Grigorij Pasko [inne teksty dziennikarza Grigorija Pasko możecie przeczytać tutaj]
Po wyborze nowych akademików i członków Rosyjskiej Akademii Nauk (wśród członków której znalazł się przyjaciel Władimira Putina i szef konsorcjum budującego podmorski Gazociąg Północny były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder) premier Putin przemawiał do naukowców obiecując zwiększenie nakładów na naukę do 60 miliardów rubli rocznie, pomoc młodym specjalistom, inwestycje w wyposażenie laboratoriów.
Wystąpienie Putina jak zawsze miało w sobie coś z instrukcji, coś z upomnienia, dało się w nim wyczuć szczyptę manii wielkości, której towarzyszył wyraz moralnej wyższości na zatroskanym obliczu. Krótko mówiąc – Władimir Putin najwyraźniej nie potrafi się rozstać z wizerunkiem prezydenta.
Krótko przedtem miało miejsce inne wydarzenie rangi prezydenckiej: premier Putin spotkał się w Paryżu nie tylko ze swoim odpowiednikiem François Fillonem, lecz także z urzędującym prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym i jego poprzednikiem Jacquesem Chiracem. Według relacji ze spotkania Putin „wymienił z francuskim przywódcą opinie i dyskutował o palących kwestiach polityki międzynarodowej”. Zaznaczmy, że każde dziecko wie, iż zgodnie z konstytucją FR polityka zagraniczna należy do prerogatyw prezydenta, nie premiera.
To kolejny przykład prezydenckich przyzwyczajeń byłego prezydenta.
Jedna z gazet komentowała to słowami: „Kiedyś kwestie polityki zagranicznej Rosji pozostawały w gestii głowy państwa. Obecnie jednak wygląda na to, że nowy premier ma znacznie większe pole manewru”.
Władza to rzecz uzależniająca, zwłaszcza dla podatnych na uzależnienia ludzi. Vaclav Havel na przykład nie próbował utrzymać się na siłę u sterów swego kraju. Może był od Putina po prostu mądrzejszy. Z drugiej strony Putin, jak łatwo zauważyć, panicznie boi się utraty znaczenia – wystarczy, by ktoś odciął mu dostęp do telewizji, której pomoc leżała u źródeł jego sukcesu i do dziś stanowi klucz do utrzymania wyjątkowej pozycji. Kiedyś powstaną zapewne książki o tym, jak telewizja może wynieść kogoś do władzy, a potem równie łatwo tę władzę odebrać.
Najwyraźniej Putin i Miedwiediew podzieli się po równo czasem antenowym. Być może nie jest to nawet umowa, ale raczej jasny i jednoznaczny rozkaz Putina i jego otoczenia, którzy każą pokazywać byłego prezydenta tak jak w czasie, gdy pełnił urząd. Putin pojawia się na ekranach rosyjskich telewizorów częściej niż Miedwiediew. Każdy inny polityk byłby w podobnej sytuacji wściekły, ale obecnemu prezydentowi wydaje się to kompletnie obojętne.
Czy Miedwiediew pozostanie tak tolerancyjny? Moim zdaniem odpowiedź jest oczywista. Równie oczywista, jak odpowiedź na pytanie czy za rządów Miedwiediewa będziemy świadkami odwilży. Nie będziemy. Nie ma powodu w napięciu wstrzymywać oddechu. Miedwiediew współpracuje z Putinem 17 lat. Nie mógł być nieświadomym decyzji i sposobu myślenia swojego szefa. W każdym calu zależy od Putina i jego drużyny, nie jest niezależną jednostką. Łatwo rzucać frazesy o legalnym nihilizmie, korupcji czy potrzebie stworzenia niezależnego wymiaru sprawiedliwości w kraju, gdzie istnieje długa tradycja działań niezgodnych z werbalnymi deklaracjami. Ludzie zdążyli się już do tego przyzwyczaić. Nich mówi co chce, i tak nikt mu nie wierzy…
Mamy w Rosji powiedzenie: уходя – уходи [jak masz wychodzić, to wyjdź]. Używamy go wtedy, gdy nieproszony gość siedzi u nas za długo i zamiast wyjść powtarza tylko „muszę już iść”. Z Putinem jest podobnie. Bełkotał coś o szanowaniu konstytucji (której zapisy sam wielokrotnie łamał w przeszłości) i mianował sam siebie premierem. W rzeczywistości nie odszedł od stołka prezydenta daleko. Musi naprawdę go lubić…
I nigdy nie odejdzie. Najwyraźniej tę prostą prawdę zrozumieli już politycy na całym świecie. To dlatego spotykają się z Putinem, tak jak wtedy, gdy był prezydentem, uśmiechają się do niego równie chętnie jak kiedyś. Oczywiście dobrze zdają sobie sprawę z win i problemów Putina, ale ropa i gaz, które wystają zza pleców byłego pułkownika KGB sprawiają, że jego rozmówcy uśmiechają się jeszcze szerzej niż kiedyś.


Komentarze
Pokaż komentarze