Zawsze zastanawiałem się czy istnieje jakiś konkretny poziom wzrostu gospodarczego, który pozwala z powodzeniem utrzymać autorytarny kapitalizm. Obywatele mogą wtedy myśleć mniej więcej w taki sposób - rząd odebrał mi prawo głosu, zamknął lub zabił część naszych dziennikarzy, zniszczył wolne społeczeństwo, ale za to spójrzcie, jak świetnie idą nam interesy.
Ostatnio zaczęło narastać napięcie między Kremlem a tytanami biznesu, którzy są niezadowoleni z dziecinnych i niepotrzebnych zimnowojennych gierek rządu z Zachodem, które winią za krach na rynkach a co za tym idzie utratę połowy majątków. Czy ogólnoświatowy kryzys gospodarczy może osłabić żelazny uścisk Kremla w kraju? Najwyraźniej cena za przymykanie oczu przez rosyjskie elity nie schodzi poniżej kilku miliardów dolarów.
Po bardzo krótkim spotkaniu przedstawicieli rządu i Rosyjskiej Unii Przemysłu i Przedsiębiorczości wygląda na to, że funkcjonująca dotąd świetnie współpraca Kremla z biznesem zaczyna się psuć na skalę widzianą ostatnio przy okazji procesu Michaiła Chodorkowskiego. Prezydent Miedwiediew zdecydował się nawet stworzyć specjalną grupę, która ma się skupić na poprawieniu wizerunku Rosji na Zachodzie. Ta zmiana postawy ostro kontrastuje z postawą prezentowaną przez siłowików. Zaledwie tydzień po tamtych wydarzeniach Aleksander Liebiediew zdetonował kolejną polityczną bombę i stał się pierwszym oligarchą otwarcie krytykującym Kreml. Według doniesień New York Timesa Liebiediew “nazwał zimnowojenną retorykę Kremla naiwną i głupią i stwierdził, że rząd zajmuje się finansowaniem idiotycznych przedsięwzięć, jak Igrzyska w Soczi, zamiast reformowanie gospodarki kraju. Jego zdaniem kryzys giełdowy to w 40% wynik wojny w Gruzji”.
Wczoraj gazety doniosły, że Liebiediew razem z Michaiłem Gorbaczowem zamierzają stworzyć nową partię. Przynajmniej nie możemy narzekać, że rosyjska polityka jest nudna...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)