Wynik wyborów prezydenckich był na tyle oczywisty, że zamiast analizować komentarze chwilowo postanowiliśmy skupić się na obrońcy praw człowieka i przyjacielu Lwie Ponomariewie, którego wysiłki w walce z torturami i nadużyciami rosyjskiego systemu penitencjarnego wzbudziły ostatnio duże zainteresowanie. Zdaniem władz było ono najwyraźniej o wiele za duże, bo prokuratura postawiła mu zarzuty, które mają być karą za jego działalność.
Poniższy wywiad z Lwem Ponomariewem przeprowadził redaktor mojego bloga, na kilka dni przed opublikowaniem świetnego artykułu Breta Stephensa w The Wall Street Journal:
Mówił pan kiedyś, że ważne jest, by oddzielać pracę na rzecz praw człowieka od polityki, że aby coś osiągnąć trzeba utrzymać ten podział…
Nigdy nie starałem się celowo utrzymać podziału, ale taki sposób postępowania narzuca praktyka. Nie ma sensu próbować określać, które działania wiążą się z polityką a które z obroną praw człowieka. Zdecydowanie chcę za to uniknąć zaangażowania w walkę o władzę. Na tej ostatniej mi nie zależy. Muszę jednak angażować się w politykę, bo występuję w imieniu społeczeństwa. Wystarczy przyjrzeć się wysiłkom na rzecz wolności słowa. W kraju pozbawionym instytucji demokratycznych, w systemie autorytarnym obrońca praw człowieka angażuje się w politykę. Musi w niej uczestniczyć, ale w żadnym wypadku sam nie staje się politykiem.
Ludzie krytykujący naruszenia praw człowieka w Rosji często spotykają się z argumentem „podwójnych standardów” – nie można zarzucać łamania praw człowieka Rosjanom w sytuacji, gdy kraje Zachodu same dopuszczają się spektakularnych nadużyć takich jak Guantanamo czy Abu-Gharib. Jak odpowiada Pan na tego typu zarzuty?
Sądzę, że nasze zachowanie jest jak najbardziej właściwe, a krytyka Rosji uzasadniona i potrzebna. Oczywiście nie istnieje chyba kraj, któremu w dziedzinie praw człowieka nie można nic zarzucić, a Stany Zjednoczone i ich imperium są szczególnie wrażliwe na krytykę. (…) Jeśli przyjrzymy się kwestiom takim jak prawa wyborcze, USA stanowią dla Rosji przykład, można więc atakować Rosję za brak aktywnych i biernych praw wyborczych. W Stanach oba prawa te faktycznie istnieją, a w Rosji nie mamy nic.
Mówimy na przykład o wolności słowa, a w USA rząd federalny nie ma kontroli nad telewizją. W Rosji wszystkie główne kanały pozostają pod kontrolą władz. Dlaczego więc miałbym krytykować Stany Zjednoczone? Za oceanem normą są niezawisłe sądy, podczas gdy w Rosji wymiar sprawiedliwości jest całkowicie sterowany przez państwo, czego dowodzi między innymi sprawa Chodorkowskiego.
Kiedy mowa o konfliktach zbrojnych, często słyszymy porównania wojen w Iraku i Czeczenii. Gdy Stany Zjednoczone zaatakowały Bagdad, wydałem ostre oświadczenie, w którym odniosłem się do łamania przez Amerykanów praw człowieka.
Jak pana zdaniem należy reagować na retorykę „podwójnych standardów”? Jak odpowiadać na tego typu argumenty?
Po prostu przestać na nie reagować (śmiech). Ludzie zawsze będą próbować usprawiedliwić własne zachowania obciążając innych.
Jednym z najgłośniejszych przypadków łamania praw człowieka w Rosji w tym roku była sprawa szantażu byłego wiceszefa Jukosu Wasilija Aleksaniana. Mimo wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka czy oświadczeń organizacji międzynarodowych takich jak Amnesty International i Human Rights Watch rosyjscy prokuratorzy dręczyli go na oczach całego świata. Co znaczy to doświadczenie dla przyszłości praw człowieka w Rosji?
Zacznijmy od istoty sprawy. Moim zdaniem powodem okrutnego traktowania Aleksaniana jest jego związek z Chodorkowskim. Władze nie chcą dopuścić do wypuszczenia Chodorkowskiego i pragną skazać go po raz drugi na podstawie dobrze przygotowanych zarzutów łącząc go z nową, fikcyjną grupą przestępczą. Ich głównym zadaniem w tej chwili jest więc uzyskanie precedensu w postaci skazania Aleksaniana. Tu dochodzi kwestia opieki zdrowotnej – oskarżyciele muszą postawić go przed sądem i doprowadzić do skazania, nawet jeśli podsądny dosłownie umiera na oczach sędziego, by mieć podstawy do wytoczenia procesu Chodorkowskiemu.
Nie martwi ich to, że Aleksanian umrze, a ewentualnie fakt, że może umrzeć przed wydaniem wyroku. Ta sprawa to ewidentne naruszenie podstawowych praw człowieka – przed sądem staje śmiertelnie chory człowiek, który nie jest nawet w stanie się bronić. Gdyby jednak rosyjskie władze postąpiły zgodnie z zaleceniami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, musiałyby odroczyć proces i pozwolić oskarżonemu umrzeć w szpitalu. A do tego nie mogą dopuścić. Nikogo za to nie wzruszy, jeśli umrze podczas procesu – prokuratorzy zachowają wtedy twarz przed zwierzchnikami. Ci ludzie naprawdę zachowują się jak Gestapo.
Wiadomo, że żaden kraj nie lubi rad z zagranicy. Co zachodnie rządy i organizacje powinny mówić i robić by poprawić sytuację praw człowieka w Rosji? Jakie mechanizmy międzynarodowe mogą zachęcić Kreml do wprowadzenia zmian i respektowania praw człowieka?
Uważam, że Zachód powinien wypracować twardsze stanowisko wobec Rosji. Jeśli to tylko możliwe kwestie gospodarcze powinny być bezpośrednio związane z prawami człowieka - tak samo, jak w czasach sowieckich. Trzeba sobie uświadomić, że obecne przywództwo nie dąży do izolacji. Rosyjscy liderzy są zorientowani na Zachód, chcą odwiedzać zachodnie stolice jako partnerzy, nie odmieńcy. Sądzę, że gdyby zagrożono im zakazem wjazdu na Zachód przyniosłoby to niezłe efekty.
Po pierwsze Zachód powinien zażądać od Rosji zwolnienia więźniów politycznych. Moim zdaniem od prezydenta Miedwiediewa powinien tego zażądać następny prezydent Stanów Zjednoczonych. To byłaby prawdziwa zmiana. Po drugie należy zakazać Rosjanom stosowania tortur w obozach pracy i poddać system kontroli międzynarodowych obserwatorów. Od tych postulatów zaczyna się długa lista, na której znajdują się też wolność słowa, prawa wyborcze i inne prawa człowieka.
Chcę też zaznaczyć, że gdy ujrzały światło dzienne słynne zdjęcia z Abu Ghraib spotkały się z ostrą reakcją, a międzynarodowa opinia publiczna domagała się pociągnięcia winnych do odpowiedzialności. Ale moim zdaniem film, który opublikowaliśmy ostatnio na Youtube jest równie drastyczne. Mam nadzieję, że te obrazy dręczenia wzbudzą podobne reakcje ze strony światowych rządów i zmuszą je do podjęcia jakichś działań w tej sprawie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)