Dzisiaj projekt otrzymał pozytywną opinię krajów Unii Europejskiej, z wyłączeniem z zasad o konkurencji Austrii, które odnoszą się do dostępu innych stron do gazociągu. Członek Komisji Energetycznej Andris Piebalgs powiedział:
,,Orzeczenie Komisji w sprawie Nabucco potwierdza poparcie dla gazociągu, który zrealizuje europejskie starania o nowe źródła surowca i drogi jego dostaw.
Potwierdza on, że ,,projekt jest ważny nie tylko dla państw zaangażowanych, lecz również przyczynia się do wzmocnienia konkurencyjności i bezpieczeństwa energetycznego w całej Unii Europejskiej.”
Najważniejsze wiadomości doszły w zeszłym tygodniu z niemieckiego koncernu RWE, który podpisał się pod projektem, dając mu tym samym niespodziewaną szansę jego powodzenia.
W przypadku RWE ryzyko jest duże. Będzie konkurował z E.ON - firmą, która wraz z Eni pozostaje jednym z dwóch najbardziej wpływowych orędowników interesów Kremla w UE. Zabawne, że po tym, jak podpisano z Gazpromem umowę o budowie Gazociągu Północnego, dyrektor generalny E.ON Wulf Bernotat publicznie wyraził brak zaufania wobec rządowych wysiłków uwolnienia się od wpływów Rosji.
Dzisiaj Financial Times umieścił informację, że UE naciska na Turcję, aby ta dołączyła projektem Nabucco. Wskazuje tym samym, że zgoda na drogę wolną od kontroli Gazpromu będzie dla Turcji krokiem w kierunku przyłączenia jej do wspólnoty. ,,Jeśli zależy im na członkostwie, to jest to sposób, w jaki mogą tego jasno dowieść", mówi FT Jozias van Aartsen.
Pozostają jeszcze dwa istotne problemy, które stawiają los Nabucco pod znakiem zapytania: udział firmy francuskiej i odpowiednia ilość źródeł gazu, który mógłby planowaną rurą popłynąć.
Według Eurasia Daily Monitor francuski koncern Gaz de France (GdF) jest zainteresowany Nabucco i prowadzi zaawansowane negocjacje z Rumunią na temat udziałów w jej części gazociągu. Niezależnie jednak od tego, jak bardzo Ankara chciałaby zadowolić Brukselę włączając się w plany gazociągu, Turcy pozostają przeciwni udziałowi GdF. Francja oficjalnie uznała ludobójstwo Ormian, a Turcja traktuje tę decyzję bardzo poważnie.
Jednak największym zagrożeniem dla ekonomicznej wartości projektu jest propozycja Eni i Gazpromu, które forsują budowę Gazociągu Południowego. Oba koncerny chwalą się, że mają gaz do przesyłania, a główną wadą pomysłu pozostaje wysoki koszt części podwodnej.
Obecnie Nabucco może liczyć na dostawy z Azerbejdżanu, co zdecydowanie nie zapewnia opłacalności inwestycji. Jednym z wyzwań dla przedsięwzięcia było odcięcie przez Turkmenistan dostaw dla Iranu, które wywołało efekt domina, którego skutki były odczuwalne nawet w Europie. Potwierdziło to tylko fakt, że nawet gazociąg spoza Rosji może się wiązać z ryzykiem.
Jednak wiele osób, m.in. Stefan Judisch z RWE wyznaje filozofię: ,,Jeśli wybudujemy gazociąg, surowiec się znajdzie”. Miejmy nadzieję, że mają rację.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)