Jestę dżentelmenem, darzę kobiety szaconkiem wielkim i nigdy im nie odmawiam. Szczególnie szarmanckim dżentelmenem jestę pod ankoholem.
Szarmancko pytam: bana dać?
I gdy Kobieta (a już szczególnie kobieta płci żeńskiej) odpowiada: Poproszę.
Natychmiast daję.
I natychmiast zapominam jaki jestem szarmancki. A gdy już jestem trzeźwiutki zupełnie nie pamiętam jak bardzo byłem dżentelmenski. Dżentelmeny tak już majo, nie są pamiętliwe.
A temczasem w lochu rozgrywa się prawdziwy dramat. Ogrodniczka skazana na przebywanie z trzema okrutnymi gamoniami: niezawisłym, janhenkiem dwojga imion więc pod dwoma nickami i eternitem też w postaciach dwoch, w tym jednej inteligentnej. Razem pięciu gamoni. I Ogrodniczka wśród nich! Nieszczęście to mało powiedziane. To bestialstwo und horror!
Już naprawione! Ogrodniczko wracaj!
O gamoni się nie martw. By nie cierpieli, na osłodę wrzuciłem im do lochu mojego drogiego Psychofana. Będą zadowoleni :)
Banostan sześć, czyli cztery.
PS fioletowe: 2+1 :)
-


Komentarze
Pokaż komentarze (47)