Na początek zaznaczę, że jestem demokratą. Ba, nawet arcydemokratą.
Nie podoba mi się jednak, że obecnie można obiecać cokolwiek, a po zwycięstwie wyborów kompletnie nie przywiązywać do tego uwagi i całkowicie olać. Tzw. kiełbasa wyborcza.
Dlatego dobrym pomysłem byłoby, aby w trakcie zgłaszania się do wyborów umieszczać swoje główne postanowienia w oficjalnym zgłoszeniu wyborczym.
I później, po ewentualnym wygraniu i znalezieniu się w koalicji, należałoby wypełniać te obietnice. Później odpowiedni organ. Ja jako konstytucjonalista proponowałbym Trybunał Konstytucyjny, choć mogłoby to być w gestii np. NSA, albo jakieś nowej komisji stróżującej tego.
- w połowie kadencji parlamentarzyści z koalicji zobligowani byliby przed tym gremium pokazać dowody na swoją aktywność w sprawie obietnic wyborczych;
- i/lub pod koniec kadencji (ponowne) wykazanie swoich dokonań na polu realizacji zobowiązań powziętych w wyborach.
Negatywna opinia odnośnie powyższego mogłaby skutkować choćby skróceniem kadencji, albo zakazem brania udziału w wyborach przez kolejną dekadę. Ewentualnie w lżejszej wersji - skutkowałoby wymuszeniem kilkudniowych przeprosin przed wyborcami tak w mediach ogólnokrajowych jak i lokalnych w okręgu z którego się kandydowało.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)