Nadeszły ciężkie czasy dla energetyki, i to nie tylko ze względu na gwałtownie rosnące ceny ropy i stale zwiększające się wydatki na benzynę. Minęło już prawie półtora roku od kiedy zaczęliśmy pisać o próbach stworzenia przez Rosję kartelu eksporterów gazu ziemnego. Wszystko zaczęło się od publikacji Financial Times na temat tajnej notatki dotyczącej „spisku gazowego”, która krążyła wśród NATOwskich ekonomistów.
Analitycy początkowo byli do całej sprawy nastawieni sceptycznie. Biorąc pod uwagę kwestię rynków regionalnych, manipulowanie cenami gazu ziemnego na rynku transakcji natychmiastowych za pomocą kwot produkcyjnych nie jest tak łatwe jak w przypadku ropy. Inni eksperci, tacy jak jeden z naszych autorów Derek Brower, uważają kartel gazowy za groźny blef, który ma posłużyć Rosjanom do wymuszania ustępstw na innych polach. Zarówno Gazprom jak i Putin niebezpiecznie oscylowali między zaprzeczaniem istnieniu planów stworzenia kartelu a niejasnymi obietnicami – w zależności od tego, czy akurat rozmawiali z ajatollahami czy z komisarzem UE ds. konkurencji. Zawsze twierdziłem, że kartel nie polega na kontrolowaniu cen, a na zarzynaniu rynków i niszczeniu konkurencji…
Niezależnie od tego, czyje poglądy podzielasz, sprawa kartelu gazowego znów trafia na pierwsze strony gazet po symbolicznej wizycie Putina w Libii i ogłoszeniu przez Kommiersant, że Rosjanie chcą zgłosić poprawki do projekt statutu gazowego OPEC –u podczas najbliższego forum w Teheranie.
Włochy i Algieria to kraje, które w zeszłym roku pomogły Rosji zastawić pułapkę na Unię Europejską czy też przynajmniej przyczyniły się do zbudowania rosyjskiej dominacji rynkowej. Powiedziałem wówczas wywiadzie dla włoskiej prasy, że podpisanie przez Gazprom i Algierię porozumienie (które następnie porzucono nie próbując nawet zrealizować jego założeń) w znacznym stopniu przyczyniło się do zawarcia przez włoski koncern energetyczny Eni największej w skali europejskiej umowy na dostawy gazu oraz umożliwiło tez Eni udział w aukcji zagrabionego majątku Jukosu. Dzięki temu Kreml zdołał zachować pozory praworządności podczas procesu uwłaszczeniowego. Eni stał się w zasadzie pierwszą ofiarą nowego kartelu gazowego dowodzonego przez Rosję. Umożliwił Gazpromowi bezpośrednią sprzedaż energii włoskim konsumentom oraz wymianę głównych aktywów w Libii, która gra dziś rolę straszaka, jaką w latach 2006-2007 pełniła Algieria.
Jesteśmy obecnie świadkami usilnych zabiegów dyplomatycznych Kremla w Libii, równie gorączkowych jak te, które obserwowaliśmy wszędzie indziej, od Wenezueli i Boliwii po Nigerię. Pierwszym posunięciem Kremla było umocnienie przewagi Gazpromu nad konkurencją poprzez umorzenie drobnych 4,5 miliardów dolarów libijskiego zadłużenia w zamian za nowe kontrakty dla rosyjskich przedsiębiorstw państwowych. Ku dalszej radości generała Kadafiego Prezydent Putin rozpoczął też rozmowy o przyszłych umowach na sprzedaż broni (jak w przydatku Algierii) i pogłębieniu stosunków handlowych. Tym samym prezydent Rosji skłonił zreformowanego pariasa do podziękowania „wielkiemu gościowi” za wizytę i wygłoszenia frazesów wyrażających radość z odzyskania przez Rosję pozycji światowego mocarstwa i międzynarodowej przeciwwagi dla USA.
Ariel Cohen z Heritage Foundation przeprowadził błyskotliwą analizę działań Kremla, który za pomocą kontraktów na broń i umarzania długów zawiera lukratywne umowy na handel energią w Afryce Północnej i na Środkowym Wschodzie.
Kilka dni później, kiedy Putin składał wizytę swojemu staremu znajomemu Silvio Berlusconiemu, pojawił się przeciek o tym, że Gazprom zamierza posłużyć się umową w sprawie wymianą aktywów z Eni w celu zyskania kontroli nad kilkoma libijskimi przedsiębiorstwami produkcji gazu ziemnego. Wywołało to falę gwałtowną niezadowolenia w Brukseli. Aleksander Miedwiediew z Gazpromu powiedział Corriere della Sera, że rosyjska firma dopracowuje z Eni szczegóły umowy na wspólną budowę przedsiębiorstwa produkcji gazu na terenie Włoch. Dałoby to Moskwie jeszcze większą kontrolę nad kolejnym alternatywnym dostawcą energii w Unii Europejskiej: „Zakupiliśmy część udziałów niemieckiego BASF-u i obecnie pracujemy nad umową z Eni. (…) Gazprom chce stać się jeszcze bardziej zróżnicowaną grupą, zarówno w kwestii produkcji, jak i w sensie geograficznego zakresu sowich działań.”
Według niektórych źródeł pośpiech, z jakim Gazprom rozchwytuje północno-afrykańskie aktywa podyktowany jest raczej finansową koniecznością (spowodowaną poważnym niedoinwestowaniem nowych terenów w Rosji) niż częścią planu przejęcia monopolu na rynku. Natomiast inne źródła podają, że tak długo, jak ceny utrzymają się na takim poziomie, Rosjanie nie będą zmotywowani do poczynienia koniecznych inwestycji: niższa stopa produkcji będzie rekompensowana wyższymi cenami. Jak powiedział Reutersowi Dieter Helm z Oxfordu „Dla Europy ta sprawa jest śmiertelnie poważna. (…) Ukazuje nam konieczność rozwiązania problemu naszej polityki energetycznej. (…) Dopóki ceny będą wzrastać, oni na tym nie stracą.”
Generalnie rzecz biorąc zgadzam się z ostatnim artykułem w Financial Times, który stwierdza, że demonizowanie Rosji ze względu na działania Gazpromu w Afryce Północnej nie ma sensu. Najlepszym rozwiązaniem dla Europy jest jak najszybsze zainwestowanie w rosyjską produkcję gazu, w infrastrukturę oraz w szybką liberalizację. W ten sposób Unia będzie mogła czerpać z jednego wspólnego źródła energii i zapomnieć o umowach bilateralnych zawieranych przez Niemcy, Francję i Włochy. Podjęcie takich właśnie kroków zalecamy w tekście "Recepta dla Europy".
Kraje importujące energię nie powinny jednak siedzieć z założonymi rękami gdy trwają prace nad projektem kartelu gazowego. Muszą zrozumieć, że gazowy OPEC nie będzie działał na takich samych zasadach jak kartel ropny i że należy zwrócić tu baczną uwagę na kwestie konkurencji i transparencji. Powinniśmy zacząć zastanawiać się nad tym czemu Kremlowi tak bardzo zależy na zawarciu bliskich stosunków z alternatywnymi dostawcami gazu do Europy. Dlaczego Kreml sięga aż do umarzania długów i zawierania kontraktów na handel bronią aby przelicytować międzynarodowe spółki gazowe? Musimy być świadomi możliwości politycznego nacisku jaką daje Kremlowi posiadanie takich aktywów przez Gazprom i zastanowić się nad tym dlaczego i w jaki sposób Rosja mogłaby go użyć. Zachód musi w końcu użyć wszystkich środków aby sprowadzić Rosję na drogę praworządności i wypracować z nią zrównoważony układ energetyczny taki jak Energy Charter Treaty aby umożliwić ustanowienie prawnego bufora pomiędzy zasobami energii a zachciankami ich zarządców. Ostatecznie, zabezpieczenia jakie zapewnia ECT będą korzystne zarówno dla producentów, jak i dla dostawców.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)