Nie należę do grupy przekonanej, że barki rosyjskich obywateli obciąża historyczne brzemię, że choć chcą widzieć w osiągnięciach swojego narodu powód do dumy i podstawę tożsamości, wciąż każe im się (głównie na Zachodzie) pokutować za grzechy czarnego okresu komunizmu (doświadczenie świetnie przedstawione w niemieckim filmie „Goodbye Lenin”). Oczywiście Rosja ma wiele powodów do dumy, ale dzisiejsze władze za wszelką cenę próbują uniknąć konfrontacji z tragicznymi kartami z przeszłości. Być może na tym właśnie polegał polityczny geniusz Putina – były prezydent docenił „naszość”, zrozumiał, że Rosjanie chcą być ze swojej historii dumni, móc świętować jej osiągnięcia… a nawet barbarzyństwa stalinizmu. Obecne przywództwo doprowadziło nostalgię za imperium do poziomu, na którym zdarzenia historyczne zaczynają być mocno zafałszowane.
Rosyjski patriotyzm jest niezwykle złożony. Odebranie mu tej wieloznaczności prawie natychmiast przekuwa się w polityczne poparcie. Wszystkie oficjalne obchody, filmy, sztuki czy dyskusje związane z radziecką przeszłością ryzykownie, choć delikatnie próbują zmieniać pamięć zbiorową. Przypomnicie sobie jakie emocje budził telewizyjny program „Żdi mienia” (Czekaj na mnie), szybko zapomniana afera wokół pomnika żołnierzy radzieckich w Estonii, dyskusja o Kamieniu Sołowieckim, buńczuczna parada z okazji Dnia Zwycięstwa uświetniona przejazdem czołgów przez Plac Czerwony, a przede wszystkim forsowany przez administrację Putina propagandowy podręcznik historii, który łagodził obraz Wielkiego Terroru lat 30.
Będąc konkretnym – odbudowa autorytaryzmu w oparciu o ultranacjonalizm wymaga niebezpiecznego wybielania historii. Jesteśmy właśnie świadkami tego procesu - Rosjanie wybierają w głosowaniu telewizyjnym najważniejszą postać własnej historii i… jak na razie innych kandydatów wyprzedza Józef Stalin. O sprawie pisał wczoraj Wall Street Journal:
Kontrolowana przez Kreml telewizja organizuje głosowanie, które ma wyłonić najbardziej znaczącą postać rosyjskiej historii. Rząd wzmacnia wysiłki, by rozpalić w obywatelach nastroje patriotyczne, które stanowią klucz do zrozumienia popularności premiera Władimira Putina i jego sojuszników.We czwartek, przy okazji obchodów Dnia Rosji, listę kandydatów skrócono z 500 do 50 nazwisk. W dość eklektycznej grupie finałowej znaleźli się między innymi Stalin, Lenin czy Borys Jelcyn.
Patriotyzm był jednym z motywów przewodnich ośmioletnich rządów Putina, teraz najwyraźniej podchwycił wyznaczony przez byłego prezydenta następca Dimitrij Miedwiediew. Uczucia patriotyczne to „jeden z fundamentów legitymizacji władzy” twierdzi Denis Wołkow, ekspert z moskiewskiego Centrum Lewady. „Próbuje się nam powiedzieć, że sami możemy sobie wybierać historię”.(…)
Przedstawiciele kanału Rossija, który organizuje inspirowany pomysłem BBC program „Imię Rosji”, przekonują, że głosowanie to część poważnego projektu. Zaangażowany w przedsięwzięcie znany prezenter Aleksander Ljubimow przekonuje, że w programie nie chodzi bynajmniej o czystą propagandę. „Nie zajmujemy się patriotyczną propagandą” zapewnia dziennikarz. „Z pewnością jest to jednak ćwiczenie z myśli patriotycznej”.
Historycy mieli jednak do telewizji poważne pretensje o krótkie biografie kandydatów zamieszczone na stronach internetowych stacji. Borysa Jelcyna (zamiast Michaiła Gorbaczowa) opisano w nich jako symbol pierestrojki. O carze Aleksandrze III mogliśmy przeczytać, że był największym pijakiem wśród władców, a Lwie Tołstoju można się było głównie dowiedzieć, że brakowało mu wyższego wykształcenia. Wątpliwości co do celów konkursu wywołał też fakt, że na wstępnej liście pretendentów do miana najważniejszej postaci rosyjskiej historii znalazł się Feliks Dzierżyński.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)