ALAIN BESANCON " Sztuka klamstwa jest tak stara jak sama Rosja. Custine i Michelet traktowali ja jako jej ceche fundamentalna"
Kapitan FSB Iwanow niecierpliwie zerknal na wejscie do biurowca w centrum Moskwy, czekal juz ze swoja ekipa w busie kilka godzin. W tym budynku miesci sie siedziba MAK, mial tam zadanie do wykonania. Jego przelozony pulkownik FSB Gromow ostrzegl go, ze nie ma miejsca na fuszerki. Na razie wszystko idzie zgodnie z procedura, monitoring miejski "popsul" sie w calej dzielnicy. Nareszcie, w drzwiach biurowca pojawili sie, ubrani w szare mundury, polscy prokuratorzy z NPW. Wsiedli w taksowke i ruszyli w strone polskiej ambasady, zaraz za nimi pojechal ubezpieczajacy "ogon". Kapitan z ostroznosci odczekal jeszcze pol godziny, zerknal na budynek i wydal krotki rozkaz:" idziemy". Weszli do budynku, portier , emerytowany czekista, juz na nich czekal. Na ich widok wyprezyl sie sluzbiscie. "Byleby nie trzaskal obcasami"- pomyslal Iwanow. Pojechali winda na 4 pietro, podeszli do drzwi, portier szybko znalazl odpowiedni klucz i otworzyl zamek. Iwanow kiwnal glowa w strone portiera, ten bez slowa wrocil do windy. Weszli do srodka, kapitan zerknal na sejf stojacy pod sciana, kolo niego juz kleczal sierzant od techniki Rywkow i badal malym analizatorem bialy pasek pieczetujacy sejf. Na pasku widnial podpis polskiego prokuratora i pieczec NPW. "Ale sie zabezpieczyli" - pomyslal z pogarda Iwanow. Rywkow popatrzyl na odczyt analizatora, otworzyl nieduzy neseser i siegnal po jeden z kilkudziesieciu sprajow. Prysnal ze spraju mala dawke na bialy pasek. "5 minut, towarzyszu kapitanie"- mruknal Rywkow. Po dluzszej chwili pasek sam odpadl od sejfu. Iwanow energicznie podszedl do sejfu, znal kod. Otwarcie zajelo mu kilkanascie sekund, w srodku zobaczyl walcowate, pomalowane na pomaranczowo rejestratory z polskiego tupolewa, ktory dzisiaj rozbil sie pod Smolenskiem. Na rejestratorach byly jeszcze slady blota. Szybko zrobil zdjecie, aby pozniej ulozyc je w sejfie w identycznym polozeniu. Podal rejestratory porucznikowi Witalisowi, ktory mial je dostarczyc bezzwlocznie do laboratorium techniki specjalnej. Witalis wybiegl pospiesznie. Iwanow zostal sam z Rywkowem, mieli kilka godzin spokoju do powrotu rejestratorow. Napiecie troche opadlo, mial czas, zeby spokojnie przemyslec dzisiejsze wydarzenia. Mimo swietnego czekistowskiego wyszkolenia, nie mogl wyjscia z malego szoku: prezydent Polski nie zyje, cale dowodzctwo polskiej armii nie zyje, prezes polskiego banku centralnego nie zyje, kilkunastu poslow do polskiego parlamentu nie zyje, lacznie 96 osob. Czegos takiego w historii CZEKA nigdy nie bylo. Nic wczesniej nie wiedzial, z niewielkich przeslanek czul tylko, ze cos sie swieci. Jakies grzebanie po archiwum, wysylanie oficerow do dawno zapomnianych " spiochow", intensywne cwiczenia w sekcjach dezinformacyjnych. Kilka miesiecy wczesniej na stolowce, Katia z sekcji agentury wplywu, ze smiechem opowiedziala mu , ze kombinuja jak sklonic Polakow do "spontanicznego" zapalania zniczy na grobach czerwonoarmistow. Usmiali sie oboje serdecznie. Wiedzial, ze jest malym kolkiem w maszynerii, ale mial rowniez swiadomosc, ze teraz od pracy takich "kolek" zalezy czy 10 kwietnia 2010 bedzie najwiekszym sukcesem CZEKA w historii czy zmieni sie w totalna kleske. Przypomnial sobie dzisiejsza, poranna odprawe z pulkownikem Gromowem. Jego dowodca omowil z nim zadanie, podal kod do sejfu, przypomnial procedury zwiazane z monitoringiem, telefonami komorkowymi itp. Iwanow szybko domyslil sie, ze zapisy rejestratorow zostana sfalszowane. Gromow popatrzyl na niego, zobaczyl watpliwosci w oczach Iwanowa, rozumieli sie bez slow. "Nie martwcie sie, Andrieju, nigdy nie wypuscimy tych rejestratorow z naszych rak, Polacy beda mogli sobie je tylko obejrzec, dostana tylko kopie"- mruknal pulkownik.
Czas wolno plynal. Kolo 6 rano wpadl zdyszany Witalis z rejestratorami. Iwanow zerkajac na zdjecie, ktore zrobil przed wyjeciem rejestratorow z sejfu, ulozyl je starannie. Zamknal sejf, teraz do pracy przystapil Rywkow. Starannie wymierzyl miejsce przyklejenia paska z pieczeciami. Po chwili plomba byla na swoim miejscu. Opuscili pospiesznie biurowiec, juz zaczynala sie poranna krzatanina. Monitoring miejski zaraz sie "naprawi", telefony komorkowe zaczna dzialac normalnie, wszystko wroci do normy...
Wracajac do siedziby FSB Iwanow myslal z pogarda o polskich prokuratorach. Albo sraja ze strachu, albo duraki nie znaja historii wlasnej armii. Dobrze pamietal z wykladu na akademii KGB jak polski wywiad poradzil sobie z niemieckimi plombami 70 lat temu. A te chujki przykleily kartke papieru. Akcje polskiej "dwojki" podawano jako przyklad pomyslowosci i doskonalego zastosowania technik specjalnych. Polski wywiad wojskowy dowiedzial sie, ze w pociagach jadacych tranzytem przez Polske z Niemiec do Prus Wschodnich sa przewozone listy z tajnymi informacjami. Problemow do rozwiazania bylo bezliku: pociag jechal przez polskie terytorium tylko 1,5 godziny, listy byly zamkniete plombami wojskowymi i na dodatek w zaplombowanym worku pocztowym, wagon byl zamkniety od srodka . Stala obecnosc pocztomistrza w wagonie jeszcze bardziej komplikowala sprawe . Ten problem stal rownoczesnie rozwiazaniem, Polacy po prostu go przekupili. Pociag w czasie przejazdu przez Polske nigdzie sie nie zatrzymywal, przekupiony pocztomistrz wyrzucal worek w umowionym miejscu. Polacy wrzucali worek do srodka ciezarowki i pedzili po szutrowych drogach za pociagiem. W ciezarowce urzadzili male laboratorium, gdzie technik w czasie jazdy otwieral zaplombowane listy, fotografowal je i plombowal je ponownie. Potem ponownie podrzucali worek do pociagu. Niemcy nigdy sie nie zorientowali, ze Polacy czytali ich korespondencje. "Cala ta historia wyglada jak kiepsko wymyslona teoria spiskowa"- usmiechnal sie do wlasnych mysli Iwanow - "za takie akcje sypia sie awanse, ordery, a za dzisiejsza, gdzie portier otwiera drzwi, szef zna kod do sejfu a za plombe robi swistek papieru, nawet "spasiba" nikt nie powie"


Komentarze
Pokaż komentarze (4)