Co powiecie na ten podręcznikowy przykład wewnętrznej sprzeczności? W odpowiedzi na pytanie dziennikarza o wymagania wizowe jakie będą musieli spełnić brytyjscy obywatele, którzy planują przyjechać do Moskwy 21 maja na finał Ligi Mistrzów (w którym zagrają ze sobą dwie angielskie drużyny – Chelsea i Manchester United), rządowy urzędnik Aleksiej Sorokin stwierdził: „Piłka nożna nie ma nic wspólnego z polityką. (…) Być może finał Ligi Mistrzów pomoże odblokować stosunki dyplomatyczne między oboma krajami.”
Kreml wykonuje naprawdę niesamowitą woltę… Urzędnicy w Moskwie zdają się uważać, że Londyn powinien zapomnieć o spornej kwestii zabójstwa Litwinienki, nękaniu British Council czy okradaniu TNK BP. W zamian za to na czas meczu w Rosji będzie mogło zagościć 50 tysięcy Brytyjczyków. Czy teraz jesteśmy kwita? – zdaje się pytać Kreml. Wygląda na to, że Rosjanie uczą się od Hugo Chaveza – próbują zyskać punkty wprost u mieszkańców Wysp, poprawić zszarganą reputację. Czy następnym krokiem będzie tania benzyna dla brytyjskiej biedoty?
Ta sportowa dyplomacja (której przykłady mogliśmy już kiedyś obserwować) to tylko jeden z wielu cichych sygnałów, że czas konfrontacji z Londynem dobiegł końca, a Rosjanom zależy na polepszeniu wzajemnych relacji.
Nie można też zapomnieć, że właścicielem Chelsea pozostaje zwolennik Putina, miliarder Roman Abramowicz, który mógł pomóc w złagodzeniu procedury wizowej dla zagorzałych fanów klubu (to oczywiście czyste spekulacje). Mecz z pewnością zapowiada się interesująco, zwłaszcza w świetle tego, że Chelsea przegrała w zeszłym tygodniu z Manchesterem mistrzostwo angielskiej Ligi.
Wpuszczenie do Rosji bez wiz 50 tysięcy znanych ze skłonności do chuligaństwa brytyjskich kibiców to z pewnością duże ustępstwo ze strony władz. Okaże się ono jeszcze większe, gdy weźmiemy pod uwagę, że te same władze jeszcze w październiku zeszłego roku oskarżały Brytyjczyków o próbę zniszczenia Rosji („Szczycą się udziałem w upadku Związku Radzieckiego, a teraz snują plany mające na celu rozczłonkowanie Rosji”), a nieszkodliwą organizację British Council nazywały „gniazdem szpiegów”.
Warto też pamiętać, że kibice Zenitu Petersburg, którzy przyjechali do Manchesteru na finał Pucharu UEFA, w którym ich drużyna zmierzyła się z Glasgow Rangers, nie spotkali się z tak ciepłym przyjęciem. Minister Sportu Gerry Sutcliffe wystosował wówczas do gości specjalne oświadczenie przestrzegające przed angażowaniem się w ataki na tle rasowym – „Wiem, że kibice Zenitu Petersburg obrażali w Marsylii tamtejszych piłkarzy na tle rasowym, więc oczywiście obawiam się, że podobne zachowania mogą powtórzyć się we środę. (…) Spróbujcie rasistowskich odzywek wobec naszych graczy, a poczujecie siłę brytyjskiego prawa.” Według artykułu ESPN należący do Gazpromu Zenit, szczyci się wysokim procentem rosyjskich graczy i brakiem czarnoskórych piłkarzy w drużynie (jest tam tylko dwóch Koreańczyków).
Najwyraźniej Kreml nie może kontrolować wszystkich aspektów sportowej dyplomacji.
Jakie środki podjęto by ograniczyć chuligańskie wybryki? Zdecydowano się po prostu ściągnąć kibiców na rosyjską ziemię i trzymać ich tam pod niewidzialną kwarantanną. Lede blog New York Timesa donosi: „Nie wiadomo, czy eskorta ma strzec brytyjskich kibiców przed moskiewskimi chuliganami, którzy zapowiedzieli ataki na gości z Wysp, czy raczej chronić Rosjan przed Anglikami, którzy są znani z picia i aktów wandalizmu podczas meczów wyjazdowych. (…) W zeszłym roku przy okazji znacznie mniej prestiżowego meczu pijani Brytyjczycy zostali w Moskwie dotkliwie pobici i obrabowani. Szef służb porządkowych stolicy Jewgienij Gildiejew winił wtedy za incydent samych gości, którzy jego zdaniem sprowokowali awanturę”.
Ułatwienia wizowe dla kibiców z Wysp zbiegły się w czasie z innymi subtelnymi, acz znaczącymi gestami ze strony Moskwy. Przykładem tych ostatnich może być spektakularne zwycięstwo sądowe TNK-BP. Firma uzyskała 215 milionów funtów zwrotu podatkowego. Spółce udało się najwyraźniej przetrwać ostatnie ataki frakcji siłowików, którzy próbowali przejąć firmę. Szefowie TNK-BP musieli odetchnąć z ulgą, bo skończył się niepewny okres zmiany władzy. Z doświadczenia człowieka, który spędził sporo czasu w sądach podatkowych jako reprezentant firmy z branży energetycznej, mogę was zapewnić, że tego typu decyzje nie zapadają w Rosji bez wyraźnego przyzwolenia z góry.
Zmiany widać też w nowym gabinecie premiera Putina. Choć Igor Sieczin obronił swoją pozycję i będzie pełnił funkcję wicepremiera, ze stanowiskiem pożegnał się za to szef FSB Nikołaj Patruszew – człowiek, z którego ust padły obraźliwe wypowiedzi pod adresem British Council. Londyn powinien się też cieszyć, że w grze utrzymał się też Aleksiej Kudrin. Wiadomość, którą Kreml najwyraźniej próbuje przekazać brytyjskim partnerom brzmi mniej więcej tak: „nadal jesteśmy otwarci na prowadzenie z wami interesów, chcemy zapomnieć o aferach szpiegowskich, ale wy nie macie za to szans na ekstradycję Andrieja Ługowoja”.
Reakcja politycznych przywódców na tę gałązkę oliwną ze strony Rosji szybko pokaże, czy odwilż we wzajemnych stosunkach wyjdzie poza piłkarskie stadiony…


Komentarze
Pokaż komentarze (3)