Minęło już dwa i pół roku od czasu katastrofy Tu-154M. Niechybnie zbliża się 3 rocznica. A wraz z nią zasypawanie stertami kłamstw przez ,,biznes smoleński''. Przypomnijmy zatem fakty.
Samolot wyruszył z Warszawy-Okęcie z opóźnieniem. W trakcie lotu podróżni wielokrotnie wchodzili do kokpitu. Loty z Lechem Kaczyńskim były dodatkową presją, bowiem słynęły z ataków na pilota z innego lotu, który podjął niezależną decyzję (tzw. lotniczy incydent gruziński). Tym razem leciał nieasertywny główny pilot wraz z załogą, która nie była należycie zgrana jak na loty z rangą VIP. Złamano także cały szereg procedur wraz z tą najważniejszą - zejściem poniżej bezpiecznej wysokości i próbą lądowania na ,,a nuż się uda'' w gęstej mgle, zamiast odlecieć na zapasowe lotnisko (tutaj piloci też dokładnie nieznali planów awaryjnych). Zniżyli się tak nisko, że przywalili w drzewa, zderzenie z jednym z nich spowodowało odcięcie kawałka skrzydła. Samolot tymczasem zaczął nabierać nieznacznie wysokości, ale brak części końcowej skrzydła spowodował zdestabilizowanie kierunku lotu - samolot obrócił się wokół własnej osi i przywalił kołami do góry z wielką prędkością w lasek kilkaset metrów od płyty lotniska. Wszyscy na pokładzie zginęli na miejscu.



Komentarze
Pokaż komentarze (22)