Nie od dziś wiadomo, że PiS pracuje na popsucie stosunków dyplomatycznych z Federacją Rosyjską i nie chodzi tu tylko o jawne wspieranie inwazji gruzińskiej Saakaszwiliego na Osetię Południową, ale także o szereg innych rzeczy. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta. Trzon PiSowskiego elektoratu zionie niechęcią czy czasem wręcz nienawiścią wobec Moskwy. Nierzadko są to ludzie starszego pokolenia, którzy m.in.: nie rozumieją, że Federacja Rosyjska i Związek Radziecki to dwa różne kraje; albo uważają, że w Rosji nie ma demokracji - zupełnie tak jakby Polska od dawna była krajem demokratycznym oraz tak jakby istniał tylko jeden właściwy typ demokracji. Dla Jarosława Kaczyńskiego jest to natomiast element gry politycznej. Krótki epizod rządów PiS był wystarczającym czasem, aby popsuć tworzące się relacje z Federacją. W przypadku prawdziwego konfliktu Kaczor pierwszy by się schował, zostawiając na pastwę efektów konfliktu cały kraj. Najgroźniejsze w tym wszystkim jest to, że ten arogancki typ w swoim niepohamowanym dążeniu do władzy zapomina jednak, że gdy się kilka razy wali niedźwiedzia to być może może pozostawać spokojny, ale po jakimś czasie w końcu może odpacnąć. A przecież Rosja to zarówno mocarstwo jak i największy kraj na świecie, więc takie pacnięcie mogłoby boleć. Tak więc, Boże, uchowaj nas od rządów PiS.



Komentarze
Pokaż komentarze (30)