Prezydent Miedwiediew z premierem Putinem wczoraj w Soczi, zdjęcie AP
Jestem jedną z osób zaskoczonych nagłą decyzją Dimitrija Miedwiediewa który postanowił podporządkować się niezobowiązującej uchwale Dumy, która wezwała do uznania niepodległości Abchazji i Południowej Osetii. „Uznanie” niepodległości to w polityce karta jednorazowa, zagranie z którego bardzo trudno się wycofać. Nie można jej użyć w negocjacjach z Waszyngtonem czy Europą, co oznacza, że wczorajszy krok nie daje Rosji żadnej przewagi geopolitycznej.
Dlaczego więc Miedwiediew zdecydował się uznać terytoria teraz, płacąc za to ogromnymi stratami, nadwyrężeniem reputacji kraju i kolejnym załamaniem na giełdzie, skoro tak niewiele na tym zyskuje? W interesie tych Gruzinów, którym rozdano rosyjskie paszporty? To ostatnie wydaje mało prawdopodobne, podobnie jak inne śmieszne wręcz argumenty Moskwy, która usprawiedliwia inwazję niemal tymi sami słowami, których używano w kontekście sytuacji na Bałkanach; mówią o interwencji humanitarnej, która ma powstrzymać ludobójstwo i czystki etniczne (swoją drogą Serbom nie spodoba się to, że zostali przez Moskwę opuszczeni).
Wydaje się oczywiste, że Rosjanie nie prowadzą tym razem żadnej gry dyplomatycznej, ale próbują podejmować decyzje realnie zmieniające terytorium. Całkowita zmiana retoryki Miedwiediewa w ostatnich tygodniach (kiedyś elokwentny, przeciwny korupcji profesor prawa nazywa dziś gruzińskiego prezydenta „idiotą” i przyjmuje wyzywający język siłowików, nieprzystający do współczesnej polityki) dowodzi, że znalazł się on pod ogromną presją wewnętrznych walk klanów, musi przejąć inicjatywę, a ogłoszenie uznania niepodległości Abchazji i Osetii daje mu trochę czasu i oddechu, niezbędnego do starcia z jastrzębiami.
W najbliższym czasie Miedwiediew będzie z pewnością płyną na fali rosyjskiego nacjonalizmu, bowiem większość obywateli (nawet tych, którzy czerpią wiedzę o świecie spoza kontrolowanych przez państwo mediów) wierzy głęboko w słuszność inwazji. Liberalny komentator Aleksiej Pankin, który początkowo wskazywał, że wina za wybuch wojny leżała po obu stronach, został zbesztany w liście od przyjaciela, który napisał: „W 1945 rosyjscy barbarzyńcy bezprawnie naruszli integralność terytorialną Niemiec i pchnęli legalnie wybranego kanclerza do samobójstwa”. Tak, wielu rosyjskich liberałów jest gotowych uwierzyć, że Saakaszwiliego i jego mały kraj z maleńką armią, można porównać do Hitlera i jego planów podbicia Rosji. Jeśli ktoś nie czuje się przekonany do tej teorii, jest też wielu zdecydowanych przedstawiać prezydenta Gruzji jako nowego Saddama Husseina, tyle że bez broni masowego rażenia. Powiedzmy ostrożnie, że w całej tej sytuacji jest po obu stronach konfliktu jest niewiarygodnie dużo absurdalnych założeń.
Moim zdaniem po raz kolejny widzimy, jak potrzeby polityki wewnętrznej dyktują decyzje Rosji na arenie międzynarodowej, co będzie miało fatalne skutki dla reputacji i przyszłości kraju. Nie wspominając już o tym, że Moskwa chyba w ogóle nie zastanowiła jak jej argumenty podziałają na rosyjskie terytoria separatystyczne.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)