Zakażenie nie tylko u bydła. Zmarł pacjent z wirusem Shamonda

Redakcja Redakcja Zdrowie Obserwuj temat Obserwuj notkę 18
Francuskie władze sanitarne potwierdziły pierwszy w historii udokumentowany przypadek zakażenia człowieka wirusem Shamonda (SHAV). Zakażony pacjent zmarł na początku października 2026 roku w szpitalu w Lyonie. To bezprecedensowe zdarzenie w historii medycyny, ponieważ dotychczas patogen ten diagnozowano wyłącznie u zwierząt hodowlanych. Francuskie władze sanitarne oraz Światowa Organizacja Zdrowia twierdzą, że nie ma powodów do niepokoju, a wykryty przypadek ma charakter odosobniony.

Z artykułu dowiesz się:

  • Pierwszy śmiertelny przypadek wirusa Shamonda (SHAV) u człowieka potwierdzono w Lyonie
  • Zmarły pacjent cierpiał na głęboką immunosupresję, co ułatwiło tragiczny przebieg infekcji
  • Mechanizm zakażenia oraz wyjaśnienie, dlaczego choroba nie roznosi się między ludźmi
  • WHO oraz polski GIS oceniają ryzyko dla ogółu populacji jako niskie

Pacjent z Lyonu cierpiał na poważne osłabienie odporności

Pierwszą ofiarą śmiertelną okazała się osoba hospitalizowana w ośrodku medycznym w Lyonie. Zmarły był leczony z powodu zaawansowanego schorzenia neurologicznego i cierpiał na głęboką immunosupresję, czyli poważne osłabienie naturalnej odporności organizmu.

Przed śmiercią u chorego rozwinęły się ciężkie powikłania mózgowe, które powiązano z obecnością patogenu. Międzynarodowe i francuskie zespoły medyczne prowadzą obecnie szczegółowe badania laboratoryjne. Ich celem jest ustalenie, czy wirus Shamonda stanowił bezpośrednią przyczynę zgonu, czy jedynie przyczynił się do śmierci osłabionego organizmu. Według wstępnych ustaleń pacjent zaraził się we wschodniej części kraju. Wiosną i latem odnotowano tam liczne ogniska zakażeń wśród zwierząt hodowlanych. 


Wirus Shamonda dotąd atakował bydło. Skąd nagła zmiana?

Jak przypominają francuskie służby sanitarne w najnowszym raporcie, historia tego patogenu sięga 1965 roku, kiedy po raz pierwszy wyizolowano go od bydła na terenie Nigerii. Wcześniej naukowcy byli przekonani, że zagraża on wyłącznie zwierzętom. Poza Afryką patogen notowano jedynie sporadycznie w Japonii.

Na kontynencie europejskim patogen pojawił się niespodziewanie w czerwcu 2026 roku. Pierwsze ogniska wykryto wówczas u bydła w Szwajcarii oraz w południowych Niemczech. W kolejnych tygodniach sytuacja zaczęła rozwijać się bardzo dynamicznie. W trakcie lata wirus zaatakował stada w kilkunastu państwach. Jego obecność potwierdzono między innymi w Austrii, Belgii, Francji i we Włoszech. Patogen wykryto również w Hiszpanii oraz Holandii. Chorowały głównie krowy mleczne, konie oraz kozy.

Jak rozprzestrzenia się wirus Shamonda?

Jego wektorami są wyłącznie drobne owady kłujące, przede wszystkim kuczmany i meszki z rodzaju Culicoides. To właśnie po ukąszeniu przez zakażonego owada doszło do transmisji patogenu na pacjenta z Lyonu. Służby medyczne wyraźnie akcentują kluczowy fakt: nie istnieje żaden dowód na transmisję wirusa z człowieka na człowieka. Osoba zakażona nie stanowi więc biologicznego zagrożenia dla osób ze swojego najbliższego otoczenia ani dla personelu szpitalnego. 

Obecnie nie istnieje ukierunkowany lek przeciwwirusowy ani dedykowana szczepionka przeciwko temu patogenowi. W przypadku ewentualnej infekcji lekarzom pozostaje wyłącznie leczenie objawowe i podtrzymujące funkcje życiowe.

Głos w sprawie zabrał francuski resort rolnictwa, starając się studzić narastające obawy opinii publicznej. Przedstawiciele ministerstwa zwrócili uwagę na specyfikę odnotowanego przypadku. – Mimo że wirus Shamonda krąży w Afryce i Azji już od dziesięcioleci, do tej pory nie odnotowano żadnych przypadków zakażenia u ludzi. Mamy zatem do czynienia z wyjątkową sytuacją, która dotyczy pacjenta z poważnie osłabionym układem odpornościowym – podkreślił resort w oficjalnym komunikacie.

Przedstawiciele francuskich władz dodali również taki oto uspokajający wniosek: "Warto przypomnieć, że zgodnie z obecnym stanem wiedzy na temat tego wirusa nie zidentyfikowano dotąd żadnego zagrożenia dla zdrowia ogółu populacji". 

Podobne stanowisko zajęła Światowa Organizacja Zdrowia, na czele której stoi Tedros Adhanom Ghebreyesus. WHO oceniła zgon w Lyonie jako odosobniony przypadek, wskazując, że jest mało prawdopodobne, aby doprowadził on do szerszego rozprzestrzenienia się wirusa. Obecnie uważa się, że drobnoustrój ten nie stanowi zagrożenia dla ogółu populacji. Sytuację monitoruje także polski Główny Inspektorat Sanitarny, który w wydanym komunikacie ocenił, że zagrożenie rozprzestrzenianiem się wirusa wśród ludzi jest niskie.  


Fot. zdjęcie ilustracyjne/East News

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj18 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Rozmaitości