
Prodi jak Schroeder
Panie i panowie, stajemy się właśnie świadkami skandalicznego zjawiska w relacjach energetycznych Rosja – UE : do realizacji ogromnych rosyjskich projektów gazowych i ropnych zatrudnia się dawne głowy stanu, które za swojej kadencji te projekty przepchnęły. Gdyby nadal był wśród nas amerykański kongresman Tom Lantos, z pewnością odpowiednio by to podsumował.
Pierwszy był oczywiście były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, który zgodził się przyjąć lukratywną posadę w radzie nadzorczej projektu Gazociągu Północnego. To właśnie dzięki staraniom Schrödera i za jego kadencji ten kontrowersyjny projekt został przyjęty przez niemiecki rząd. Nic dziwnego, że zarówno Niemcy, jak i cała Europa zareagowały na to wściekłością i niedowierzaniem. Gazociąg Północny nie tylko zniweczył szanse Europy na wspólną politykę energetyczną i wielostronne negocjacje z Rosją. Próba czerpania przez Schrödera osobistych korzyści z posunięć politycznych została również odebrana jako tchórzliwe i korupcyjne nadużycie urzędu.
Teraz widzimy, że Gazprom znowu próbuje składać propozycje korupcyjne – tym razem byłemu włoskiemu premierowi Romano Prodiemu. Ma to być wyraz wdzięczności Rosji za sfinalizowanie sprawy Gazociągu Południowego, które doprowadziło do znacznego osłabienia środkowoazjatyckich alternatyw konkurencyjnych dla kontrolowanego przez Rosję gazociągu. Kwestia Gazociągu Południowego mocno poróżniła członków UE. Prodi - z pewnym zakłopotaniem - jak na razie odrzucił tę ofertę. Jednak stało się – relacje energetyczne już nigdy nie będą takie same. Rosja wodzi UE za nos, grając komedię poważnej polityki, gdy w rzeczywistości zmienia Włochy w Absurdystan. Sytuacja staje się naprawdę groteskowa kiedy przywódcy w swoich prywatnych rozgrywkach już nawet nie próbują zasłaniać się interesem ogółu.
Propozycję złożył byłemu premierowi Włoch dyrektor generalny Gazpromu, Aleksiej Miller, podczas lunchu w Rzymie, na który wybrał się w towarzystwie Prodiego i prezesa Eni Paolo Scaroniego. Oferta objęcia przez Prodiego kierownictwa projektem Gazociągu Południowego pochodziła od samego Putina. Projekt wart 10 miliardów euro to wspólne przedsięwzięcie Eni i Gazpromu. Gazociąg, który przetnie dno Morza Czarnego, ma zaspokoić zapotrzebowanie rynków południowo-wschodniej Europy na gaz ziemny. To polityczny majstersztyk, który zahamuje alternatywne projekty z rejonu Morza Czarnego.
Ta informacja może być dla niektórych zaskakująca (myślę, że gdybym wcześniej śmiał coś takiego przewidywać, na pewno zostałbym zasypany mailami krytykującymi mój cynizm) - ale na pewno nie była ona zaskakująca dla Scaroniego. Scaroni powiedział Reutersowi, że jego zdaniem Prodi świetnie sprawdziłby się jako prezes Gazociągu Południowego:
Zwykle nie komentujemy medialnych doniesień, ale sądzę, że to byłby doskonały wybór. Postawienie człowieka, który przewodził Unii Europejskiej na czele projektu zabezpieczającego europejskie dostawy energii to naprawdę wspaniały pomysł.
Ciężko jeszcze powiedzieć czy ta propozycja to tylko kolejny przypadek „przedwczesnej kontraktualizacji” Gazpromu - na razie pozostają nam jedynie domysły. Gazociąg Południowy jako taki mógłby okazać się blefem, biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie kraje z basenu Morza Czarnego mają prawo veta. Financial Times cytuje bliskiego współpracownika Prodiego, który twierdzi, że odpowiedź byłego premiera dla Gazpromu nie jest ostateczna. Jakkolwiek chciałby on uniknąć potępienia, które spadło na Schrödera po tym, jak były kanclerz sprzedał się Gazpromowi, to Prodi może jeszcze zastanowić się nad tą jakże hojną ofertą.
Niejednokrotnie już pisałem o ogromnej roli, jaką odgrywają Włochy w rosyjskiej strategii energetycznej. Podkreślałem też fakt, że Eni oraz Enel, przy wsparciu ze strony administracji Prodiego, stały się pierwszymi zagranicznymi spółkami, które nabyły na aukcjach skradzione dobra Jukosu (co prawda dla zachowania pozorów BP wzięło w jednej z nich udział, ale nic nie kupiło). Jeżeli te aukcje były działaniem legalnym i zgodnym z zasadami rynku, jak twierdzą ich organizatorzy, a nie korupcyjną rozgrywką i oszustwem Kremla, to czemu Scaroni i Prodi oraz najwięksi (i jedyni dający Gazpromowi bezpośredni dostęp do odbiorców) klienci Gazpromu w Europie: Eni, Enel nie mieliby otwarcie zastanawiać się nad związkiem między posiadaniem aktywów Jukosu, czołową pozycją w głównym kremlowskim przedsięwzięciu gazociągowym, a lukratywną propozycją ciepłej posadki dla Prodiego? Nigdy jednak nie otrzymamy zadowalających odpowiedzi na te pytania, a tego rodzaju doniesienia będą tylko pogłębiać nasze podejrzenia.
Autor bloga i pisarz Steve LeVine określił strategię Eni w postępowaniu z agresywnymi, skorumpowanymi i nacjonalistycznymi rządami krajów-producentów paliw jako sypianie z wrogiem. Uważam, że można o to samo oskarżać Prodiego, który zapomina o problemach etycznych czy o głębokim konflikcie interesów, jaki powoduje propozycja związana z Gazociągiem Południowym. Jeśli chodzi o Moskwę, to dała ona jasny sygnał innym światowym przywódcom: Jeżeli wejdziecie do naszej gry, poprzecie nasze interesy i przymkniecie oko na sprawę Jukosu i Chodorkowskiego, prawa człowieka i demokrację, my odpłacimy wam z nawiązką.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)