Po teoryjkach o helu, bombowcach, podziemnych parkingach lotniczych, wysłaniu na Syberię i innych takich, żartownisie z PiS powrócili do stawiania hipotez o wybuchu, a raczej tez - patrząc na ich zdecydowanie. To ja pytam się retorycznie gdzie odłamki i gdzie ranni na ziemi? Przebiega tam niedaleko droga, są też zakłady pracy. A eksplozja choćby kilkadziesiąt metrów nad ziemią może powodować rozprzestrzenienie odłamków na kilka kilometrów, a tym bardziej wydawałoby się, że potężny wielopunktowy wybuch. Tymczasem szczątki samolotu znajdowały się w pasie ok. 350 x 150 m w okolicy zderzenia z ziemią oraz częściowe odłamki w miejscach zderzeń z drzewem.
A swoją drogą, zwolennikom ,,słomianej brzozy'' proponuję zrobić test. Walnijcie zdalnie sterowanym autem w przeciętnej wielkości brzozę, przy prędkości zderzenia równej choćby tylko 50 km/h i zobaczcie co z auta zostało, a raczej nie zostało.
Niektórzy zamiast wyciągnąć odpowiednie wnioski z tego tragicznego wypadku, wolą sobie robić jaja i naginać rzeczywistość. Bo tak mówi prezes i jego kapciowi. Bo mało incydentów z Mirosławca, Tbilisi i Smoleńska.



Komentarze
Pokaż komentarze (51)