Zaczął się konflikt w Soczi
Grigorij Pasko
Kiedy rozmawiałem w zeszłym roku z mieszkańcami Doliny Imereti w Soczi o ich nieuniknionej eksmisji z domów [ze względu na Zimowe Igrzyska Olimpijskie, które odbędą się tam w 2014 roku], wielu z nich mówiło mi, że to się nie może zdarzyć. Na pytanie: „Czemu jesteście tego tacy pewni?” odpowiadali: „Bo Putin nam to obiecał”.
To jasne, że Putin potrafi obiecywać. Jak mówi stare, mądre porzekadło: „Jeśli nie możesz czegoś zrobić, to przynajmniej to obiecaj”. Putin nie może nic zrobić – i dlatego tyle obiecuje. Najpierw obiecuje, a potem nie dotrzymuje swoich obietnic. A później ludzi siłą usuwa się z ich domów i zamyka w więzieniu. To jest właśnie demokracja w putinowskim wydaniu.
Co się dzieje w Soczi? Dokładnie to, co przewidzieliśmy w zeszłym roku na łamach tego bloga w serii artykułów opublikowanych po mojej podróży na teren przyszłej olimpiady – między zwykłymi ludźmi a władzami panuje tam sytuacja patowa. Władze obiecały, że mieszkańcy Doliny Imereti, na których ziemiach powstanie miasteczko olimpijskie w Soczi otrzymają odszkodowania i nowe domy na wybrzeżu Morza Czarnego. Dla rezydentów zarówno wysokość odszkodowania, jak i tereny pod nowe osiedla są nie do przyjęcia.
Gubernator Krasnodarskiego Kraju Aleksander Tkaczew określił postawę mieszkańców mianem „otwartego, dobrze zorganizowanego sabotażu”, a następnie oświadczył, że „Przygotowania do Olimpiady to kwestia wagi państwowej, więc na jakiekolwiek próby ich zakłócenia będziemy reagować twardo, choć ściśle w granicach aktualnego prawa”.
Najnowsze doniesienia mass-mediów są następujące: w Soczi ma miejsce konflikt między mieszkańcami Doliny Imereti - na terenie której zaplanowano budowę miasteczk olimpijskiego na Olimpiadę w roku 2014 - a komornikami i policją. Około dwustu mieszkańców stanęło w obronie swoich domów, z kijami i butelkami z butelkami zapalającymi [najwyraźniej określenie „Koktajl Mołotowa” jest w Rosji niepoprawne politycznie - przypomnienie tłumacza]. Jak odnotował gazeta „Kommersant”: dwa tygodnie temu przedstawiciele „Olimpstroju” zażądali wyjaśnień czemu wysiedlanie terenów w Dolinie Imereti jeszcze się nie rozpoczęło. Zaraz potem przedstawiciele władz zaczęli składać wizyty właścicielom domów w Dolinie. Naprawdę zabrali się do roboty po oskarżeniach o sabotaż przygotowań do Igrzysk wysuniętych przez gubernatora Krasnodarskiego Kraju, Tkaczewa, pod adresem mieszkańców Doliny Imereti.
A oto przykład: mieszkanka Doliny, Droficzewa, nie wpuściła do domu osób mieniących się „specjalistami przeprowadzającymi prace katastralne”. Po jakimś czasie, około 200 osób zabarykadowało się na podwórku jej domu. Część z nich uzbroiła się w kije, narzędzia rolnicze i butelki zapalające. Niedługo potem policja i komornicy zaczęli szturmować bramę właścicielki domu. Kiedy napotkali opór mieszkańców, użyli przeciw nim gazu pieprzowego. Do jednego z mieszkańców trzeba było wezwać karetkę…
W skrócie, rozpoczęła się już otwarta walka między władzami a mieszkańcami. I, jak sądzę, walka ta nasili się podczas budowy miasteczka olimpijskiego. Około 12 jego budynków ma powstać dokładnie w Dolinie Imereti.
Jak reagują na to władze? Burmistrz Soczi Władimir Afanasenkow powiedział, że mieszkańcy Doliny, którzy stawili zbrojny opór komornikom zostaną osądzeni z uwzględnieniem pełnego zakresu przepisów obowiązujących w Republice Federalnej Rosji.
W taki właśnie sposób rosyjskie władze reagują na jakiekolwiek objawy niezadowolenia ze swoich działań. Swoją drogą, niewiele osób wie, że strajki zdarzają się w Rosji dosyć często – jednak media o nich nie informują. Czytałem ostatnio, że w większości przypadków odpowiedzią władz na żądania strajkujących (dotyczące zawsze podwyżek płac) jest zwalnianie organizatorów strajków i wytaczanie im spraw kryminalnych. Wygląda na to, że rosyjskie władze absolutnie nie potrafią negocjować, iść na kompromis, a co więcej, iść na rękę mieszkańcom kraju - ani też nie uważają tego za potrzebne.
Jednym słowem, w kraju już od dawna trwa wojna domowa – między obywatelami a władzą. Ostatnio sąsiadka powiedziała mi, że nasz budynek mieszkalny został bez zgody mieszkańców przekształcony w stowarzyszenie właścicieli domów – co jest obmyśloną przez władzę formą uwiązania mieszkańców. Mieszkańcy nie życzą sobie tego – jest to dla nich bardzo niekorzystne. Jednak władze przeprowadzają wszystko to, co chcą. Moja sąsiadka wyraziła swoje oburzenie gdy jechaliśmy windą. Zapytałem ją, na kogo głosował w wyborach do Dumy i wyborach prezydenckich. Odpowiedziała: „Na Jedną Rosję i na Miedwiediewa”. Poradziłem jej, żeby zwróciła się do nich i u nich szukała sprawiedliwości, dobra i szczęścia.
Zdaje się, że mieszkańcy Doliny Imereti zrozumieli już, że głosowali na niewłaściwych ludzi i że o sprawiedliwość i szczęście będą musieli walczyć z kijami rekach.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)