w krainie erka
"wszędobylski propagator strachu, czyli (e)rka 1 a właściwie karawan diabła"
62 obserwujących
2480 notek
2323k odsłony
  325   6

Młodzi2021 – próba diagnozy przez koślawy pryzmat nauczyciela akademickiego


Diagnoza przez koślawy pryzmat nauczyciela akademickiego
(jeszcze nie emerytowanego, ale już oddanego prawdzie i sprawom ważnym)



Ostrzeżenie: Produkt, poniższe obserwacje, refleksje mogą być spaczone
faktem obecności na uczelni upośledzonej generacji „dzieci covidu”,
a także brakiem uwzględnienia zmian demograficznych


Lata 2000-2015


Szaleństwo. Szkoły zawodowe w zaniku. Tłumy najlepiej na świecie wykształconych maturzystów, absolwentów liceów ogólnokształcących walą oknami i drzwiami na studia (no bo gdzie gdzieindziej) . Na jakiekolwiek studia. Raj dla nauczycieli akademickich - Są potrzebni, by nie rzec niezbędni. Najwyższe w Europie współczynniki skolaryzacji (czy czegoś tam podobnego) - deMOkratyczna Polska ma się czym chwalić. Uczelnie frontem do studentów. My, dzielni nauczyciele akademiccy, wszystkich wchłoniemy i przerobimy, wszystkich zagospodarujemy!


Ten zamysł socjotechniczny wbrew pozorom był ordynarnie prostym oszustwem i miał oczywisty cel. Lepiej mieć rzesze „studentów” ("moje dziecko studiuje, a nie zbija bąki, dokładam do jego wykształcenia, jestem z tego dumny”, ulgi studenckie, itd.) omamionych fikcją zalet wyższego wykształcenia, nadzieją ze to przełoży się na prestiż, łatwiejsze zdobycie pracy itd. Lepiej. Lepiej, niż mieć stado bezrobotnych absolwentów masowego wykształcenia średniego, okupujących trzepak. Dopiero-co pełnoletni bezrobotni, bez perspektyw, nabuzowani adrenaliną, nie mający co ze sobą zrobić  - to społecznie niebezpieczne. To trzeba było skanalizować. Zlikwidujmy niebezpieczeństwo bezrobocia fikcją doskonalenia w szkołach wyższych dla potrzeb rynku pracy. A gdy wyjdą z nauczalni mając już po dwadzieścia kilka lat, adrenalina będzie mniejsza, wielu wydorośleje, pojawią się dzieci.. nie będzie czasu na rewolucję z nudów, wymagająca prozaiczna codzienność wybije niebezpieczne głupstwa z głowy. Proste? Proste.


W międzyczasie „Bolonia” wydaje owoc: licencjat, takie wicie-rozumicie BSc. Będzie jednolicie, po EUropejsku. W założeniach: opcja mobilności, wszechstronnego rozwoju, migracji między kierunkami. W rzeczywistości: utrata ponad semestru kształcenia w cyklu 5-letnim magisterskim. Furtka na „honorne”, wcześniejsze wyjście dla osób, które na studia nie powinny trafić. Na studiach doktoranckich boom - szansa dla zdolniejszych: lepiej robić w science niż wpaść w bezrobocie.




Rok 2021


Średnie „szkoły zawodowe” oferujące konkret odradzają się. Do niektórych trudniej dostać się niż do ogólniaków. Zaczyna brakować studentów. Połowa października, a tu i tam nabory nadal trwają. Pierdylion nowych i jeszcze nowszych kierunków o atrakcyjnie brzmiących nazwach przestaje skutecznie wabić. W modzie gap-years (nowe słówko, trudne do przyswojenia), rzadko kończące się powrotem. Wielu studentów robi licencjat i znika. Rzadko kto myśli o doktoracie..

..A bezrobocie najniższe od nie wiadomo kiedy.

Zacny nauczycielu akademicki, połącz kropki.


Boli, ale może to i dobrze. Wreszcie precz z marnej jakości masówką. Może to szansa na powrót do elitarności szkól wyższych. Do tego, by studia wyższe i dalsze nie były przechowalnią dla młodych bezrobotnych lecz adresem dla rzeczywiście ponadprzeciętnie zdolnych i zainteresowanych.


I tylko ten jeden, drobny problem: w takiej sytuacji zaczyna się okazać się ze jesteś nadmiarowy, zbędny. Ale nic to. Poniesiesz ten ciężar. Przecież nie jesteś wyrobnikiem, pracownikiem nauki. Jesteś naukowcem heroicznie poświęcającym siebie ku nauki chwale.. Elitarność - przecież ją cenisz i w życiu jej się nie wyrzekniesz..

-

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale