Niedawno publikowaliśmy na ty blogu wywiad z Fredo Arias-Kingiem,który analizował między innymi krótki flirt Rosji z lustracją. Tamta debata weszła na szczególnie trudny obszar polityki historycznej. Przykład lustracji i oporów jakie ma przed nią państwo to tylko jeden z ostatnich przykładów dowodzących problemów Rosji z historią najnowszą. Odpowiedź na pytanie czy historia jest potrzebna do zachowania jedności narodu, czy raczej niszczy tą ostatnią to problem z jakim muszą się mierzyć kraje powstałe po upadku ZSRR, zjawisko typowe dla każdej sytuacji przejścia z jednego ustroju do innego.
Dlatego z dużym zainteresowaniem przeczytałem w New York Times artykuł “Nacjonalizm ery Putina ukrywa grzechy Stalina”. Artykuł opisuje wysiłki “białego” historyka Borisa Trenina, który próbował wyjaśnić tajemnicze zmięknięcia ludzi z syberyjskiego Tomska za czasów Stalina. Jego pracę zablokowały władze, które nie zgodziły się udzielić do pozwolenia na dostęp do dotyczących sprawy (i wciąż tajnych) dokumentów KGB.
Co zyskuje na Kreml na zamknięciu archiwów Związku Radzieckiego? Co stoi za coraz większymi wysiłkami na rzecz kontroli obrazu historii, manipulacjami pamięcią narodu i wybielaniem liderów, którzy nie mają nic wspólnego z dzisiejszą Federacją Rosyjską?
Zamknięcie akt połączyło się z wyciszeniem szerszej dyskusji o zbrodniach ZSRR. We wstępie do swojej ostatniej książki Steve LeVine pisze o swojej wizycie w siedzibie stowarzyszenia Memoriał i porównuje jego dzisiejsze uśpione korytarze z kipiącym życiem centrum z końca lat 80. i początku 90.
Wiele wydarzeń przypomina o wycofywaniu si z koncepcji pierestrojki. Program telewizyjny “Żdi mienia”, zapomniana już sprawa pomnika żołnierzy radzieckich w Estonii, kwestia Kamienia Sołowieckiego, zawstydzająco wystawna parada z okazji Dnia Zwycięstwa i oczywiście nowy, propagandowy podręcznik rosyjskiej historii, w którym administracja Putina postanowiła zasadniczo złagodzić obraz Wielkiego Terroru Stalina. Wiele dokumentów w państwowej telewizji sławi Stalina, przypomina mi się też konkurs, w którym Stalin okazał się drugim ulubionym bohaterem historycznym Rosjan, ustępując miejsca tylko Piotrowi Wielkiemu. Niektórzy komentatorzy sugerowali, że ta “beatyfikacja” zbrodniczego imperium to odpowiedź na popularną potrzebę tradycji silnych władców. Adrian Blomfield z the Telegraph napisał zeszłego lata:
Starym komunistom jak pan Usik nazwisko Salina będzie się zawsze kojarzyło ze stabilnością, której kraj nie widział ostatnio zbyt dużo. (...) Argumentują oni, że w tamtych czasach Rosja potrzebowała rządów silnej ręki. Tłumaczą też, że spuścizna Stalina ma też jaśniejsze karty, zwłaszcza te dotyczące II Wojny Światowej.
Aktywny członek Memoriału Wasilij Chaniewicz w wywiadzie dla Times objaśnia krańcowo odmienne stanowisko.
“Rosja przedstawia się jako zupełnie odmieniony, demokratyczny kraj oparty na demokratycznych wartościach, a jednocześnie nie odrzuca reżimu, który ją poprzedzał. Wręcz przeciwnie – broni go.”
Jakie więc korzyści czerpie rząd ze zmieniania obrazu przeszłości i czego boi się w historii? Najbardziej oczywista odpowiedź jest taka, że państwo chce bronić swojej terytorialnej i kulturowej jedności na obszarze jaki pozostał jej po ZSRR. W tym celu trzeba stworzyć jak najwięcej elementów wspólnej tożsamości, co oznacza konieczność sięgania do zbiorowej pamięci, a czasami potrzebę modyfikacji tej ostatniej. Używanie historii jako narzędzia podsycania nacjonalizmu to zjawisko znane nie tylko w Rosji.
Trzeba pamiętać, że Kremlem rządzą dziś byli agenci KGB i jej następczyni – FSB. To oczywiste, że spadkobiercy tej instytucji kochają dyskrecję i kontrolę, a także mają bardzo niewielkie zaufanie do własnej opinii publicznej. W dodatku w rządzie zasiadają ludzie powiązani z przestępstwami z przeszłości.
najważniejsze jest jednak to, że trend do ukrywania i wybielania niewygodnej historii dowodzi moim zdaniem zasadniczego braku wiary rządu we własną legitymizację. Otwarcie archiwów KGB, zezwolenie na otwartą dyskusję i ewentualne próby pociągnięcia winnych do odpowiedzialności wiązałyby się z postawieniem szeregu niewygodnych pytań. A obecny rząd bardzo nie lubi pytań i niekontrolowanej jawności.
Obywatele Federacji Rosyjskiej mają wielką i piękną historię, której karty zdobią nazwiska wielkich postaci i znakomitych osiągnięć. Niestety ceną z tą wielką historię są też czarne karty. Nie ma żadnego logicznego powodu, dla którego zmierzenie się z prawdą historyczną miałoby oznaczać, że Rosjanie przestaną być patriotami. Ale decyzję o utajnieniu przeszłości podejmują niestety dzisiejsi liderzy, którym brakuje wiary we własnych obywateli, naród i prywatny patriotyzm. Nie uważam, że manipulacje Kremla w tej sprawie to próba uchwycenia władzy nad przyszłością przez kontrolę przeszłości. udowodnienie władzy nad przeszłością. Stanowią one raczej dowód na paraliżujący i ogłupiający strach przed wszelką krytyką.


Komentarze
Pokaż komentarze