Berlusconi, którego do zwycięstwa wyniosła tym razem fala śmieci (co należy zarówno dosłownie jak w przenośni), jasno pokazał, kogo uważa za swojego głównego sojusznika. Pierwszym zagranicznym przywódcą, z jakim spotka się nowy premier będzie właśnie Putin, którego Berlusconi zaprosił do swej wystawnej willi na Sardynii. Obaj politycy będą się pewnie bawić równie dobrze jak wtedy, gdy spotkali się z hollywoodzkim gwiazdorem Jean Claude Van Dammem na pokazach sztuk walki, gdzie ciągle podkreślali wzajemny podziw i wymieniali pewnie doświadczenia we wdrażaniu neopopulizmu.
To nie koniec podobieństw między tymi świetnymi kumplami. W zeszłym roku Max Delaney z Moscow Times napisał fascynujący artykuł, w którym porównał rosyjsko-włoskie stosunki handlowe do bohaterów kina akcji klasy B:
„Postaci grane przez Van Damme’a łączą w sobie cechy Rosjan i Włochów” dowodził Vittorio Torrembini, wiceszef Gim Unimpresa, organizacji reprezentującej włoskich przedsiębiorców w Rosji.Rosjanie i Włosi, podobnie jak bohaterowie filmów akcji „nie lubią surowych zasad. W Rosji, podobnie jak we Włoszech zawsze znajdzie się sposób, by niewygodne prawo obejść. (…) Mieszkam w Moskwie od prawie 18 lat i doszedłem do wniosku, że tamtejszy sposób życia jest uderzająco podobny do tego, jaki znam z Włoch.”
Kwitnący handel Włoch z Rosją, który niepokoi UE zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa energetycznego wspólnoty, łączy się z podobieństwem sceny politycznej obu krajów. Styl kampanii wyborczej partii Berlusconiego Forza Italia uderzająco przypominał strategię Jednej Rosji. Oba stronnictwa sprzymierzyły się z ekstremistami, przeciwnikami imigrantów i ruchami społecznymi. Obie organizacje należy raczej uznać za bloki wsparcia przywódców, a nie normalnie funkcjonujące partie polityczne o dalekosiężnych horyzontach. Ani Forza Italia, ani Jedna Rosja przestaną najprawdopodobniej istnieć bez swych przywódców, osłabiając tym samym instytucjonalnie demokracje swoich krajów.
Berlusconi i Putin utrzymują podobny poziom kontroli nad mediami. Premier Włoch jest właścicielem jednej z największych w kraju grup medialnych, prezydent Rosji wykorzystuje mechanizmy państwowej własności, cenzury i inne środki ograniczania wolności słowa. Obaj politycy prowadzili też niebezpieczne gry prawem wyborczym, by zapewnić sobie utrzymanie wpływów i osłabić potencjalną konkurencję.
Jednak wymienione podobieństwa to nic nowego, a Rosja była zadowolona ze stosunków z potulnym do granic premierem Romano Prodim. Ludzie zainteresowani utrzymaniem dominacji Moskwy nad europejską energetyką cieszyli się też ze współpracy z szefem Eni Paolo Scaronim i Enel - Fulvio Contim. Obie firmy zmuszono do zakupu aktywów upadłego Jukosu podczas aukcji, które w wielu innych krajach uznano by prawdopodobnie za nielegalne.
Czy zatem powrót błazna Berlusconiego do władzy może jeszcze pogorszyć sytuację? No cóż, trzeba pamiętać, że agresywne zachowania Kremla zaczynały w końcu nadwyrężać opinię Rosji w Europie (spójrzcie na sprawę TNK-BP, medyczny szantaż Aleksaniana czy manewry Sieczina, które powoli pogrążały reputację Moskwy w tym samym czasie, gdy Dimitrij Miedwiediew próbował budować polityczny kapitał). Gdy Berlusconi wróci na europejskie salony, Frank-Walter Steinmeier zyska sojusznika, który pomoże mu sabotować próby reform Europejskiego trybunału Praw Człowieka proponowanych przez kanclerz Merkel. Pogłębią się też najprawdopodobniej podziały w sprawie bezpieczeństwa energetycznego wspólnoty.
Najgorsze jest jednak to, że Berlusconi pomoże zapewne wzmocnić na Kremlu frakcję siłowików, utrudniając tym samym przejęcie władzy liberalnym technokratom.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)