Rosyjskie elity finansowe są oficjalnie zakochane w przyszłym prezydencie Dimitriju Miedwiediewie, którego kojące obietnice reform i tworzenia liberalnych instytucji to miód na ich serca. Alfa Bank wysłał na przykład ostatnio swoim klientom informację, w której wylewnie chwali niedawne przemówienia Miedwiediewa dotyczące gospodarki. „Biorąc pod uwagę okoliczności towarzyszące wypowiedziom, przedstawione priorytety to nie puste słowa, ale poważna deklaracja strategii politycznej na najbliższe lata. Nawet jeśli zostanie ona zrealizowana tylko częściowo, zasadniczo poprawi to szanse Rosji na długotrwały rozwój”.
Bankierzy zapomnieli wspomnieć, że w tym samym przemówieniu Miediwediew powiedział, że „położy nacisk zapewnienie niezależności naszego systemu prawnego od organów wykonawczych i legislacyjnych” i spróbuje powstrzymać praktykę „wymuszania” przez urzędnikach państwowych sprzedaży prywatnych aktywów po zaniżonych cenach. Brzmi świetnie.
Leonid Niewzlin
Jeśli więc, jak twierdzą bankierzy, Miedwiediew naprawdę pragnie zrealizować to, o czym mówi, możemy się spodziewać desperackich kroków ze strony grupy siłowników, którzy spróbują ograniczyć możliwości nowego lidera i użyją wszelkich środków, by utrzymać własną bezkarność. Moim zdaniem możemy obserwować ten proces już dzisiaj na przykładzie kolejnych, przedwyborczych ataków na byłych szefów Jukosu, a ostatnio „krwawych oszczerstw” pod adresem Leonida Niewzlina, którego nagle oskarżono o opłacenie dwóch zabójstw na zlecenie w latach 1998 – 2002.
Niewzlin nie po raz pierwszy musi się mierzyć ze zmyślonymi zarzutami. Mieszkający od 2003 w Izraelu były przedsiębiorca był już wielokrotnie oskarżany przez prokuraturę o całą serię różnych przestępstw. Większość obserwatorów uznała je za motywowane politycznie. W 2004 Kreml próbował aresztować go pod zarzutem zabójstwa, ale jak w przypadku większości fałszywych zarzutów, temat bardzo szybko zniknął i od dawna nie słyszymy nic o postępach w sprawie (pamiętajcie, że władze próbowały w przeszłości oskarżać o morderstwa wielu ludzi – jak powiedział Chodorkowski w wywiadzie dla FT „Tego typu oskarżenia wiążą się nie z rzeczywistym przestępstwem, ale z pragnieniami władz”).
Jednak teraz, inaczej niż przed trzema laty, prokuratura ogłosiła, że “zamknęła” śledztwo i przekazała sprawę o zlecenie zabójstw moskiewskiemu sądowi, który ma przeprowadzić pokazowy proces in absentia. Niewzlin zostanie w nim najprawdopodobniej skazany za zamordowanie Walentyny Korniejewej i mera Nieftieuganska Władimira Pietuchowa. Nikt nie potrafi za to wyjaśnić, dlaczego sprawa odbywa się akurat teraz - jeśli Kreml miał przeciw Niewzlinowi poważne dowody w sprawie o morderstwo, po co czekać tak długo z wniesiem sprawy przed oblicze sądu?
Jak pisał na początku tego tygodnia w The Wall Street Journal Bret Stephens „sprawa Jukosu odpowiada charakterystyce sowieckich czystek, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę efekt spisku, który wydobywa się przez rzucenie oskarżeń na dużą grupę ludzi”.
Jasno widać dziś próbę budowy takiej teorii spisku. Są to jednocześnie działania grupy siłowników i posłusznych im prokuratorów, którzy najwyraźniej próbują zastosować wobec Miedwiediewa i Putina politykę faktów dokonanych, korzystając z całkowitego skupienia uwagi przywódców na kwestiach związanych z przekazywaniem władzy. Mało prawdopodobne, by ktokolwiek próbował powstrzymać proces Niewzlina. Skazanie go za morderstwo, bez względu na to jak słabe czy niewiarygodne byłyby dowody (a nikt chyba nie podejrzewa, że oskarżyciele będą się przesadnie wysilać, by sfingować mocne dowody czy przekonującą argumentację), dodatkowo wzmocni bezkarność najbardziej skorumpowanych ludzi Kremla.
Osoby stojące za zniszczeniem Jukosu desperacko próbują zapewnić sobie jak najwięcej wyroków skazujących, zanim nowy prezydent zacznie ewentualne „sprzątanie“ po poprzednikach. Kieruje nimi zwyczajna panika – wiedzą, że nie są legalnymi właścicielami majątków, które kontrolują.
Ludzie odpowiedzialni za wykorzystywanie mechanizmów państwowych do kradzieży Jukosu i innych prywatnych firm – ci, którzy nadużyli władzy dla osiągnięcia osobistych korzyści, próbują naznaczyć działania przyszłego prezydenta i utrudnić mu podjęcie walki z korupcją. O ile więc zapowiedzi Miedwiediewa napawają obserwatorów dużym optymizmem i wszyscy mamy nadzieję, że uda mu się przywrócić w Rosji rządy prawa, analitycy i biznesmeni powinni pamiętać, iż skutki skoku na Jukos wciąż uniemożliwiają władzy wykonawczej przeprowadzenie zmian koniecznych, by zagwarantować na przyszłość stabilizację w Rosji.



Komentarze
Pokaż komentarze