Dimitrij Miedwiediew i Narsułtan Nazarbajew podczas sobotniej wizyty prezydenta Rosji w Astanie, zdjęcie Reuters
Związek Radziecki od dawna nie istnieje, a niepodległość jego republik w Azji Środkowej okrzepła, ale architektura rurociągów do dziś pozostaje świadectwem regionalnego imperializmu Rosji czasów Zimnej Wojny. Kraje takie jak Turkmenistan czy Kazachstan od lat krążą wokół projektu kaspijskiego gazociągu do Azerbejdżanu, który pomógłby złamać monopol Moskwy na dostawy surowców do Europy (który często wiąże się z podnoszeniem cen przez Gazprom).
Robert M. Cutler z Carleton University pisze o wyzwaniu, jakim jest kaspijski gazociąg w dzisiejszym Asia Times (fragment poniżej). W artykule czytamy problemach Gazpromu z monopolizacją rynków Azji Środkowej, czego dowodem ma być odmowa sprzedaży Rosjanom rezerw gazu nawet po cenach rynkowych.
Około czterech piątych ropy wydobywanej w Kazachstanie musi obecnie przepływać przez rosyjski system rurociągów. Połowa pozostałych zasobów surowca jest eksportowana przez gruziński port Batumi nad Morzem Czarnym. Resztę ropy kupują Chiny, które chcą czterokrotnie zwiększyć dostawy z Kazachstanu (z 100 tysięcy do 400 tysięcy baryłek dziennie) przed końcem dekady. Trzeba dodać, że (może w efekcie doświadczenia współpracy z Rosją) Astana waha się czy przyjąć propozycję Pekinu.Kazachstan inwestuje więc w budowę ciągnącego się przez 730 kilometrów gazociągu, zdolnego transportować dziennie 500 tysięcy baryłek ropy. Rura pobiegnie z Eskene na zachodzie do portu Kuryk. Przepustowość konstrukcji ma zostać na dalszych etapach zwiększona do 750 tysięcy, a może nawet 1,2 miliona baryłek dziennie. Koszt budowy nowego rurociągu szacuje się na 3 miliardy dolarów. Rura ma się stać centralnym elementem planowanego KCTS – Kaspijskiego Sytemu Przesyłowego Kazachstanu.
Kazachstan chce wykorzystać KCTS, by zmniejszyć uzależnienie od Caspian Pipeline Consortium (CPC), który po przekroczeniu kazachskiej granicy biegnie przez południową Rosję do Noworosyjsku na brzegu Morza Czarnego. Dawne umowy z Rosją o zwiększeniu przepustowości rurociągów CPC nie zostały nigdy zrealizowane, mimo wielu publicznych obietnic i serii wspólnych konferencji prasowych Władimira Putina (za czasów, gdy był jeszcze prezydentem), stojącego ramię w ramię z przywódcą Kazachstanu Nursułtanem Nazarbajewem w Astenie.
Nowy terminal eksportowy został otwarty w maju tego roku w Kulewi, na wybrzeżu Morza Czarnego w okolicach Poti, gdzie do zeszłego roku dochodził rurociąg Baku-Supsa, którym od lat 90. płynęła ropa z Azerbejdżanu. Rurę zamknięto w związku z przeprowadzanymi pracami konserwatorskimi. Kulewi, do którego można dostarczać ropę szynobusem, zacznie od przetwarzania 100 tysięcy baryłek dziennie azerskiej ropy. Ta liczba może się w ciągu następnych kilku lat podwojona, a następnie rosnąć dalej w zależności od zapotrzebowania na przetwarzanie ropy z Kazachstanu.
Wśród możliwych terminali eksportowych na gruzińskim wybrzeżu Morza Czarnego wymienia się odnowiony port Batumi. Z tego i innych portów tankowce mogłyby dostarczać ropę z Kazachstanu lub Azerbejdżanu na drugi brzeg Morza Czarnego, do Odessy, gdzie z kolei mogłaby ona z kolei popłynąć dalej rurociągiem Odessa-Brody. Ta ostatnia konstrukcja miała w założeniu służyć transportowaniu kazachskiej ropy ze wschodu na zachód, jednak Rosja uniemożliwiła realizacji tych planów – dziś rurociągiem płynie na zachód ropa rosyjska. Odcinek z Brodów do Płocka został kilka lat temu uznany za nieopłacalny ekonomicznie. Jednak od tamtego czasu ceny surowca bardzo się zmieniły. Z Brodów ropa mogłaby płynąć nie zbudowanym nigdy rurociągiem do Płocka, a stamtąd do Gdańska. Nie wiadomo czy surowiec miałby pochodzić z Tengizu, czy z podmorskich złóż Kazachstanu. Początek eksploatacji tych ostatnich został przesunięty na lata 2010-2011 (czyli mniej więcej wtedy, gdy można by skończyć nowy rurociąg). Jednak opóźnienie prac nad morskimi złożami wiąże się z trudnościami technicznymi i geofizycznymi (złoża Kaszgan są niezwykle delikatne).
Nad złożami ropy zalegają ogromne pokłady gazu ziemnego, a na wszystko to w bardzo wysokim ciśnieniu, pod pokrywą słonej wody. Kazachskie prawo nie pozwala na wypuszczenie gazu – musi on zostać zatrzymany do użytku wewnętrznego. Gaz mógłby powędrować na południe przez Turkmenistan i dalej przez azerki gazociąg pod Morzem Czarnym o Europy. Rozmowy między Turkmenistanem i Azerbejdżanem o tym dwustronnym projekcie nadal trwają.
Przez wiele lat Rosja stosowała politykę kija i marchewki, by zniechęcić Kazachstan do podpisanie transkaspijskiej umowy. Planowano też podwojenie przepustowości rurociągu CPC z 615 tysięcy do 1,3 miliona baryłek na dobę. Projektów nie udało się jak dotąd zrealizować, częściowo z powodu wewnętrznej rosyjskiej biurokracji i brak współpracy międzyregionalnej, a częściowo ze względu na brak woli Rosjan do przezwyciężenia tych trudności. Bez względu na to, co uznamy za przyczynę całej sytuacji, skutki dla Kazchstanu pozostają te same. Ostatnio Gazprom zaproponował Azarbejdżanowi zakup gazu po cenach rynkowych. Najwyraźniej stosunek władz w Baku do Rosji przypomina odczucia Kazachów, bo Azerbejdżan nie zgodził się na propozycję Moskwy. Dzięki rosnącym cenom ropy rosyjski monopol na transport surowców z rejonu Morza Kaspijskiego zaczyna powoli pękać.


Komentarze
Pokaż komentarze