Jaki więc jest ostateczny wynik rozgrywki o kontrolę nad firmą? Media doniosły wczoraj, że Suez ogłosił zwycięzcę aukcji udziałów w Distrigas: jest nim włoski gigant energetyczny Eni. Przedstawiciele Suezu tłumaczą, że o wygranej Włochów zadecydowała nie tyle proponowana przez nich cena, ale przede wszystkim kusząca propozycja wymiany – w zamian za Distrigas Eni oferuje cenną sieć dystrybucji gazu w Rzymie. To dzięki temu firma została dopuszczona do bezpośrednich rozmów, w których ostatecznie wyceniono sprzedawane udziały.
Roberto Mascarello z Landsbanki Kepler powiedział Forbes, że opisywany kontrakt to dla Eni strzał w dziesiątkę: „Distrigas to firma, w którą zdecydowanie warto zainwestować. Sprzedaje gaz do krajów Beneluksu, gdzie interesy Eni nie idą obecnie najlepiej. Zakup firmy oznacza ponadto kontrolę nad infrastrukturą, która pozwoli transportować gaz z Rosji aż nad Morze Północne. Distrigas to dla Eni perła w koronie.”
To nie wszystko: Distrigas ma godną pozazdroszczenia listę partnerów – dostawców gazu. Znajdują się na niej nie tylko Rosja, lecz także Norwegia, Algieria, a nawet Katar. Roczne obroty firmy wynoszą 4,3 miliardy euro, a w 2007 spółka przetransportowała 15,2 miliardy metrów sześciennych gazu.
Najwyraźniej nie ma sensu dyskutować o tym, dlaczego Eni było zainteresowane kupnem Distrigas – wystarczy posłuchać jak zawsze interesującego szefa włoskiej firmy Paolo Scaroniego, który tłumaczy, że zakup to sposób na zapewnienie Eni lepszych kart przetargowych w stosunkach z Gazpromem.
Uważam, że to naprawdę fascynujący manewr ze strony włoskiego kota. Doskonale wiadomo, że Gazprom jest zainteresowany firmą taką jak Distrigas – rosyjski gigant chce uzyskać wpływ na europejską sieć dystrybucji, by wzmocnić swą pozycję sprzedawcy przez uzyskanie bezpośredniego dostępu do konsumentów. Udziały w Distrigasie zapewniłyby też Gazpromowi większe bezpieczeństwo stałego zapotrzebowania i dały jeszcze potężniejszą władzę nad głównym rynkiem. I oczywiście kontrolę nad zaworami gazu w rurach płynących do Brukseli.
Czy Scaroni nie przesadził ze swoim oświadczeniem, obawiając się krytyki i ataków na swoją firmę? Nie ma wyraźnego powodu by sądzić, że Eni oficjalnie przekaże Gazpromowi świeżo uzyskane udziały w Distrigas, nawet jeśli weźmie się pod uwagę wciąż obowiązującą umowę o wymianie aktywów między firmami. Widzieliśmy już też wielokrotnie, jak Rosjanie wykorzystują europejskie państwowe koncerny energetyczne jak BP, Eni, Enel czy E. ON, do realizacji własnych interesów.
Nikt nie zna planów Eni względem Distrigasu. Na pewno wiemy za to, że włoski gigant to największy sojusznik Gazpromu w Europie. Trudno więc brać poważnie słowa Scaroniego – jedynego w Europie szefa firmy energetycznej, który dał rosyjskiemu rządowi bezpośredni dostęp do konsumentów w swoim kraju, który twierdzi, że nowy zakup ma mu pomóc w uzyskaniu przewagi nad Moskwą. Nie dajmy się tak łatwo zbić z tropu.


Komentarze
Pokaż komentarze