Budowanie porozumień – i gazociągów – z Teheranem powinno stać się strategią UE.
Derek Brower
Tylko jeden kraj może dostarczyć Unii Europejskiej broni w walce o znalezienie alternatywnych dostaw i zabezpieczenie źródeł energii. Mowa o Iranie, który posiada ponad 28 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego, co stanowi około 15% znanych na świecie zasobów. Jedynie Rosja dysponuje większymi rezerwami niż Iran (47.65 miliardów metrów sześciennych). Teoretycznie, dla Europy bliska odległość od obu krajów, jak również ważnych eksporterów gazu w Afryce Północnej powinna być błogosławieństwem. Nic tylko budować kolejne gazociągi. W rzeczywistości Iran jest jednak poza zasięgiem Europejczyków.
Dla Iranu niemożność zarabiania na sąsiedztwa Europy jest katastrofą. Kraj pozostaje istotnym producentem ropy (ok. 3.7 mln baryłek dziennie), ale jego przemysł naftowy obniżył produkcję. Z drugiej strony zapasy gazu ziemnego mogłyby stać się podstawą dla dostaw, które mogłyby konkurować z rosyjskimi. Zamiast tego sprzedaż 5.69 miliardów metrów sześciennych w 2006 roku – plasuje Iran na 20 miejscu w światowym rankingu eksporterów gazu. Nawet Argentyna, czy Oman eksportują więcej gazu. Dla porównania Rosja wysyła poza swoje granice ponad 150miliardów metrów sześciennych gazu.
To tylko jedna strona medalu. Iran stara się zwiększyć produkcję i eksport w następnych kilku latach. Szeroko i długo dyskutowany plan budowy gazociągu do Pakistanu i Indii leży jednak nadal na biurku. Wieloetapowy rozwój pola Południowy Pars – irańskiej części ogromnego pola gazowego - największego na świecie - który dzieli z Katarem w Zatoce Perskiej – był w trakcie realizacji przez lata. Iran ma nadzieję na eksport skroplonego gazu ziemnego (LNG) z Południowego Parsu. Już zaczął produkować gaz z tego pola i skraplać go na potrzeby swojego rynku krajowego.
Południowy Pars napotykał jednak na problemy techniczne i nie tylko techniczne. Plany francuskiego koncernu Total, aby rozwinąć projekt o LNG na tym polu utknęły na poziomie rozmów o warunkach kontraktu. W międzyczasie francuski olbrzym energetyczny stwierdził, że koszty przedsięwzięcia podwoiły się od 1997 roku. Stell i Repsol również chcą eksportować LNG z Południowego Parsu, ale niechętnie podchodzą do podpisania kontaktów dopóki trwa spór Iranu z Zachodem na temat irańskiego programu nuklearnego. To stanowisko podziela austriacka firma energetyczna OMV: zainteresowana, ale niechętna podpisaniu ostatecznej umowy w sprawie projektu LNG. Rosyjski Gazprom dodał również Południowy Pars do swojej listy definiującej strategiczne projekty energetyczne na świecie. Rosyjski monopolista chciałby rozłożyć wykorzystanie złoża na dwa lub trzy etapy. Wreszcie firmy chińskie - są na razie bardziej zainteresowane kontraktami na zakup ropy i gazu i czekają za kulisami.
Ani Gazprom ani chińskie firmy nie wniosą jednak do irańskiego sektora energetycznego technologii LNG, których kraj potrzebuje. W związku z problemami politycznymi ostatnich lat, Zachód zaprzestał eksportu technologii i powiększył przewagę technologiczną w tym sektorze. Także sankcje nałożone na Iran przez USA w praktyce, jeśli nie dla zasady, skutkują wstrzymaniem się Zachodu przed angażowaniem się na obszarze Republiki Islamskiej.
Dla Europy ekspansja rosyjskich i chińskich firm w Iranie jest niebezpieczna i irytująca, ponieważ kraj ten posiada najlepsze ze względów geograficznych źródła surowca dla UE i spełnia strategiczne oczekiwania dywersyfikacji dostaw gazu ze złóż, które pozostałyby poza zasięgiem dominującego eksportera czyli Rosji.
Kością niezgody jest oczywiście irański program nuklearny. W tym tygodniu Międzynarodowa Agencja Energii Nuklearnej, ONZ-owski strażnik ładu atomowego na świecie, oświadczyła, że jest w posiadaniu informacji o tym, iż Iran kontynuuje swój niebezpieczny program po 2003 roku. To ważne, ponieważ w zeszłym roku w Waszyngtonie National Intelligence Estimate (NIE) opublikował raport, w którym informuje, że USA liczyły na to, że projekt militarny został zakończony w roku 2003. Iran utrzymuje, że chce rozwinąć technologię nuklearną dla celów pokojowych. Rada Bezpieczeństwa ONZ ma wkrótce przyjąć zestaw kolejnych sankcji względem Iranu.
Zgodnie z planem działania Białego Domu obliczonym przez Busha na najbliższe miesiące, teraz jest czas dla UE na przedstawienie bardziej umiarkowanego sposobu negocjacji z Teheranem. Pomysł powinien określać bodźce – także finansowe odnoszące się do sankcji i normalizacji stosunków Iranu ze światem. Iran natomiast musiałby porzucić ambicje rozwoju broni nuklearnej. Warunki takie byłyby możliwe do zaakceptowania przez Iran. Międzynarodowi obserwatorzy powinni monitorować sposób, w jak ten kraj rozwija pokojowy program wykorzystania energii atomowej.
Następnie Bruksela powinna skłonić Iran do przyszłej ścisłej współpracy w dziedzinie energetyki. Ostatni punkt może budzić kontrowersje. UE jest już zależna energetycznie od uzbrojonej w broń nuklearną Rosji i rządów, które już próbowały w przeszłości szantażować kraje wspólnoty dostawami gazu (Libia). Zachodni nabywcy nigdy nie mieli problemów z wykorzystaniem ropy produkowanej przez niedemokratyczne państwa na Bliskim Wschodzie, włączając w to Iran i Irak.
Ponadto, długofalowa rezygnacja z dostaw z Iranu, nie uchroni w dłuższej perspektywie sektora energetycznego Europy od wpływu firm rosyjskich i chińskich, które nie będą wiecznie opóźniać budowy terminali LNG w Iranie albo od bogatych koncernów międzynarodowych, które postrzegając Iran jako eksportera gazu nie zrezygnują z wykorzystania jego potencjału.
Wadą jest więc to, że Iran ma możliwości jako eksporter – ale jego surowiec płynie w kierunku wschodnim, a nie na Zachód. W międzyczasie, polityka bojkotu wywołuje możliwość przyszłego zderzenia a dostarczanie dowodów obarczających winą za kryzys ekonomiczny kogoś innego, pozwala prezydentowi Amadiżenadowi utrzymywać polityczną władzę.
Możliwość ponownego zbliżenia z Teheranem uzależniona jest jednak od perspektywy zbudowania nowego korytarza energetycznego między Iranem a UE. Pomiędzy Turcją a Iranem zbudowane są już niektóre elementy infrastruktury gazociągowej. Znaczące inwestycje w Iranie pozwoliłyby na budowę nowych odcinków i jeśli dojdzie do jego realizacji, to projekt Nabucco byłby pierwszym gazociągiem łączącym Islamską Republikę z Europą. Wzbogaciłoby to Iran – ale również pomogło Europie w realizacji zamówień na gaz ziemny. OMV myśli o tym w perspektywie następnych 10 lat, oczekując w 27 krajach członkowskich UE wzrostu zapotrzebowania na gaz z 500 do 800 miliardów metrów sześciennych.
W związku z tym Iran powinien przyjąć agendę zaproponowaną przez Komisję Europejską i komisarza ds. energetyki Andrisa Piebalgsa. Jak na razie nie zrobił tego. Zamiast tego, Bruksela bez większych sukcesów stara się pozyskać dostawy z Turkmenistanu i Kazachstanu mając nadzieję, że zasoby gazu w obu krajach mogłyby być transportowane bezpośrednio do UE. Gazprom jednak zablokował ten krok podpisując własną umowę w Azji Środkowej. Moskwa jest również zdeterminowana w powstrzymaniu Iranu przed jego wejściem na rynki europejskie jako potencjalnego konkurenta Rosji. Ten cel wyjaśnia taktykę Kremla w stosunku do Teheranu i starania o utrzymanie Iranu na zawsze poza kręgiem oddziaływania Zachodu
Zmiana prezydenta w Waszyngtonie, daje Brukseli szansę na podjęcie własnej gry strategicznej na Bliskim Wschodzie. Korzystając z tego Europa nie powinna rezygnować z szansy na ocieplenie w stosunkach z Teheranem.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)