Realizm ma wiele zalet w stosunku do innych szkół polityki międzynarodowej. Jeśli na przykład człowiek uczestniczy w gorącej dyskusji o Rosji, łatwo może zbić argumenty przeciwników jako “nierealistyczne” (lub naiwnie optymistyczne).
Prawda jest taka, że realizm wraca do łask i nie jest to dobra wiadomość. Przez całe lato musieliśmy walczyć z realizmem w stylu Henry'ego Kissingera podczas kampanii prezydenckiej. Jednak zainteresowanie Rosją tego ostatniego zaniknęło szybko po inwazji na Gruzję (prawdopodobnie po to, by nie komplikować McCainowi wyborczych zmagań). Efektem tamtej debaty był jednak powrót pojęcia realizm do głównego dyskursu.
Argument realistów w sprawie wojny w Gruzji przypomniał niedawno Dimitrij Simes z Nixon Center w National Interest.
Simes tłumaczy, że Stany Zjednoczone zareagowały na konflikt zdecydowanie za ostro. Jego zdaniem użycie siły i uniezależnienie się Abchazji i Osetii to sprawy niewystarczająco ważne, by narażać dla nich współpracę USA – Rosja. “Cokolwiek by nie powiedzieć o premierze Putinie, prezydencie Miedwiediewie i ich współpracownikach, nie sposób zaprzeczyć, że są to przywódcy w pełni pragmatyczni. Chcą odbudować potęgę Rosji i przywrócić jej wpływy zwłaszcza w krajach sąsiedzkich. Nie są jednak gotowi zaryzykować dla tych celów izolacji swojego kraju, katastrofy gospodarczej czy nieograniczonego wyścigu zbrojeń ze Stanami Zjednoczonymi” - pisze analityk.
Oto realizm w najczystszej postaci. Kilka podstawowych kwestii z teorii stosunków międzynarodowych: stworzony w świecie powestwaskim, realizm rozwinął się przede wszystkim jako odpowiedź na zderzenie idealizmu typu Wilsona z brutalną rzeczywistością Europy czasów Pierwszej Wojny Światowej. Jest koncepcją absolutystyczną, która zakłada jedność przywódcy, państwa i interesu narodowego. Główne założenie realizmu mówi, że państwo to racjonalny, samodzielny aktor i że każdy z tych racjonalnych aktorów użyje wszystkich dostępnych środków w walce o przetrwanie. Brzmi bardzo po darwinowsku.
Politolog Bueno de Mesquita wiele napisał o realizmie i jego wadach widocznych zwłaszcza w kontekście konfliktów zbrojnych. W artykule z 2006 pisze: “Współczesna polityka międzynarodowa charakteryzuje się interakcjami między autokratami, autokratami a demokratami i demokratami między sobą. Strony te różnią się stopniem związania przywództwa z “narodowym” interesem, z którym wiążą je wewnętrzne układy polityczne.”
Simes rysuje też obraz Rosji jako racjonalnego, samodzielnego aktora. Z całym szacunkiem dla dorobku pana Simesa, zdecydowanie nie zgadzam się z taką charakterystyką. Cokolwiek mówimy o Kremlu, jego administracji, tandemokracji Putina i Miedwiediewa jest całkowicie pozbawione znaczenia, bo w rzeczywistości opisujemy system anarchistycznych poziomych powiązań zdominowanych przez spory między klanami. Każdy realista powinien przede wszystkim zrozumieć klasyczną maksymę Lenina, że rosyjska polityka zagraniczna jest zawsze odbiciem sytuacji wewnętrznej. Nie ma w tej zasadzie nic racjonalnego czy związanego z interesem narodowym. Chodzi o osobisty sukces polityczny poszczególnych członków rządu i zachowanie przez nich prywatnych majątków.
Gdyby Rosja była jednolitym państwem, którego polityką kierują racjonalni przywódcy, kwestia Gruzji wyglądałaby inaczej. Widzielibyśmy wykorzystanie legalnych środków dyplomatycznych, przygotowanie sprawy na arenie międzynarodowej, a nie wojnę, która przyniosła Rosji niepotrzebne i fatalne skutki gospodarcze.
Przyjrzyjmy się sprawie tarczy antyrakietowej: najłatwiejszym sposobem uzyskania kompromisu ze strony USA byłoby zaproponowanie współpracy z ONZ w kwestii Iranu, co odebrałoby Amerykanom powód do budowy tarczy. Zamiast tego do Hawany płynie rosyjski okręt wojenny. Realiści chwalą za to Rosję za mętne oferty kooperacji ze Stanami na temat Iranu zamiast pytać czemu Moskwa nie chce (zgodnie ze swoim interesem) zrobić wszystkiego co możliwe, by powstrzymać rozwój broni nuklearnej w Teheranie.
Dowodem na chaos na Kremlu są sprzeczne komunikaty wydawane przez rządzących. Jednego dnia prezydent wygłasza przemówienie o potrzebie przejrzystości w pracy sądów, a dosłownie następnego inna frakcja forsuje w Dumie ustawę o rezygnacji z rady przysięgłych i rozszerzeniu definicji zdrady.
Rosyjską politykę zagraniczną ostatnich lat nie sposób rozpatrywać w kategoriach realistycznych. Poziom korupcji w tym kraju przypomina biedne państwa afrykańskie, w rządzie zasiadają przede wszystkim biznesmeni i byli oficerowie służb specjalnych, bizantyjskie układy klanów działają kompletnie poza prawem, często broniąc sprzecznych interesów. Wiara, że polityką międzynarodową Moskwy rządzi jakaś ideologia czy ogólnonarodowa strategia, to tylko kolejny dowód na to, jak bardzo Zachód nie rozumie Rosji.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)