Według badań J. Garlickiego z Uniwersytetu Warszawskiego, najliczniejszą grupą obywateli posiadających spójne poglądy na politykę i gospodarkę są – jak ich nazywa profesor - „neosocjaldemokraci”. Garlicki nie pytał o autoidentyfikację, lecz zadał wiele szczegółowych pytań, których korelacja pozwoliła na określenie czterech zupełnie nowych profili politycznych Polaków (zresztą, większość ma poglądy całkowicie niespójne …). Neosocjaldemokraci opowiadają się za współistnieniem własności prywatnej i państwowej; zasadą realizacji w zbliżonym stopniu interesów różnych grup i warstw społecznych; demokracją parlamentarną / władzą opartą na samorządach; dystrybucją dóbr według kryterium pracy lub pracy i potrzeb.
Gdzie oni są?
Zagłosowali na B. Komorowskiego, bo bali się powrotu PiS do władzy. Rozumiem. Ale dlaczego rok temu wybierali PO, a nie centrolewicową listę D. Rosatiego – pełną kompetentnych i znanych polityków, z bardzo europejskim programem, skoro wtedy recydywa IV RP nie groziła?
Czemu nie dali się teraz uwieść Andrzejowi Olechowskiemu zapowiadającemu otwarcie ubezpieczeń zdrowotnych na konkurencję, dzięki czemu każdy mógłby leczyć się skutecznie i w komforcie bez dodatkowych opłat, tylko za płaconą składkę? Gwarantującemu, że podatki nie zostaną podniesione? Twierdzącemu, że decyzję o zastosowaniu procedury in vitro, finansowanej przez budżet, powinna podejmować wyłącznie kobieta (co przecież pozwoliłoby na posiadanie dzieci także parom lesbijskim). Czynem – a nie słowem – pokazującemu jak oddzielić przekonania religijne od działalności publicznej?
W dyskusji z politykami lewicy, tymi znacznie bardziej na lewo ode mnie, usłyszałem kiedyś, że mitycznego elektoratu centrolewicowego nie ma. Oczywiście jest – ale dlaczego tkwi w poparciu partii eklektyczno-konserwatywnej? Wszak poszukiwanie, chęć zmian, powinno być nieodłączną cechą takich osób.
Po tych wyborach mamy dobrze spisane myśli – ramy socjalliberalnego programu politycznego. Stronnictwo Demokratyczne wykazało się sprawnością mierzoną dwustu pięćdziesięcioma tysiącami zebranych podpisów. Zgłosiły się setki wolontariuszy, przeważnie ludzie młodzi. Trzeba teraz znaleźć czas i miejsce, aby „ryknąć” – głośno zaprezentować nowy projekt polityczny. I przekonać Polaków, że nie muszą uczestniczyć w kolejnym plebiscycie.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)