach i pismach wartości, lecz zwyczajna niechęć do pewnego środowiska, a domniemana lista była tylko pretekstem do „usprawiedliwionego” zamanifestowania tej niechęci.       

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale