Robert Amsterdam Robert Amsterdam
57
BLOG

Wojna i pokój

Robert Amsterdam Robert Amsterdam Polityka Obserwuj notkę 6

georgiawarcartoon081308.gif

Zamiast spędzać ostatni weekend na oglądaniu relacji z Olimpiady i korzystaniu z letniego słońca poświęciłem większość czasu na czytanie gazet, rozmowy telefoniczne i śledzenie najnowszych wiadomości w internecie i telewizji. Przerażały mnie doniesienia o pierwszej od czasu tragicznej interwencji ZSRR w 1979 inwazji Rosji na sąsiedni kraj. Każdy kto choć trochę zna historię zabójczych ataków Rosjan w Czeczenii rozumiał od razu, że z godziny na godzinę będzie tylko gorzej, że bombardowania obliczone na osiągnięcie efektu „szoku i przerażenia” zostaną okupione życiem setek ofiar.

We wcześniejszych postach przywoływaliśmy fragmenty z zalewu komentarzy światowej prasy, więc chcę dodać do nich tylko kilka słów o tych bezsensownych i niepotrzebnych wydarzeniach. Tu w Europie zapada zmierzch, kręci mi się prawie w głowie od medialnych komentarzy, ale mam kilka uwag o błędach komentatorów i prognozach na rozwój sytuacji.

Przede wszystkim jestem niereformowalnym pacyfistą przekonanym, że wojna nigdy nie służy żadnej ze stron (w tym przypadku może za wyjątkiem Chin, które powinny wysłać Putinowi kwiaty z podziękowaniem za odwrócenie uwagi świata od łamania praw człowieka i Tybetu podczas Igrzysk w Pekinie). Jako wieloletni obserwator tych skomplikowanych i często nierozumianych „zamrożonych konfliktów” jestem zszokowany tym jak łatwo przyszło Moskwie poświęcenie międzynarodowej wiarygodności dla tych separatystycznych regionów. Najwyraźniej bojowe frakcje na Kremlu wzięły górę i przekonały Władimira Putina (który wyraźnie kieruje tą kampanią), że międzynarodowa reakcja na wojnę to akceptowalna cena za odsunięcie od władzy Michaiła Saakaszwiliego i zastąpienie go marionetką Kremla.

Uważam tę wojnę za duży cios w długofalowy interes Rosji, który obije się negatywnie zwłaszcza na gospodarce i jej stosunkach z innymi krajami. Nie pozwolmy się zwieść propagowanej przez Rosjan fałszywej opinii, zgodnie z którą krytyka akcji wojskowej jest równoznaczna z krytykowaniem narodu rosyjskiego, którego obrona stanowi podstawę interwencji w Południowej Osetii i Abchazji. Oczywiście istnieje też prokremlowska linia argumentacji, według której po amerykańskiej inwazji na Irak Rosja ma pełne prawo do inwazji na Gruzję. Moralna dwuznaczność to po prostu część dialektyki wojny. Nie interesuje mnie antyrosyjska propaganda, jaką wojna wywołała w niektórych kręgach, nie wierzę też, że przez niesprawiedliwe oceny Moskwa ma prawo bez powodu zrzucać bomby na obiekty cywilne.

Od drugiego dnia wojny rzucał się w oczy rosyjski cynizm, kiedy Moskwa zapewniała, że chce tylko chronić swoich obywateli dokładnie w chwili, gdy na samoloty bombardowały cywilne budynki w mieście Gori. Od tego momentu byliśmy świadkami serii działań, które miały niewiele wspólnego ze spójną strategią militarną. Do mich przykładów należą bombardowanie cywilnych lotnisk, rurociągów i rafinerii, dróg, autostrad, torów kolejowych czy portów. Jeśli Rosji chodziło o zwycięstwo wojskowe, czemu nie skoncentrowali ataków na bazach i lotniskach przeciwnika?

Dwa dni celowego ignorowania gruzińskich wezwań do zawieszenia ognia i uniemożliwiania demobilizacji gruzińskiej armii dowodzą, że Rosja próbuje 1. uczynić z Gruzji jasny przykład dla wszystkich krajów regionu, 2. srogo ukarać Gruzinów niszcząc ich gospodarkę i 3. rozbić elektorat Saakaszwiliego i odsunąć go od władzy. Choć za tymi zaskukującymi działaniami Rosji stoją zapewne jeszcze inne motywacje, uważam ostatni z powyższych punktow za za zasadniczy cel interwencji. Moim zdaniem zakończenie walk to efekt prostej propozycji złożonej Amerykanom – wycofamy czołgi w zamian za rezygnację Saakaszwiliego.

Ciągle jednak wszystko może się zdarzyć, a brak transparencji i blokada informacji sprawia, że wiele wiadomości pozostaje niezbyt wiarygodna. Trudno na przykład ustalić, kto zaczął walki, po której ze stron padł pierwszy strzał (choć moim zdaniem Gruzja jako ofiara ataku maleńkiej Gruzji to niezły dowcip). Wiem od mojego kolegi prawnika, która przebywał w Tibilisi w chwili początku walk, że reakcję gruzińskiej policji wywołał ostrzał ze strony Południowej Osetii.

Jednak uważam za naiwne twierdzenie, że nie ma w gruzińskim rządzie elementów aktywnie dążącuch do wojny. W niektórych aspektach cała sprawa została fatalnie poprowadzona przez władze w Tibilisi. Główne grzechy to brak przygotowania dyplomatycznego i niewystarczające informowanie opinii publicznej o tym co się dzieje. Wiele źródeł nazywa wojnę efektem błędnych ocen.

W wiadomościach o wojnie brakuje dwóch istotnych elementów kryminalnych i energetycznych. Julia Latynina jako jedyna napisała o obecności siłowików w Osetii Poudniowej, którzy są zaangażowani w działalność kryminalną bezprawnych separatystów i pod płaszczykiem utrzymywania pokoju w Gruzji powodują spięcia w obronie własnych interesów. (...)

Trzeba też pamiętać o grze energetycznej, wyrażonej najwyraźniej przez rosyjskie próby zniszczenia systemu przesyłu energii. W niewielu komentarzach wspomina się o geopolitycznym znaczeniu Gruzji, która stanowi jedyną drogę transportu gazu z Azji Centralnej do Europy trasą niekontrolowaną przez Gazprom. Jeśli Rosjanom uda się osadzić na fotelu prezydenta własną marionetkę, a w wyniku ostatecznego porozumienia kraj zwiąże się blisko z Kremlem, Europa może się pożegnać z bezpieczeństwem energetycznym i przygotować się na skok cen energii i stałą groźbę odcięcia dostaw przez autorytarnego dostawcę.

Najbardziej martwi mnie w tej wojnie, oprócz niewinnych ofiar po obu stronach, to jak bardzo szkodzi Rosji brak stabilizacji na Kaukazie. Przywódcy na Kremlu są przekonani, że tak zwane kolorowe rewolucje i próby wprowadzenia reform demokratycznych (nawet jeśli te reformy wprowadzane są z dużymi błędami) to dla nich śmiertelne niebezpieczeństwo. To smutne, że ta wojna przeciwko demokracji pomyślana też jako ostrzeżenie dla innych niepokornych sąsiadów jak Polska, Litwa czy Ukraina, została rozpętana z tak niewielkim szacunkiem dla wiarygodności i międzynarodowej pozycji Rosji.

Będę uważnie śledził rozwój wydarzeń i mam nadzieję, że bardziej przytomni ludzie będą w stanie naprawi zniszczenia ostatnich dni.

Jestem obrońcą Michaiła Chodorkowskiego i interesów jego rozkradzionej firmy Jukos. W trakcie tej pracy wyrobiłem sobie bardzo krytyczny pogląd na stan praw człowieka w Rosji. Z niepokojem obserwuję też politykę energetyczną Putina. Nie mam zamiaru udawać obiektywizmu - na swoim blogu piszę to co myślę na te tematy ja sam i przyjaciele podzielający mój niepokój. Więcej tekstów i komentarzy, a także najświeższych informacji z Rosji znajdziecie w szerszej wersji mojego bloga, dostępnej po polsku pod adresem : http://www.robertamsterdam.com/polska/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka