[Ponawiamy zaproszenie za spotkanie z Robertem Amsterdamem, które odbędzie się jutro w Warszawie. Szczegółowe informacje znajdziecie tutaj]
Pisałem już kiedyś o tym, że nie do końca przekonuje mnie pomysł zbudowania tarczy antyrakietowej w Europie Środkowej. Dyskusje o nieistniejącej jeszcze technologii, która ma służyć obronie przed również nieistniejącymi irańskimi rakietami, to chyba nie najlepszy pomysł na polityczną hucpę. Oczywiście reakcja Kremla na całą sprawę nie służyła konstruktywnej budowie wzajemnego zaufania. W najgorszym wypadku, jeśli dyskusje o tarczy staną się centralnym elementem dialogu między Moskwą a Waszyngtonem, Rosja ma duże szanse na zwycięstwo w sporze dzięki przejmowaniu kluczowych arterii energetycznych Europy.
Mimo głośnych procesów ze strony Moskwy, obaw Europy czy starań Henry’ego Kissingera, który próbował namówić Rosjan do zaangażowania w projekt, losy przedsięwzięcia pozostają nierozstrzygnięte. Choć dyskusje toczą się już długo, Waszyngton i Moskwa ciągle nie wyciągnęły wszystkich kart. Rosjanie twierdzą, że tarcza antyrakietowa to nie tylko zagrożenie militarne, lecz także jako gest wrogi wobec nowo odzyskanej potęgi. Amerykanie próbują się ich zdaniem ograniczyć rolę Rosji w Europie Środkowej. Z kolei Waszyngton mało przekonująco próbuje udawać, że nie wie o co chodzi i ciągle dziwi się w odpowiedzi na rosyjskie protesty. W końcu wybrana lokalizacja nie pozwala na potencjalne zatrzymanie rosyjskich rakiet – gdyby o to chodziło tarcza powinna znaleźć się w Wielkiej Brytanii.
Po wyborach przegranych przez braci Kaczyńskich Polska stała się znacznie bardziej sceptyczna w stosunku do przedsięwzięcia, a rząd wstrzymał się chwilowo od dalszych negocjacji z Amerykanami. Jednak wbrew temu co można by przypuszczać Waszyngton nie zwolnił prac nad projektem – na scenę wkroczyła Litwa, która maksymalnie wykorzystuje szansę by nastraszyć Moskwę sugerując własne terytorium jak alternatywną lokalizację tarczy.
Kierowany troskami energetycznymi litewski prezydent Valdas Adamkus podejmuje duże ryzyko. Czy jednak liczy tylko na drobne ustępstwa? Jak dotąd reakcja Europy na propozycję rozmieszczenia tarczy na Litwie jest bliska histerii. The New York Times pisze: „Zdaniem wojskowych ekspertów jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się na budowę tarczy na Litwie, Moskwa zajmie wobec tego kraju jeszcze twardsze stanowisko. Rosyjska elita resortów siłowych do dziś ma duży problem z uznaniem faktu, że Litwa, Łotwa i Estonia oderwały się od Związku Radzieckiego, w ’91 roku odzyskały niepodległość, a później wstąpiły do NATO i Unii Europejskiej”.
„Nie ma wątpliwości, że Rosja maksymalnie wykorzysta ewentualne rozmieszczenie amerykańskiej tarczy w naszym kraju” komentuje Raimundas Lopata, profesor z Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego.
Możliwe, że Litwinom dokładnie o to chodzi – odrobina paniki wywołana przez plotki będzie ich atutem w trudnych dyskusjach o bezpieczeństwie energetycznym, które wyrasta dziś na największą bolączkę kraju. Rządzący w Wilnie są pod ogromną presją, bo do końca roku będą musieli podporządkować się wymaganiom UE i zamknąć swoją jedyną elektrownię atomową, co spowoduje, że zaczną w 90% zależeć od paliw kopalnych, najprawdopodobniej dostarczanych przez Rosję. Podobnie jak Polska Litwa to jeden z krajów, których bezpieczeństwo energetyczne najbardziej ucierpi w przypadku budowy Gazociągu Północnego – projektu, który zażarcie zwalczając powołując się na zagrożenia ekologiczne. Niewielkie są też postępy pomysłu stworzenia „mostów energetycznych” z Polską i Szwecją.
W artykule z the Economist czytamy, że za nadchodzące zniewolenie Litwy przez Gazprom odpowiadają niekompetencja i błędy partii rządzących: „Jedyna dobra wiadomość jest taka, że litewscy politycy zostaną wreszcie zmuszenia do poniesienia odpowiedzialności za własne czyny, a raczej ich brak. Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby rozpoczęcie wiele lat temu budowy innej elektrowni atomowej, która zastąpiłaby dziś Ignalinę. Jednak państwa zaangażowane w ten projekt (kraje bałtyckie, do których dołączyła później Polska) ciągle nie mogą się dogadać co do wielkości elektrowni i struktury własności. Cała sytuacja doprowadza do rozpaczy wszystkich, którzy chcą szybkiego włączenia nadbałtyckich „wysp energetycznych” do reszty Europy. Wygląda jednak na to, że nikt nie ma siły potrzebnej do realizacji pomysłu”.
Z tego samego tekstu dowiadujemy innej ciekawej rzeczy – prezydent Wenezueli Hugo Chavez przestał eksportować na Litwę oparte na bitumie paliwo, które stanowi jeden z podstawowych elementów dostaw energii do tego kraju. Czy miał to być ukłon w stronę Moskwy?
Sądzę, że litewska propozycja rozmieszczenia tarczy antyrakietowej to tylko sztuczka, bo Wilno nie może sobie pozwolić na sprowokowanie Rosji do zakręcenia kurków, bez względu na to jak wiele gwarancji dostanie od Amerykanów. Podobny przykład agresywnej polityki zagranicznej tego małego państwa widzieliśmy już wcześniej, gdy Litwa użyła prawa weta w UE by zablokować umowę o partnerstwie między Unią a Rosją powołując się na kwestie energetyki i konfliktu z Gruzją, tylko po to, by szybko się z tego protestu wycofać. Dziś prezydent twierdzi, że Litwa nie ma zamiaru blokować dialog Europy z Moskwą, a jego ton wydaje się ostatnio znacznie łagodniejszy niż wcześniej.
Po raz kolejny widzimy, że Kraje Bałtyckie nie mogą w ciężkich chwilach liczyć na wsparcie ze strony nowych sojuszników w Europie, nie powinny też przeceniać entuzjazmu Waszyngtonu do zaspokojenia ich potrzeb energetycznych w zamian za tarczę antyrakietową. Adamkus prowadzi z Kremlem niezwykle skomplikowaną grę o dostawy energii. Musimy się bacznie przyglądać, czy uda mu się politycznie przetrwać ten trudny okres.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)