W czwartek, w dniu kiedy kierownictwo Platformy zastanawiało się, które podatki podnieść, zrobiłem zakupy za ok. 90 zł. Głównie składniki na pizzę, którą co weekend piekę dla moich dzieci, ryby do usmażenia, frytki, warzywa, lody etc. Wcześniej w tym tygodniu wydałem (też głównie na jedzenie) 180 zł. Z żoną jemy obiady na mieście, powiedzmy, że za 30 zł dziennie. Wychodzi więc, że czteroosobowa – moja - rodzina żywi się za ok. 1680 zł miesięcznie.
Dużo jeżdżę, paliwo kosztuje mnie ok. 1000 zł. Moją żonę pewnie drugie tyle. Przyjmijmy, że kolejny tysiąc złotych wydajemy na artykuły niespożywcze. Summa summarum, 4680 złotych. Jeden procent od tej sumy – to raptem 46,80.
W skali państwa daje to ok. 468 milionów, a rocznie – 5,6 miliarda. Nawet się to zgadza z wyliczeniami ekspertów rządowych (niezależni ekonomiści szacują na ok. 4 mld), chociaż moje kalkulacje są pośpieszne i bardzo zgrubne.
Trzeba przyznać, że Platforma nieźle to wykombinowała. Przeciętna rodzina dodatkowy wydatek pięćdziesięciu złotych zniesie. Być może nawet zauważy go dopiero pod koniec miesiąca i wtedy trochę ponarzeka na wzrost cen – ale niekoniecznie na rządzących.
Problemy są dwa: po pierwsze, to nie wystarczy. Potrzeby sięgają dziesiątek miliardów. Stawiam dolary przeciw orzechom, że za chwilę rząd będzie dalej gmerał w naszych portfelach i kieszeniach. Zapowiedź nowego sposobu naliczania rent już na to wskazuje (deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, w części odnoszącej się do rent, to prawdziwa bomba z już uruchomionym zapłonem! Właściwie dziwię się, że Platforma nie zdecydowała się na podniesienie składki rentowej).
Po drugie, kwestia wiarygodności. Skoro w trakcie kampanii było się głuchym na pytania o to, jak zamierza się zrównoważyć finanse publiczne, nie dopuścić do powtórzenia w Polsce scenariusza greckiego kryzysu, skoro powtarzało się zaklęcia o zielonej wyspie – to teraz trzeba zmierzyć się z pytaniem o standard uczciwości w polityce.
PS. Przyjąłem, że nastąpi wzrost cen artykułów spożywczych, nawet jeśli – zgodnie z deklaracjami – rząd wymyśli coś, aby VATu na te towary nie podnosić. Koszty paliwa, transportu itp. jednak i tak wystąpią.


Komentarze
Pokaż komentarze (34)