[Wybrane fragmenty komentarzy z prasy polskiej i zagranicznej na temat inauguracji prezydentury Dimitrija Miedwiediewa i jego przyszłości na Kremlu możecie przeczytać tu i tu, inne teksty o zmianie władzy w Moskwie tu, tu i tu].
Grigorij Pasko
Niedawno miałem okazję obserwować w Sztokholmie ciekawy obrazek. Nad pałacem królewskim i parlamentem krążył helikopter, a podjazd jednego z budynków królewskiej rezydencji zablokował sznur policyjnych motocykli. Pół godziny później, kiedy wróciłem w okolice wokół pałacu nie było już najmniejszych ograniczeń w ruchu. Podkreślę raz jeszcze – zablokowany był tylko przejazd przy samym pałacu, reszta miasta pozostawała cały czas całkowicie przejezdna. Podobnie było w Waszyngtonie podczas inauguracji prezydentury George’a Busha. Na krótko zablokowano centrum stolicy, ale przez resztę metropolii można było poruszać się bez poważniejszych utrudnień.
Można przywołać wiele tego typu przykładów praktycznych udogodnień wprowadzanych przez organizatorów ważnych uroczystości, w których biorą udział przywódcy państwa. Na tle reszty świata wyróżnia się tylko Rosja (no dobrze, może jeszcze Korea Północna).
Oto typowy komunikat, jaki można było usłyszeć w mediach na dzień przed inauguracją nowego prezydenta: „Ruch na głównych ulicach Moskwy zostanie zatrzymany na czas uroczystości związanych z inauguracją prezydentury Dimirtrija Miedwiediewa (dalej następuje długa lista zamkniętych ulic). GIBDD (rosyjski odpowiednik Zarządu Ruchu Drogowego) prosi kierowców o jechanie objazdami i nie parkowanie samochodów na wyznaczonych ulicach. Ruch w mieście będziesz też utrudniony podczas obchodów Dnia Zwycięstwa 9 maja oraz 7, 11 i 13 maja w związku z odbywającymi się w Moskwie wyścigami rowerowymi”.
Wiele napisano też o próbach poprzedzających wskrzeszoną przez spółkę Putin-Miedwiediew po 18 latach paradę. Czołgi, samoloty, wyrzutnie rakietowe… Zwykli obywatele zapomnieli już jak wyglądały huczne popisy z przeszłości. Jednak narcystyczni prezydencji (których od kilku dni jest dwóch) postanowili wrócić do tradycji widowiskowych acz pozbawionych treści parad z przeszłości, pustych mydlanych baniek. Dlaczego nazywam je pustymi? To proste – efektownego sprzętu prezentowanego podczas parady nie znajdziecie w rzeczywistości w magazynach rosyjskiej armii, nie licząc kilku pojedynczych sztuk.
Oprócz zablokowania ulic stolicy (a trzeba pamiętać, że Moskwa nawet bez tego jest praktycznie nieprzejezdna) przed uroczystościami związanymi z inauguracją zdecydowano też rozwiać chmury nad miastem. Użyto do tego specjalnych samolotów, które rozpyliły w chmurach specjalne substancje chemiczne. W efekcie nad Moskwą przez cały dzień świeciło słońce, a gdzieś za miastem padał toksyczny deszcz z zatrutych chemikaliami chmur.
Nikt nie liczy strat, jakie spowodowało zablokowanie ruchu w mieście. Dotyczy to bowiem zwykłych ludzi, a nie narcystycznych prezydentów. Nikt nie zainteresował się też skutkami rozpylenia w chmurach chemikaliów, bo deszcz z nich nie spadł na dzielnicę bogaczy „Rubliewkę” czy rezydencje prezydentów.
W gazetach czytamy, że koszt przygotowania parady i posprzątania miasta po jej zakończeniu (w ramach którego trzeba będzie między innymi wymienić asfalt rozjechany przez ciężki sprzęt) wyniesie około 1300000 rubli (czyli mniej więcej 35 milionów Euro). Za takie pieniądze można by wybudować w stolicy 25 przedszkoli z basenami, 10 wiaduktów lub garaże mieszczące 130 tysięcy samochodów. Moskwa cierpi na palący brak wszystkich trzech wymienionych udogodnień. Jednak ambicje dwóch małych ludzi okazały się ważniejsze niż potrzeby zwykłych Rosjan.
Obaj politycy mówili za to dużo o potrzebach zwykłych Rosjan podczas przemówień wygłoszonych przy okazji inauguracji. Usłyszeliśmy wiele okrągłych zdań o tym, jak bardzo są zainteresowani losem obywateli i jak chcą im pomagać przez „kolejne 20 – 30 lat” (to dokładny cytat z wypowiedzi Putina: musimy „rozpocząć dziś szeroko zakrojone zadania, których realizacja potrwa 20-30 lat”).
W dniu inauguracji po centrum Moskwy krążyło ponad 500 umundurowanych milicjantów. Zdaniem ich szefów widok mundurów miał pomóc mieszkańcom miasta i jego gościom poczuć świąteczną atmosferę. Zaznaczam, że Rosjanie od wielu lat przywykli uważać milicjantów za szczególny podgatunek bandytów. Możecie więc sobie wyobrazić, jakie wrażenie wywarł na ludziach widok gromad umundurowanych funkcjonariuszy na ulicach.
W międzyczasie Dimitrij Miedwiediew odebrał w budynku Centralnej Komisji Wyborczej dowód tożsamości prezydenta Rosji. Przekazanie dokumentu odbyło się po cichu, za kulisami uroczystości. Zupełnie tak, jak samo uzyskanie przez Miedwiediewa stanowiska, o którym równie cicho i za kulisami zdecydował Putin. Całe spektakularne przedstawienie – „ogólnonarodowe wybory”, plakaty i przemówienia, miało miejsce już po podjęciu faktycznej decyzji, by uświetnić całe wydarzenie. Kolejny wymysł tych samych dwóch narcystycznych polityków.
Trzeba zaznaczyć, że większość obywateli oglądała ten spektakl spokojnie i cierpliwie. Na dzień przed inauguracją odświętnie ubrani stróże prawa rozpędzili samotny marsz protestacyjny opozycji. Z powodu utrudnień w ruchu Moskwa przeżyła prawdziwy paraliż komunikacyjny. Samochody stały w korkach po cztery godziny, choć wielu mieszkańców miasta wykorzystało wolne dni, by wyjechać ze stolicy.
Sama inauguracja przypominała kiczowaty kadr z filmu piewcy dzisiejszej władzy Nikity Michałkowa „Cyrulik Syberyjski”, gdzie car Aleksander III wjeżdża konno na Kreml w otoczeniu odświętnie wystrojonych żołnierzy i generałów. Wojskowi obecni podczas uroczystości na Kremlu siódmego maja i ci, którzy wezmą udział w piątkowej paradzie będą ubrani równie barwnie jak bohaterowie filmu – zamiast nowego uzbrojenia czy niezbędnych reform armia dostała od przywódców nowe mundury.
Od dawna znana jest słabość małych mężczyzn do jaskrawych strojów, za którymi nic się nie kryje, zabaw żołnierzykami, musztry, parad, armat i czołgów… W ten sposób słabi ludzie od zawsze poprawiają sobie samopoczucie.
Nikt ze świty tych ludzi nie ma też w Rosji odwagi krzyknąć jak chłopiec w bajce: „Król jest nagi”. Tym też Rosja różni się od reszty świata – ma nie jednego, ale dwóch nagich króli. Obaj wygłosili przemówienia pełne nic nie znaczących frazesów. Nowy mianowany przywódca mówił: „Doskonale zdaję sobie sprawę, że wiele trzeba jeszcze zrobić, by państwo naprawdę zwróciło się w stronę obywateli i rzeczywiście gwarantowało ich bezpieczeństwo”.
Przypominam sobie, że Putin obiecywał nam kiedyś „dyktaturę prawa”. Zamiast tego, jak zwykle, obywatele doświadczyli tylko czystego bezprawia. Jestem pewien, że za rządów Miedwiediewa nic się nie zmieni. Za bardzo przypomina mi on swojego starszego towarzysza. Nawet w sposobie, w jaki kroczył podczas inauguracji po czerwonym dywanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)